Polacy skazani na wymarcie [Cz. 2.]


Przesiedlenia

W ostatnich latach doszło do przejęcia kontroli nad olbrzymimi połaciami ziemi, głównie w Afryce, Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Łacińskiej, poprzez zakup gotówkowy albo długoterminowe umowy najmu/dzierżawy i usuwanie rolników z ich ziemi. Ponadto w kilku krajach, takich jak Kolumbia czy Brazylia, lokalny kapitał jest w dużej mierze inwestowany w zakup ziemi i rozwój wielkich przedsiębiorstw rolnych. Najbardziej wyczerpujące dane dostępne są w Land Matrix, organizacji monitorującej światowy rynek handlu ziemią i dysponującej informacjami z poszczególnych krajów o gruntach wykupionych przez zagraniczne podmioty, wpływie tych przejęć na lokalną społeczność, plonach oraz kraju pochodzenia „grabieżców”. Według tych danych prawie wszystkie państwa w największym stopniu padające ofiarą grabieży mierzonej w milionach hektarów znajdują się w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej. Z kolei w pierwszej dziesiątce krajów, które inwestują w ziemię, znajdziemy – poza zwyczajowymi podejrzanymi – Malezję i Południowy Sudan, będące same celami grabieży gruntów. Ale kapitał z Północy zwykle asystuje – lub dominuje – w tego typu operacjach. Na przykład w przedsięwzięcie malezyjskiego Sime Darby, mające na celu produkcję oleju palmowego na bazie plonów z plantacji w Liberii, zaangażowany jest kapitał z Wielkiej Brytanii, Finlandii i Holandii (http://nowyobywatel.pl/2014/07/31/grabiez-ziemi-w-xxi-wieku-akumulacja-poprzez-wywlaszczenia/).

Kryzys żywnościowy z 2008 r., który w krajach rozwijających się przyniósł gwałtowne zamieszki rozniecane głodem, zapoczątkował erę kupowania ziem uprawnych: potęgi agrobiznesu i finansowi giganci odebrali 60-80 mln najżyźniejszych hektarów rolnikom mającym niewielkie gospodarstwa. Przykładem niech będzie Etiopia. Kraj, który obfituje w grunty rolne, przymiera głodem. Zgodnie z dokładnym badaniem zrealizowanym w 2011 r. przez The Oakland Institute co najmniej 3,6 mln hektarów ziemi zostało przekazanych inwestorom. Liczba, którą potwierdza organizacja Human Rights Watch (HRW), dodając, że dodatkowe 2,1 mln hektarów ziemi oddano za pośrednictwem Etiopskiego Banku Inwestycji Rolnych na niezwykle korzystnych warunkach: śmieszną cenę dzierżawy za tereny z łatwym dostępem do wód. Dynamika przejmowania ziemi niesie za sobą istotne programy przesiedleń autochtonów: dotyczą 1,5 mln osób, z czego 500 tys. w regionie Afar, 500 tys. w Somalii, 225 tys. w Benszangul-Gumuz i 225 tys. w Regionie Ludów Gambeli. W tym ostatnim regionie, gdzie skonfiskowano 42 proc. ziemi, mieszkańcy zostali zmuszeni wypasać swoje bydło gdzie indziej. Pierwsza fala przymusowego tworzenia wiosek („villagisation”) rozłożona w czasie na trzy lata ruszyła w 2010 r. Jej celem było przesiedlenie 45 tys. rodzin anuaków i nuerów. Operacja polegała na przeniesieniu całych społeczności do nowocześniejszych wiosek o lepszej infrastrukturze (szkoły, ośrodki zdrowia, drogi, sklepy) i przyznaniu każdemu domostwu 3 lub 4 hektarów ziem dających się zirygować. To, co na papierze wyglądało obiecująco, przyniosło katastrofalne skutki. Projekt nie brał pod uwagę najbardziej elementarnych potrzeb ludności: na przykład dostęp do wody. Ponadto administracja nie powzięła żadnych kroków, by dopasować moment porzucenia pól, które przynosiły jeszcze plony, z chwilą, kiedy nowe użytki mające dostarczać żywności, wykarczowane, zasiane, nawodnione i uprawione, wydadzą owoce. W 2011 r. HRW donosiła, że mieszkańców, którzy przeciwstawili się planowi zagospodarowania przedstawionemu przez rząd regionu, zmuszono do opuszczenia swoich domostw przy pomocy policji i wojska. W wyniku represji śmierć poniosło 300 osób; wielu chłopów zostało uwięzionych, a wiele kobiet zgwałcono (http://igo.org.pl/wp-content/uploads/2014/08/lmd_MGO_31.pdf).

