Baronessa Deech, Izba Lordów, Abram Tauber, UB i mienie bezspadkowe


W samym środku walki z korona wirusem i w apogeum wyborów prezydenckich spadła na nas wiadomość, że w dalekiej Wielkiej Brytanii, która nie wywiązała się ze zobowiązań sojuszniczych w roku 1939, co niewątpliwie w decydujący sposób zaważyło na przebiegu IIWW i określiło jej skutki , w tym przebieg okupacji niemieckiej i sowieckiej Polski – wielce szanowni lordowie urządzili rządowi Jej Królewskiej Mości przesłuchanie na okoliczność dyscyplinowania przez tenże rząd mniej ważnego rządu Polski w sprawie realizacji tzw. Deklaracji Terezińskiej.

A konkretnie 27 lipca 2020 r. na spotkaniu w Izbie Lordów baronessa Deech z domu Ruth Fraenkel zwróciła się do przedstawiciela rządu Jej Królewskiej Mości ministra stanu Tariqa Mahmooda Ahmada barona of Wimbledon (rodem z Pakistanu) z prośbą o przedstawienie postępów rządu JKM w wypełnieniu postanowień Deklaracji Terezińskiej z 30 czerwca 2009 r. oraz o przedstawienie wyników rozmów z rządem polskim w sprawie restytucji własności żydowskich obywateli polskich, przejętej od nich w czasie nazistowskiej niemieckiej okupacji.

Wielce szanowny lord Ahmad of Wimbledon odpowiedział,że jak najbardziej rząd JKM kontynuje wypełnianie zobowiązań teresińskich , głównie w zakresie upamiętniania i edukacji o Holocauście. A z rządem polskim jak najbardziej rozmawia o restytucji własności, głównie poprzez swojego specjalnego wysłannika ds. Holocaustu szlachetnego przyjaciela lorda Ahmeda – lorda Erica Pickles.

Na co baronessa Deech zareagowała bardzo uczuciowo w te (mniej więcej) słowa:

”…Drodzy Lordowie, zadaję to samo Pytanie od 11 lat i otrzymuję te same odpowiedzi i brak postępu w obietnicach. Polska jest jedynym krajem , który nie uchwalił ustaw aby poradzić sobie z największą kradzieżą w historii. Projekty ustaw są tam wielokrotnie wprowadzane i wycofywane. Projekty ustaw, zawierające postanowienia, które wykluczały ogromną większość ocalałych z Holocaustu. Czy minister zaakceptuje moją propozycję, aby pójść za przykładem legislacji amerykańskiej o nazwie Justice for Uncompensated Survivors Today Act (JUST Act przyp. mój) i zapewnił roczny raport dla Parlamentu w sprawie ZWROTU żydowskiej i nieżydowskiej własności? Czy podniesie to każdego roku na Belvedere Forum? Czy UK wykorzysta swoją pozycję w Radzie Europy aby naciskać na realizację agendy praw człowieka, skupiając się na Polsce i na restytucji, zgodnie z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka?…”

Lord Ahmad of Wimbledon zapewnił w imieniu rządu JKM, że temat jest regularnie podnoszony w stosunkach bilateralnych z Polską, nawet niedawno działał w tej sprawie nasz czyli ich ambasador.

Słowa lorda Ahmada of Wimbledon potwierdził Lord Pickles, jednoczesnie zwracając się do „jego szanownych przyjaciół” aby:

”… wspólnie złożyć uszanowanie naszemu ambasadorowi w Warszawie Jonathanowi Knott za jego wytrwałe zaangażowanie w sprawę restytucji. Jego spotkanie w ostatnim tygodniu ze Speakerem polskiego Parlamentu (Marszałkiem Sejmu panią Elżbietą Witek?marszałkiem Terleckim? Przyp. mój) pomogło utorować drogę do wycofania projektu ustawy o prawach do warszawskich nieruchomosci / odszkodowań za warszawskie nieruchomości.