Wiosną 2009 r. wielkie demonstracje wstrząsnęły Madagaskarem. Setki ludzi straciły życie w walkach ulicznych, w wyniku których upadł rząd, a prezydent trafił za kratki. Na czołówkach serwisów informacyjnych przez chwilę pojawiło się hasło zawłaszczenia ziemi. Obywatele Madagaskaru protestowali bowiem przeciw podjętej przez władze próbie sprzedaży koreańskiemu koncernowi Daewoo 1,3 mln ha ziemi uprawnej. Wyspa zamieszkana przez 21 mln ludzi miała stracić najlepsze grunty orne. W wyniku krwawego powstania ludności Daewoo musiało zrezygnować (http://igo.org.pl/wp-content/uploads/2014/08/lmd_MGO_31.pdf).

Wielkie koncerny prowadzą głównie uprawy monokulturowe, czyli uprawiają rośliny tego samego gatunku przez wiele kolejnych lat na tym samym obszarze, jak np. uprawa soi w Argentynie i Brazylii, zboża na Ukrainie. Stopień utraty różnorodności w rolnictwie jest zatrważający. W Chinach, w 1949 r. istniało 10 tys. odmian pszenicy. W 1970 r. pozostał tylko tysiąc. W USA zostało zniszczonych 95% odmian kapusty, 91% kukurydzy, 94% grochu i 81% pomidorów. W sumie, według Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa ONZ (FAO), w ciągu ostatniego wieku utraciliśmy 75% światowej różnorodności w uprawach rolnych.

Globalny biznes w Polsce

Cargill, bliźniak Monsanto, rozpoczął działalność w Polsce w 1991 roku, kiedy to, po wielu latach handlu zbożem, soją, śrutą sojową i sokiem jabłkowym, firma otworzyła biuro w Warszawie w celu zbadania dalszych możliwości handlowych i inwestycyjnych. Dziś Cargill zatrudnia w Polsce ok. 1650 osób w Białymstoku, Bieganowie, Brzozowie, Dobrzelinie, Jarosławiu, Kaliszu, Kiszkowie, Krzemieniewie, Krzepicach, Osnowie, Pruszczu Gdańskim, Ropczycach, Siedlcach, Sierpcu, Skokowej, Świeciu, Tworogu, Ujeździe, Warszawie i Wrocławiu. Cargill w Polsce prowadzi działalność w następujących obszarach: żywienie zwierząt, produkcja syropów skrobiowych, glutenu oraz alkoholu etylowego, handel zbożami i śrutą sojową oraz słonecznikową, import olejów, tłuszczów roślinnych, soków i koncentratów, proszków kakaowych. 2011 r. Cargill zakończył proces przejęcia Provimi, globalnej firmy działającej w branży żywienia zwierząt. W 2008 r. Cargill zakończył budowę młyna w Bielanach Wrocławskich. W 2007 r. Cargill Animal Nutrition nabył LNB, spółkę zajmującą się produkcją premiksów, której własnością jest między innymi zakład w Kiszkowie. W 2015 r. Cargill oraz Dossche uzgodniły warunki przejęcia przez Cargill działalności w zakresie produkcji pasz, prowadzonej w Polsce przez firmę Dossche.

W Polsce już 80 proc. centrali nasiennych należy do Cargill, który przejął również rynek paszowy w Polsce. Koncern przejął Konsol. Wraz z przejęciem polskiego producenta, w zakresie przemysłu drobiarskiego Cargil obejmuje swym zasięgiem 14 krajów. Zgodnie z umową Cargil stał się właścicielem należących do Konspolu artykułów spożywczych oraz ferm drobiu. Polska firma posiadała w swojej ofercie szeroką gamę produktów chłodzonych, mrożonych oraz wędlin.

Monsanto Polska Sp. z o.o. to lokalny oddział amerykańskiego lidera w dziedzinie nowoczesnego rolnictwa i biotechnologii. Czerpiąc z ponad 100-letniego doświadczenia firmy obecnej na kontynentach całego świata, z powodzeniem funkcjonuje na polskim rynku od 1995 roku. Od lat siedemdziesiątych firma działała w Polsce w ramach Monsanto Company. Monsanto Polska to producent najskuteczniejszych środków ochrony roślin oraz hodowca nasion rzepaku ozimego i dostawca nasion rzepaku ozimego i kukurydzy wspierających rolnictwo gospodarstw wielkoobszarowych oraz rodzinnych. Działa także przez powiązane ze sobą firmy Polska Federacja Biotechnologii, Niezależna Agencja Prasowa, Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa, GBE Polska, Komisja ds. GMO, Telewizja Polska, Gazeta Wyborcza i Komitet Biotechnologii PAN. Spółka Agora wprowadziła w swoim systemie dodawania komentarzy do artykułów filtr powodujący, że komentarze zawierające słowo „monsanto” nie mogą być dodawane.

Dowiedziono już, że Monsanto Polska ma w garści Polską Federacją Biotechnologii, Komisję ds. GMO oraz wielu nieuczciwych „naukowców”. Dostarcza rzekomo niezależne artykuły do prasy oraz wpływa na wyniki badań. Już teraz strach pomyśleć, ile rzeczy jeszcze nie ujrzało światła dziennego.

Motto Monsanto to: Jeśli produkt nie spełnia norm, zmieńmy normy! Polski oddział, Monsanto Polska Sp. z o.o. od wielu lat prowadzi intensywne działania w Polsce, wpływając na naukowców, polityków, osoby decyzyjne, media. Mają nawet kontrolę nad publicznie dostępną informacją odnośnie GMO, łącznie z nieobiektywnymi i zafałszowanymi wynikami badań. To sprawia, że przeciętny Polak, albo nie ma wiedzy odnośnie GMO, albo ma wiedzę narzuconą przez w swej istocie sektę biznesową Monsanto (http://www.himavanti.org/pl/c/artykularnia/monsanto-i-inne-koncerny-gmo-jako-lucyferyczne-sekty-biznesowe).

Grupa Bunge jest jednym z największych na świecie przetwórców nasion oleistych i wiodącym producentem konfekcjonowanych olejów roślinnych. Funkcjonuje na pięciu kontynentach (w ponad 30 krajach), prowadząc działalność w 450 zakładach produkcyjnych i zatrudniając ponad 25 tys. pracowników. W Polsce Grupa Bunge jest właścicielem firmy Bunge Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Karczewie, koło Warszawy (dawne Raisio Foods Polska). Na czele Grupy stoi Bunge Limited – spółka notowana na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych (NYSE-BG) z centralą w White Plains, w stanie Nowy Jork, w Stanach Zjednoczonych.

W Polsce firma Archer Daniels Midland (ADM/Topfer) zajmują się obrotem, składowaniem, wytłaczaniem oraz rafinowaniem nasion oleistych, zapewniając w ten sposób podstawowe połączenie plonów z gospodarstwami domowymi.

Firma ADM prowadzi zakład w Szamotułach, który zajmuje się tłoczeniem nasion oleistych i rafinowaniem oleju oraz zakład w Czerninie, zajmujący się tłoczeniem rzepaku i rafinowaniem oleju, a także pakowaniem tłuszczów stałych i butelkowaniem oleju. Działalność tę uzupełniają elewatory zbożowe wyposażone w urządzenia do suszenia i napowietrzania, zlokalizowane w Sławie Wielkopolskiej i Chróścinie.

W roku 2010 firma ADM i koncern Princes Ltd., należący do czołowych producentów żywności i napojów, utworzyły spółkę z kapitałem mieszanym w celu poszerzenia działalności związanej z dystrybucją butelkowanych olejów jadalnych. Spółka ta łączy doświadczenie Princes w zakresie sprzedaży i marketingu z łańcuchem dostaw ADM, zapewniając odpowiedni poziom dostaw i wsparcie produktów dla głównych europejskich klientów detalicznych i hurtowych.