Ta ustawa byłaby główną przeszkodą dla restytucji.

W tym tygodniu powinniśmy zapoznać się z publikacją Departamentu Stanu USA w odpowiedzi na uchwałę Kongresu JUST , dotyczącą wykonywania postanowień deklaracji teresińskiej. Czy moi szlachetni przyjaciele przyrzekają, że będą pracować wraz z naszymi sprzymierzeńcami z USA i Polski aby zobaczyć, jak sprawiedliwość zostanie przywrócona rodzinom ofiar Holocaustu, których własność została skonfiskowana przez nazistów ?…”

Lord Pickles może wyrażać daleko idący optymizm, albowiem po swoich wizytach w Warszawie w roku 2018 , między innymi w IPN, doczekał się wycofania projektu ustawy o IPN, jakże bolesnej dla zawodowych oszczerców. W swoich wystąpieniach mówił nawet, że „kocha Polskę”.

To zupełnie inaczej, niż baronessa Deech, która w maju 2019 r. potrafiła w Izbie Lordów w dyskusji o restytucji dzieł sztuki rzucić taką złotą myśl:

”…Najbardziej bezczelnym przestępcą jest Polska, która rozsiadła się na majątku trzech milionów ofiar nazistów. To jedyny kraj we współczesnej Europie, który odmówił ustanowienia systemu odszkodowań..”.

Baronessa Deech urodzona w 1943 r. w Londynie Ruth Fraenkel córka Josepha Fraenkla dziennikarza syjonisty ur.w 1903 r. w Ustrzykach Dolnych, od lat daje do zrozumienia bardziej lub mniej subtelnie, że jej przodkowie „z Polski” mieli sporo nieruchomości a nawet rafinerię na terenie II RP. I ona z powodów jakichś tajemniczych utrudnień nie może tych nieruchomości odzyskać w III RP. Inni odzyskują, a ona nie.

Całe roszczenie opiera się na fakcie, że Ruth Fraenkel Deech jest wnuczką po Mozesie/Mojżeszu Fraenklu burmistrzu Ustrzyk Dolnych, ojcu m.in Józefa ur. w 1903 r. I że  ten burmistrz miał wg niej być właścicielem rafinerii oraz domu w tych Ustrzykach, nie licząc kamienicy w Krakowie po babce. Ta hagada krąży już po Internetach ładnych parę lat.

W źródłach anglojęzycznych np. w wikipedii, sprawa jest jeszcze bardziej podkolorowana np. w taki sposób, iż nie znającym historii Polski czytelnikom rzuca się informację, iż ojciec baronessy Deech urodził się w 1903 r, „w Ustrzykach Dolnych w Polsce”. Tymczasem w 1903 r. Ustrzyki Dolne leżały w Królestwie Galicji – Lodomerii w Cesarstwie Austro-Węgier. W młodym wieku wyjechał na nauki do stolicy Cesarstwa – Wiednia i już tam pozostał. Tam studiował, pracował w dziennikarstwie i udzielał się w austriackim ruchu syjonistycznym. Do odrodzonej Polski być może przyjeżdżał, ale brak śladów o staranie się o polskie obywatelstwo.

Posrednio dowodem negatywnym może być historia jego wyjazdu z Austrii do Wielkiej Brytanii: w 1938 r. wyjechał do Szwajcarii a w 1939 r. przez Czechosłowację do Anglii. W Anglii pojawił się przed służbami imigracyjnymi w dniu 3 wrzesnia 1939 r. i został przez nie potraktowany jako „obywatel wrogiego państwa” czyli internowany w obozie w Huyton k. Liverpoolu.

Informacja ta jest podana w książce o syjonistach austriackich AdunkaEvelyn, ‚Austrian Zionism in Exile: The Work of Josef Fraenkel‚, in Austrian Exodus: The Creative Achievements of Refugees from National Socialism. 1995.

Czyli ojciec prawie na pewno nie miał obywatelstwa polskiego i niemal na pewno baroness Deech nie posiada testamentu dziadka, jeśli taki powstał.

W dodatku kilka dni temu znaleźliśmy w zasobach Internetu informację na temat rodziny burmistrza Fränkla z Ustrzyk Dolnych, która opowieści baronessy Deecch o „rafinerii dziadka” przenosi do działu „bajkopisarstwo”.

Otóż urodzony w 1928 r. w Polsce i „dorastający na Syberii” a żyjący w Izraelu Zygmunt Frankel syn Leona (Leiba) Frankla napisał wspomnienia z Syberii pt. „Siberian Diaries: i zamiescił je w sieci.

Składają się one z 35 rozdziałów, z których dwa :”Father” (Ojciec) i „Grandfather dies” (Dziadek umiera) pokazują, jak baronessa zapędziła się w swych opowieściach i roszczeniach.

Okazuje się,że dziadek Zygmunta Frankla a ojciec Leona urodzonego w 1883 r. Moses Fränkel, burmistrz Ustrzyk Dolnych, miał dwie żony ale żadnej rafinerii. Przybył do Ustrzyk Dolnych z Przemyśla jako biedny ale wykształcony religijnie młodzieniec i w wieku lat ok. 20 ożenił się, czy raczej został ożeniony z panienką Tovą Singer lat 13. Singerowie pomogli Mosesowi Fränkel założyć własny biznes lub też przyjęli go na wspólnika. Syn Leon urodził się w 1883 r. kilka lat po ślubie aż w Wiedniu, bo matka była słabego zdrowia. Po kilku latach urodziła się córeczka Stella.

W roku 1893 r. Moses Fränkel został wybrany burmistrzem miasteczka, w którym wg Zygmunta Frankla zamieszkiwali Polacy, Żydzi i Ukraińcy w równych proporcjach.

Kiedy  Leon miał lat 14 czyli w roku 1897 , zmarła jego matka Tova  a  wdowiec Moses dość szybko się ożenił po raz drugi i urodziło mu się jeszcze czworo dzieci: Hela, Edmund, Josef (ojciec baronessy Deech) oraz Herman.

Burmistrz Fränkel, jak pisze wnuk Zygmunt, był w stanie wykształcić najstarsze dzieci, zwłaszcza syna Leona, który studiował prawo we Lwowie oraz zrobił studia podyplomowe w Wiedniu i Paryżu i sfinansować mu podróże zagraniczne.

Leona interesował biznes naftowy i wyspecjalizował się on w kontraktach dotyczących obrotu polami naftowymi. Dawało to gigantyczne pieniądze i to Leon doszedł do bogactwa: miał kamienicę we Lwowie, cegielnię w Zawadowie, gospodarstwo rolne dzierżawione niemieckiej rodzinie i letnią willę na wsi.

Ojciec natomiast był relatywnie bogaty, dopóki był burmistrzem Ustrzyk. Kiedy nastała niepodległość Polski, burmistrzem Ustrzyk Dolnych został wybrany „chrześcijanin” dr Lenartowicz i wg Zygmunta, dziadka nie było stać na wykształcenie dzieci z drugiego małżeństwa na takim poziomie jak Leona. Przyrodnie rodzeństwo Leona musiało się zadowolić „gorszymi” studiami w Wiedniu i byli „biednymi studentami”.

W żadnym miejscu swoich wspomnień Zygmunt Frankel, który szczegółowo opisał majątek swego ojca, nie wspomniał, aby dziadek Moses, u którego spędzał co roku tydzień lub dwa wakacji letnich aż do jego śmierci w 1937 r. był właścicielem lub udziałowcem jakiejś rafinerii. Albo aby takie udziały miał jeden lub kilku braci przyrodnich Leona.

No i dochodzimy do śmierci Mosesa. Zdrowie zaczęło mu się pogarszać, kiedy miał lat 91 „na dwa lata przed wojną”, jak pisze wnuk Zygmunt i zmarł w roku 1937/38. Uroczysty pogrzeb odbył się w Ustrzykach Dolnych. Był on okazją do spotkania całej rodziny przez tydzień, albowiem tyle trwały tradycyjne ceremonie żałobne.