W Gdyni ADM współprowadzi z firmą Cefetra B.V. terminal eksportowo-importowy, w którym składuje zboża i pasze zwierzęce. Przyszłe plany dotyczące tego terminalu obejmują budowę nowego składu mączki sojowej.

Rakotwórczy glifosat

Substancję opracowała firma Monsanto – amerykański gigant chemiczny. W 1974 roku trafiła na rynek, jako składnik herbicydu (środek chwastobójczy) Roundup. Skuteczność glifosatu w zwalczaniu chwastów i roślin, które rosną tam, gdzie nie powinny, jest bardzo wysoka. Odporność na tę substancję wykazują genetycznie modyfikowane rośliny uprawne, np. kukurydza i soja, bawełna, lucerna, rzepak. Nasiona roślin odpornych na glifosat oznaczane są jako „Roundup ready”.

W Południowej Ameryce, gdzie ogromne obszary ziemi zostały obsadzone soją GMO odporną na glifosat z przeznaczeniem na pasze dla zwierząt na eksport do Europy, udokumentowano wiele przypadków nowotworów i fizycznych deformacji.

Preparaty oparte na glifosacie powodują zamieranie większości roślin, przez co wprowadziły możliwość łatwego i taniego niszczenia chwastów, w tym wieloletnich, wcześniej bardzo trudnych do likwidacji. Zwalcza niemal wszystkie chwasty z wyjątkiem skrzypu. Stosowane są do zwalczania roślinności na torach kolejowych, likwidacji ugorów, odchwaszczania upraw sadowniczych, desykacji zbóż i rzepaku. Glifosat uzyskał szczególne znaczenie po opracowaniu roślin uprawnych modyfikowanych genetycznie, które zawierają gen kodujący syntazę EPSPS odporną na działanie glifosatu (pochodzi ona od bakterii. Umożliwia to opryski upraw tym środkiem w celu selektywnego niszczenia chwastów.

Według magazynu Current Microbiology, główny składnik herbicydu koncernu Monsanto o nazwie Roundup, glifosat może bezpowrotnie niszczyć mikrobiologię gleb, zagrażając zdrowiu całego życia. Glifosat zmienia i niektórych przypadkach niszczy drobnoustroje, od których zależy zdrowa gleba oraz korzyści z surowej i fermentowanej żywności. Niektóre bakterie niezbędne do wszczęcia kultur jogurtu, np. Lactobacillus cremoris, zupelnie zniknęły z niektórych rejonów, gdzie przedtem ich nie brakowało. Wedlug badań, obserwowano śmierć i zakłócenie wzrostu wybranych mikroorganizmów niezbędnych dla żywności, przy stężeniach Roundupu niższych niż w rolnictwie (http://www.icppc.pl/antygmo/tag/monsanto/).

Międzynarodowa Agencja Badania Raka (MABR) zaklasyfikowała glifosat jako substancję prawdopodobnie rakotwórczą dla ludzi (grupa 2A) ze względu na ograniczone dowody na zwiększanie ryzyka wystąpienia chłoniaka nieziarniczego. W 2016 roku na obradach Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa oraz WHO uznano, że glifosat jest bezpieczny dla ssaków, w tym dla ludzi w dawkach mniejszych niż 2 g/kg masy ciała.

Raport NIK o skażeniu warzyw i owoców

2. lipca 2020 r. NIK na swojej stronie opublikował raport „Czy wiemy co jemy. NIK o systemie bezpieczeństwa obrotu środkami ochrony roślin”. Dane z raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat sprzedaży owoców i warzyw są alarmujące. Okazuje się, że wycofanie z rynku żywności skażonej pestycydami jest praktycznie niemożliwe. NIK wini przede wszystkim sektor rolnictwa i podległe mu służby.

Owoce i warzywa trafiają na rynek na długo przed wynikami badań. Według kontroli NIK czas oczekiwania na wyniki z pobranej z pola próbki jest niebywale długi. W przypadku czarnej porzeczki to 26 dni, truskawki – 43 dni, maliny – 46 dni, jabłka – 70 dni. Na próbki marchwi oczekiwano 55 dni, korzenia pietruszki – 58 dni, rukoli – 63 dni, a sałaty aż 84 dni.

Skażona żywność trafia do klientów. Warzywa i owoce tego typu mają krótką przydatność. Nie jest zatem możliwe, by negatywne wyniki badania umożliwiły wycofanie żywności z rynku. Zanim przyjdą wyniki, już dawno są sprzedane.

Poziom skażenie warzyw i owoców jest niepokojący. W raporcie wykazano, że w latach 2016-2018 w ponad połowie badanych próbek znalazły się pozostałości środków ochrony roślin, a w niemal 200 próbkach z 9,5 tys. poziom chemii stosowanej w do zwalczania chwastów i szkodników został przekroczony.

NIK wini przede wszystkim sektor rolnictwa i podległe mu służby. We wnioskach z raportu zwróciła się do premiera o podjęcie działań na rzecz nowej ustawy o środkach ochrony roślin oraz do ministra rolnictwa i Głównego Inspektora Ochrony Roślin i Nasiennictwa o podjęcie działań w celu skrócenia czasu badania próbek (https://www.o2.pl/informacje/chemia-w-polskich-warzywach-i-owocach-alarmujacy-raport-nik-rozklada-rece-6529897059072704a).

Według danych pozyskiwanych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi z Narodowego Funduszu Zdrowia, w latach 2016-2017 związku z zatruciem środkami ochrony roślin świadczenia medycznego udzielono blisko 900 osobom, z czego ponad 530 osób wymagało hospitalizacji.

W TV, chyba na wszystkich programach, leci reklama promująca warzywa pt. „Warzywa są pyszne”. Skandal!

Robert Czepielewski ze Związku Zawodowego Rolników Solidarni oraz Stowarzyszenie Konfederacja Rolniczo Konsumencka od ponad roku biją na alarm. Polscy konsumenci są masowo truci przez stosowanie dodatków do żywności, jak również przez glifosat, który jest składnikiem aktywnym w używanym do ochrony roślin, jako składnik herbicydu (środek chwastobójczy) Roundup. Polscy konsumenci idąc do marketu nie mając świadomości, że biorąc z półki produkt spożywczy zderzają się z rzeczywistością masowego zatrucia substancją rakotwórczą, antybiotykami i chemikaliami, które są w pieczywie, mięsie, serach, mleku, we wszystkim. Związkowcy nawiązali współpracę z Instytutem Bakteriologii Uniwersytetu w Lipsku, który pod kierunkiem prof. Moniki Kruger prowadził badania o szkodliwości glifosatu. Jej wyniki są zatrważające. Glifosat powoduje bezpłodność u ludzi, powoduje choroby wieńcowe, choroby układu krwionośnego, depresje, choroby psychiczne, powoduje deformację płodów u zwierząt.

Przebadano również 10 kasz gryczanych, z czego w czterech znaleziono przekroczenie najwyższych dopuszczalnych poziomów pestycydów, dwie kasze ślizgały się ponad obowiązujących normach, w czterech nic nie znaleziono (Robert Czepielewski, „Glifosat to śmierć”,Youtube. Com).

Fundacja Konsumentów i FoodRentgen wzięły pod lupę kasze jaglane najpopularniejszych marek. Wyniki badań nie są optymistyczne, w większości produktów wykryto obecność glifosatu, który jest składnikiem herbicydów (https://gazetalubuska.pl/glifosat-w-kaszach-jaglanych-niepokojace-wyniki-badan-fundacji-konsumentow-i-foodrentgen/ar/c3-14972616).

Zwiększa się ilość chorych na raka w Polsce

W Polsce stale zwiększa się liczba pacjentów onkologicznych. Z chorobą nowotworową rozpoznaną w ciągu ostatnich 15 lat żyje w Polsce co najmniej 1 mln osób. Liczba chorych będzie stale rosła, bo nie tylko zwiększa się ilość zachorowań, ale wydłuża się także czas przeżycia chorych.

Według danych Krajowego rejestru Nowotworów w 2016 roku choroby nowotworowe różnego typu zdiagnozowano u ponad 164 tys. Polek i Polaków. To ponad 5 tys. więcej chorych w porównaniu z 2014 rokiem. Niestety, eksperci prognozują podobne tempo wzrostu zachorowań w kolejnych latach. Szacuje się, że za 10 lat, czyli w roku 2029 nowotwory zostaną wykryte u 220 tys. rodaków.