Jest bardzo mało prawdopodobne aby 91-letni senior rodziny mógł umrzeć, nie zostawiając testamentu. Zatem majątek Mosesa Fraenkla został po jego śmierci podzielony między spadkobierców jeszcze przed wybuchem II WW i ojciec baronessy Deech Joseph Frankel coś z majątku ojca dostał, albo i nic nie dostał. Ale była to wewnętrzna sprawa rodzinna a nie sprawa Państwa Polskiego.

Wybuchła II WW i ojciec Zygmunta Frankla Leon Frankel, bogaty prawnik oraz właściciel cegielni i kilku nieruchomości a co najważniejsze uczestnik wojny polsko-bolszewickiej oraz Legionista (oficer łącznikowy między Legionami a armią austriacką w początkowej fazie wg relacji syna) został aresztowany przez NKWD i rozstrzelany na podstawie tajnej decyzji władz sowieckich o rozstrzelaniu 15.000 polskich jeńców wojennych ale też 11.000 polskich ziemian, przemysłowców, urzędników państwowych i ex-oficerów z tzw. Zachodniej Ukrainy i Białorusi.

Wg informacji Zygmunta Frankla w rozdziale „The Way Back” (Droga powrotna), Leon Frankel znalazł się na liście rozstrzelanych pod numerem 3066, grupa 56/2-22 a jego majątek został skonfiskowany.

Jego syn Zygmunt Frankel został z matką i siostrą deportowany na Syberię, gdzie przebywał do końca wojny. Do Polski powrócił latem 1946 r. z matką Gitą z domu Rosenzweig do Krakowa, gdzie brat matki Roman, oficer armii Berlinga, po przejściu szlaku do Berlina, mieszkał ze swoją rodziną.

Tam Zygmunt dowiedział się o losach członków swojej rodziny: jeden brat ojca, Joseph, przeżył w Anglii, drugi wstąpił do polskiej armii we Francji i został ewakuowany do Anglii, trzeci brat i siostra ojca przeżyli wojnę w ukryciu w Belgii dzięki pomocy miejscowych chrześcijan.

Druga żona dziadka Mosesa oraz córka Hella z mężem Alfredem i dzieckiem została wywieziona w transporcie Żydów z Ustrzyk Dolnych do obozu koncentracyjnego.

Za pół roku Zygmunt Frankel wyemigrował z Polski wraz z siostrą Stellą przez Szwecję do Wielkiej Brytanii a następnie do Izraela. Jak wspomina, rząd brytyjski zaoferował wizy tym dzieciom i nastolatkom pochodzenia żydowskiego, które miały w Wielkiej Brytanii krewnych zdolnych zaoferować im wsparcie i „wujek Josef zaaranżował to dla nas”. Następnie wyjechał z siostrą do Izraela. Matka dołączyła do nich później w Izraelu, bo nie mogła skorzystać z brytyjskiej dobroczynności.

Na koniec przejdźmy do osławionej „rafinerii dziadka Mosesa Fränkla w Ustrzykach Dolnych”, której miał być właścicielem a którą chce odzyskać baronessa Deech lub dostać za nią odszkodowanie, dyskretnie przemilczając fakt, iż czworo spośród sześciorga dzieci burmistrza Ustrzyk Dolnych przeżyło wojnę, więc ich potomkom też by się coś należało.

Oto w dorocznym biuletynie Departamentu Handlu USA Biura Handlu Wewnętrznego i Zagranicznego z roku 1930 pt.”Petroleum refineries in foreign countries 1930” (Rafinerie petrochemiczne w krajach zagranicznych 1930) autorstwa Richarda Granta McCabe, na stronach 30-31 znajduje się tabelka z pełnym wykazem „Oil refineries in Poland”. W wykazie wymienione są lokalizacje/miejscowości, nazwy firm, narodowość właścicielska czyli kapitału oraz zdolność przerobowa roczna w baryłkach jak również wydobycie w roku 1929.

W Ustrzykach Dolnych została wymieniona tylko jedna rafineria: spółka akcyjna „Fanto” ze zdolnością roczną 350.000 baryłek rocznie. Ale wydobycie w 1929 r. wyniosło jedynie 12.314 baryłek czyli 3,52% rocznej zdolności. Żadnego innego podmiotu o nazwie „rafineria” w Ustrzykach Dolnych w 1930 r. nie było.

Smutne okoliczności tej zapaści produkcyjnej zostały wyjaśnione na stronie www.gospodarkapodkarpacka.pl , na której Starostwo Powiatu Bieszczadzkiego ogłosiło przetarg dwuetapowy na ”Rewitalizację dawnej rafinerii nafty „Fanto” w Ustrzykach Dolnych” w celu stworzenia tam Rafinerii Kultur” w ramach Bieszczadzkiego Centrum Dziedzictwa Kulturowego.

Do informacji o przetargu została dołączona notka historyczna następującej treści:

„…Historia dawnej rafinerii sięga roku 1887. W tym czasie firma Józef Walter i Spółka rozpoczęła budowę pierwszej małej destylarni ropy w Ustrzykach Dolnych. Ze względu na rosnące zapotrzebowanie na naftę, przedsiębiorstwo stale się rozwijało i w okresie międzywojennym należało do spółki „Fanto”. Po zakończeniu I wojny światowej właściciele przystąpili do rozbudowy i modernizacji zakładu, co miało miejsce w latach 1929 -1935 .

Lata 30. XX wieku i Wielki Kryzys nie oszczędziły ustrzyckiej rafinerii i z powodów ekonomicznych Kartel Naftowy zdecydował się na likwidację działalności spółkiW trosce o mieszkańców ówczesne władze miasta – z inicjatywy burmistrza dr Romana Lenartowicza – założyły spółkę „Pilak” zajmującą się obróbką drewna, w której ponownie zatrudnienie znaleźli pracownicy. W latach 60. ubiegłego wieku zabudowania fabryki wyrobów drzewnych „Pilak” przeszły na własność Skarbu Państwa a następnie Lasów Państwowych…”.

Czyli gdyby jakimś cudem dziadek baronessy Deech Moses Fränkel był akcjonariuszem spółki „Fanto” w Ustrzykach Dolnych (bo innej tam nie było), to i tak na początku lat 30-tych XX w. rafineria została zamknięta. Czyli nie doczekała II WW. Czyli w żadnym razie nie może być traktowana, jako „żydowska własność przejęta przez tajemniczych nazistów w czasie Holocaustu”.

Austriacka autorka biografii Josepha Fraenkla ojca baronessy Deech , pani Evelyn Adunka pisze co prawda w swojej książce z 1995 r. o „Mosesie Fränklu burmistrzu Szettla Ustrzyki Dolne fabrykancie w zakresie produkcji oleju” (zapewne jako frakcji ropy naftowej), ale trzymajmy się roszczenia i opowieści baronessy Deech, która upodobała sobie siebie w roli wnuczki potentata naftowego.

Hélas!, jak mówią Francuzi: cała kampania zniesławiania Polski i dopisywania dziadkowi rafinerii – na nic.

Co prawda w artykule „Szlak Naftowy – jak do drzewiej z ropą bywało napisano, że” ”… Już w 1887 roku działała na terenie Ustrzyk Dolnych niewielka rafineria firmy „Wiktor Józef i S-ka” i Karola Puertza. Została przejęta przez spółkę „Mojżesz Frankel i Gerson Honig”..”.

Ale po pierwsze , tej rafinerii nie ma już w 1929 i 1930 r. w wykazach branżowych rafinerii działających a po drugie ludzi o nazwisku Fränkel na terenie zaboru austriackiego, niemieckiego i w samych Niemczech było całkiem sporo. Na przykład Samuel Fränkel założyciel tkalni lnu i adamaszku w Prudniku, po znacjonalizowaniu przez PRL działającej jako „Frotex”.

W przypadku spółki „Mojżesz Frankel i Gerson Honig” mamy do czynienia ze wspólnikiem Honigiem, którego kilkoro wnuków przeżyło wojnę i też mogłoby mieć roszczenia.

No i zostaje wnuk Zygmunt Frankel, który ani słowem w swoich raczej szczegółowych „Dziennikach Syberyjskich” nie wspomina o „rafinerii dziadka Mosesa”.

Zygmunt Frankel zmarł w Izraelu w 1997 r., jego matka Gita w 1984 r. a baronessa Deech rozpoczyna swoją kampanię „poszukiwania własności po ofiarach Holocaustu” około roku 2005.

Nie ma powodu, aby nie wiedziała, jak to było naprawdę z majątkiem rodzinnym, bo „step-brother” Zygmunt Frankel przybył ok. roku 1947 r. do Wielkiej Brytanii  po półrocznym pobycie w Polsce i z pewnością opisał swojemu „step -stryjowi”  a jej ojcu Josephowi sytuację w PRL i w Ustrzykach Dolnych w czasie obu okupacji i po wojnie. Miał  szczegółowe informacje, nawet  o towarzyszach zabaw wakacyjnych z Ustrzyk Dolnych, których Niemcy wywieźli do obozu koncentracyjnego, a którzy przeżyli.

Ciekawe, że młody Zygmunt Frankel biegający w 1946 r. po Krakowie w poszukiwaniu informacji o rodzinie, nie natknął się na krajana z Ustrzyk Dolnych Eugeniusza Wańka , który w tym czasie był już nauczycielem w Liceum Sztuk Plastycznych. No i była jeszcze matka Zygmunta pani Gita Frankel, znana wszystkim synowa burmistrza, która w Krakowie mieszkała całkiem długo, oczekując na wyjazd do Izraela. I srebrne łyżki musiały czekać u pana Wańka jeszcze 63 lata,aż zgłosiła się po nie baronessa Deech z panem Normanem Daviesem. Jak to mówią, góra z górą się nie zejdzie.

W tych okolicznościach przyrody trudno przypuszczać, aby histeryczne i wulgarne oraz uporczywe ataki baronessy Deech na Polskę wynikały z niewiedzy o faktycznym stanie spraw. Raczej chodzi o to, że baronessa nie ma żadnych tytułów prawnych do „rafinerii i kamienic po Franklach” – ale „ma chęć” lub jest zadaniowana do odegrania roli w operacji ostrzyżenia Polaczków z 300 mld USD , skoro się tak ładnie dorobili po tych wojennych zniszczeniach.

A bez ustanowienia prawa o możliwości przekazywaniu mienia po obywatelach polskich żydowskiego pochodzenia – obywatelom innych państw na podstawie kryterium rasowego lub inaczej plemiennego – skuteczne strzyżenie Polaków z majątku jest praktycznie niemożliwe. A do tego czyli zmiany prawa potrzeba tutejszych renegatów siedzących w polityce. Ujrzymy ich niebawem w akcji.

Jak tłumaczył ciemnemu ludowi 15 maja 2019 r. szlachetny rabbi Konstanty Gebert syn sowieckiego szpiega w USA na portalu OKO.press.pl w artykule o długim tytule, zaczynającym się od „Zaciśnięta w figę pięść PiS…..|.

Nie o roszczenia bowiem chodzi, lecz o restytucję. Nie o wypłatę za zbombardowaną kamienicę, lecz o prawo do jej ruin, i działki na której stała. Powojenne dekrety o „mieniu poniemieckim i porzuconym” oraz o gruntach warszawskich sprawiły, że prawa te przejęło, mocą własnej decyzji, państwo polskie.(…)Państwo polskie bowiem, jako jedyne w UE, nie przyjęło dotąd ustawy restytucyjnej, umożliwiającej im dochodzenie tych praw. Pozostaje droga sądowa na gruncie istniejącego ustawodawstwa – trudna, pokrętna, i zależna od przypadkowego stanu zachowania dokumentów, oraz często od widzimisię funkcjonariuszy….”.

No właśnie. Wszystkim tym szlachetnym angielskim (o matko i córko!) lordom oraz amerykańskiemu Kongresowi jak widać, chodzi jedynie o to, żeby „była restytucja w naturze działki po kamienicy zbombardowanej przez Niemców, sorry, nazistów” ale żeby przy tym nie wymagać dokumentów, bo „przypadkowo mogą być w różnym stanie” nawet w „stanie nieistnienia” , jak w przypadku baronessy Deech.

Oburzenie środowisk żydowskich budzą , jak pisze pani Danuta Frey w artykule z dnia 05,02.2018 r.pt. „Organizacje żydowskie krytycznie opiniują projekt przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości” w dzienniku Rzeczpospolita , takie sformułowania ustawy jak : ”… warunek, że prawo do rekompensat ma przysługiwać tylko tym osobom, które obecnie mają polskie obywatelstwo i znajdowały się na terytorium Polski w momencie przejęcia ich mienia przez władze komunistyczne…”.

Warunek o ograniczeniu zwrotu majątków osobom, które mają polskie obywatelstwo mógł (niechcący) uderzyć we wszystkich funkcjonariuszy RESORTU, którzy, jak departament X Więziennictwa MBP , zdezerterowali i przeszli przez zieloną granicę w Sudetach do Wiednia (wraz z fantami oczywiście) w 1947 r., jak to opisał John Sack w książce „Oko za oko”, albo znikali po śmierci Stalina, też z fantami. I pozbyli się szybko polskiego obywatelstwa, jeśli je mieli. Bo niektórzy mieli obywatelstwo Kraju Rad, które przyjęli w 1939 r.

I o takim „przypadku prawnym” czyli o braku polskiego obywatelstwa jako przeszkodzie do odzyskania kamienicy czy innych nieruchomości opowiedziała pani dr Ewa Kurek w rozmowie z red. Ryszardem Hołubowiczem dla Telewizji Internetowej Niezależny Lublin 30 lipca 2020 r.

Jest to przypadek niejakiego Abrama Taubera z Chodla, miasteczka położonego 15 km od Poniatowej a 40 km od Lublina, Żyda ukrywanego przed Niemcami w oddziale majora Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora” dzięki życzliwości oficera AK ppor. Stanisława Wnuka ps. Opal. Który do końca życia żałował, że mu uratował życie.

Pod koniec wojny Abramek zniknął, aby pojawić się w Chodlu tuż po wyzwoleniu w 1944 r. jako komendant posterunku MO/UB.

Jak mówi dr Ewa Kurek : ”…zamordował własnoręcznie Pogodę z Chodla, ojca piątki dzieci „Etażerkę”, partyzanta „Zapory” ps. „Etażerka” nie pamiętam nazwiska i brata tego Pogody komendanta AK w Chodlu,(Edmund Pogoda ps. Rubid przyp. mój) nie pozwolił ich pochować…”.

Łącznie zastrzelił czterech partyzantów, w tym jednego „cichociemnego” z Kedywu. Stało się to, gdy byli bez broni, bo przyszli do domu jednego z nich umyć się i zmienić ubranie.

W lutym 1945 r. oddział „Zapory” rozbił posterunek MO/UB w Chodlu, ale Taubera tam nie było. Został przeniesiony do Szczecina i zmieniono mu w „resorcie” nazwisko na „Kwiatkowski”. „Kwiatkowskich” w resorcie było całkiem sporo a dzięki temu, że sporo akt zaginęło, nie wiadomo, kto był kim i jakie są „zasługi” Taubera.

A oto losy „ofiary Holocaustu” Abe Taubera w USA, gdzie się „odnalazł” w połowie lat 50-tych w relacji dr Ewy Kurek (w kontekście nieruchomości oczywiście: min.”… Abram Tauber USA 1956 emigrant kupił ogromną farmę kurzą a potem kupił sobie biuro nieruchomości jako stary człowiek był donatorem budował synagogi był milionerem jakims tam.

A skąd on miał te pieniądze, proszę Państwa? Niedouczony po prostu Abramek Tauber z Chodla, bez matury, bez wykształcenia ubowiec kat Polaków ile złota wywiózł z Polski, skoro lądując w Ameryce następnego dnia stał się właścicielem wielkiej fortuny. I ta ustawa (447 przyp. mój) dotyczy tych ludzi czyli chodzi tutaj w tej ustawie możemy się domyslać o tych ubowców o tych funkcjonariuszy UB KBW i innych, którzy bali się, że po 56 roku pójdą do więzienia , uciekali po swiecie z torbami wypchanymi złotem polskim.

I tu sądy polskie , prokuratura, i zwłaszcza IPN powinien się wziąć za takich Tauberków i niezależnie od tej ustawy pokazać Amerykanom, kim są ludzie , w imieniu których piszą , że w 60-tym roku ci ludzie jeszcze nie mieli obywatelstwa . Zgoda. Jesli Abram Tauber morderca Polaków po prostu w 56-tym roku czy siódmym wylądował w Ameryce z workami złota to dostał zieloną kartę ale na obywatelstwo musiał czekać do roku na przykład, nie wiem, w tej chwili ale na przykład 63-go lub 65-go.

I teraz Abram Tauber i potomkowie tak jak piszą w takich swoich takich życiorysach w Ameryce, że ponoć w Chodlu zostawili tu wielki majątek, wielkie domy, kamienice.

W Chodlu nie ma kamienic a Abramek Tauber po prostu mieszkał w pokoju z kuchnią . To wiedzą partyzanci mieszkańcy Chodla, był biednym Żydem w wynajętym pokoju z kuchnią a teraz przyjdzie odbierać „chodelskie kamienice”. Tych kamienic nie ma i tego domku zresztą, proszę Państwa nie ma.(…)

Nie bójmy się tego, tylko po prostu musimy z jednej strony patrzeć swoim władzom, tym władzom, wsród których jest od groma tych „dwużydzianów polskich”, po prostu. I do nich należy niestety, minister Gliński, który powinien jak najszybciej zniknąć z tego ministerstwa i drugi Gowin, który finansuje szkalowanie Polski…”.


PS. W 1995 r. Abramek Tauber przyjechał do Chodla jako „spełniony człowiek sukcesu” i zażyczył sobie upamiętnienia jego tatusia ( co dobrze synka wychował) jakąś tabliczką .

Myślę, że minister Gliński powinien staremu Tauberowi postawić pomnik „za całokształt”, baronessie Deech wysłać na przeprosiny kolię brylantową a minister od gospodarki albo i sam pan premier powinien jej przekazać uroczyście na złotej tacy trochę akcji „Orlenu”. Niedużo, może 10%. Nie można chytrzyć, jak minister Gliński, który na „żydowskie miejsca pamięci i obiekty kultury” wydał marne 280 mln zł w 2 lata.

Tak nie można. Co powie cywilizowany świat. Co powie pan Mike Pompeo, co się zapowiedział na 100-lecie Bitwy Warszawskiej. Z tej okazji nie będzie pomnika ani defilady, za to ochrzan w kuluarach.


Pink Panther


Źródło: SZKOŁA NAWIGATORÓW , 5 sierpnia 2020.

Ilustracja tytułowa: Fragment Starej Rafinerii w Ustrzykach Dolnych. Fot. za GSBK-FB / Wybór zdjęcia wg.pco

*

Przeczytaj więcej artykułów Pink Panther na naszym portalu >  >  >  TUTAJ.

*

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.01.30.
Avatar

Autor: Pink Panther