Więcej: https://zdrowie.radiozet.pl/Choroby/Nowotwory/Coraz-wiecej-Polakow-choruje-na-raka.-Niepokojacy-raport.

W Polsce co roku na nowotwory zapada 164 tys. osób, a umiera około 100 tys.

Każdego dnia z powodu chorób krążenia umiera 450-500 osób, nowotwór zabija 280-300 osób.

Polskie miasta się wyludniają

Dobrym przykładem na wymieranie Polaków jest wyludnianie miast polskich. Według GUS Polska się wyludnia. W 2019 r. aż 2/3 polskich powiatów zanotowało ujemny przyrost rzeczywisty ludności, w porównaniu z rokiem poprzednim. W przypadku miast na prawach powiatu wcale nie jest lepiej. Na 66 takich miast aż 55 zanotowało spadek liczby mieszkańców. Samorządy, które mogą się pochwalić dodatnim przyrostem rzeczywistym, są tylko niewielkimi zielonymi wysepkami.

Wyludniają się również duże miasta, i tak między 2002 a 2018 rokiem najwięcej mieszkańców straciły: Łódź, ubyło 97 432 osób; Poznań, ubyło 39 474 osób; Katowice, ubyło 29 596 osób.

Czy wyludnianie miast jest planowe? Takim przykładem jest Wałbrzych. Na początku lat 90. XX w. na jednym z zebrań Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, ktoś powiedział, że w przyszłości Wałbrzych ma liczyć tylko 60 tys. mieszkańców. To się dzieje! Świadczy to o tym, że istniał już wcześniej plan zniszczenia wałbrzyskiego przemysłu, i depopulacji ludności Wałbrzycha.

W 1939 r. Wałbrzych liczył 64 136 mieszkańców, i jest to liczba, do której rządzący chcą sprowadzić miasto w XXI w. W 1991 r. Wałbrzych liczył prawie 150 tys. mieszkańców (w 1986 r. Wałbrzych liczył 140,4 tys. mieszkańców).

Ludność Wałbrzycha w dniu 31 grudnia 2018 r. wynosiła 112 594, przyrost naturalny jest ujemny i wyniósł -766 osób.

Tymczasem statystyki opublikowane na stronach urzędu miasta w dokumencie będącym załącznikiem do zamówienia opracowania pn.: „Pogłębiona diagnoza preferencji mieszkaniowych na obszarze rewitalizacji Miasta Wałbrzycha” w ramach projektu pn. „Finansowe i planistyczne narzędzia w programowaniu i wdrażaniu Gminnego Programu Rewitalizacji Miasta Wałbrzycha” wskazują na to, że w rzeczywistości może nas być jeszcze mniej. Dotyczą one jednak tylko dorosłych mieszkańców miasta. Według tego dokumentu pod koniec roku 2014 Wałbrzych miał 95 268 mieszkańców powyżej 18-tego roku życia. Jeśli dodamy do tego około 16 500 dzieci i młodzieży z powyższego zestawienia GUS-u, może nas być niespełna 112 tysięcy. Może nawet 111, bo przecież od 2014 roku liczba wałbrzyszan też już spadła (https://walbrzych.dlawas.info/wiadomosci/walbrzych-ilu-ma-mieszkancow-i-gdzie-mieszkaja/cid,13175,a).

Dzierżoniów w 1992 r. liczył 38 428 mieszkańców, 31 grudnia 2019 r. liczył już tylko 33 137 mieszkańców. W ciągu 27 lat ubyło 5 tys. 291 osób. Tak też jest z innymi miastami.

Celem takiej, a nie innej polityki ludnościowej kolejno zmieniających się rządów, jest przygotowanie miast polskich na osadnictwo żydowskie. Nie ma innego wyjaśnienia. Od dłuższego już czasu ubytek Polaków uzupełnia się Żydami i Ukraińcami.

W ciągu ostatnich trzech lat, polska ambasada w Izraelu, wydała Żydom więcej paszportów niż w latach 2002-2010 (Wprawo.Pl).

Stanisław Bulza

Ilustracja tytułowa za: Inter.

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .


2020.08.12.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza