Czym Sherlock Holmes różni się od Maksymiliana Kolbe


Ośli upór i zła wola niektórych skłaniają mnie do kontynuowania wątku, który zacząłem w poniedziałek. Postaram się dziś odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule, a to oznacza, że będziemy wyjaśniać czym różni się geniusz protestancki od katolickiego. I dlaczego ten drugi nie może być szeroko propagowany.

Otóż geniusz protestancki, którego materializacją jest Holmes, a właściwie cała jego rodzina, jest produktem systemu, a jego sukcesy w walce z przestępczością polegają oczywiście także na tym, że ma on pewne szczególne właściwości, ale nie tylko.

Główny mechanizm zasadza się na tym, że zawsze z boku jest lekarz gotowy nieść pomoc w razie postrzału, z tyłu zaś inspektor Lestrade ze Scotland Yardu i jego ludzie. Za kulisami, w zależności od tego, którą wersję czytamy lub oglądamy czają się – brat Sherlocka – Mycroft Holmes, szef tajnych służb królowej, albo jego ojciec Morland, szef międzynarodowego syndykatu. Bez tych wszystkich osób Sherlock zostałby odstrzelony przy pierwszej, poważniejszej sprawie, a jego rzekomo niezwykłe umiejętności nie stałyby się nawet tematem anegdot. Poza tym Sherlock był i jest fikcją, która zasłania czyny i sytuacje wcale nie piękne.

Wszystkie wymienione osoby są ze sobą zaprzyjaźnione i pozostają w wielkiej komitywie, którą trudno nazwać przyjaźnią, już lepiej służbą systemowi. One właściwie reprezentują system, a my zmuszeni jesteśmy wierzyć, że nie jest to system opresyjny i groźny.

Kogo zaś reprezentuje Maksymilian Kolbe? Myślę, że dobrze rozumiany Boży porządek. Na kogo ten facet mógł liczyć? Na nikogo, nawet na własnych przełożonych, że o biskupach nie wspomnę. Czy był wolny? Nie do końca, bo obowiązywała go reguła zgromadzenia i dyscyplina. Czy miał kogoś, na kim mógł bezwzględnie polegać? Poza Matką Najświętszą i samym Stwórcą nikogo.

O czym to świadczy?

O tym, że ludzie reprezentujący dobrze rozumiany porządek Boży są skazani na pozostawanie w defensywie i ciężkie próby. No i na krańcowe niezrozumienie.

Któż bowiem może traktować serio człowieka, domagającego się od współbrata, by ten zajął się opracowaniem i zsumowaniem istniejącej wiedzy zegarmistrzowskiej? A do tego ma w głowie setkę innych, podobnych projektów. Znany jest jednak tylko z tych swoich posunięć, które są najbardziej kontrowersyjne, a to oznacza po prostu, że są najbliższe wyobrażeniu ludzi o porządku ziemskim.

Jakie z tego płyną wnioski?

Otóż takie, że człowiek, który reprezentuje dobrze rozumiany Boży porządek nie jest człowiekiem uwikłanym, ale wolnym w działaniu.

Wszyscy zaś, którzy próbują go naśladować z mniej lub więcej nieszczerą intencją, widzą tylko te jego ścieżki, które odkrywają przed nimi pewien wymiar uwikłań. To znaczy, potwierdzają w ich sercach, że ziemski porządek jest ważniejszy niż Boży. I tak wszyscy są gotowi bronić Maksymiliana przed zarzutem antysemityzmu, wszyscy gotowi są podziwiać jego dokonania w zakresie komunikacji medialnej, ale jakoś nikt nie widzi jaką inspiracją był ten człowiek dla współbraci. Nikt też nie stara się dziś zrozumieć i wykorzystać tego, co można by nazwać tradycją Maksymiliana, to znaczy kreować rzeczy i trendów z takim zapałem, jak on to robił.

Każdy kto wczepia się w jego pamięć próbuje na niej wyłącznie pasożytować. W najlepszym razie naśladować go bez zrozumienia. Nie wymyślono w Niepokalanowie nic ponadto co zostawił Kolbe i mowy nie ma, by coś takiego nastąpiło. Argumenty polemiczne nie istnieją, albowiem Maksymilian działał w o wiele trudniejszych okolicznościach, które przezwyciężał. Miał do dyspozycji znacznie mniej rozgarniętych współbraci i o wiele większy opór materii.

Dziś zaś pismo Rycerz Niepokalanej istnieje po to chyba tylko, by mógł w nim publikować Terlikowski.

Czy wszyscy widzą już czym geniusz protestancki różni się od katolickiego?

Mam nadzieję, że tak. Ten pierwszy jest sumą uwikłań, których efektem jest nachalna promocja systemu, a ten drugi jest samą wolnością, na której ludzie słabi i niewiele rozumiejący próbują trafić parę złotych. To się przeważnie udaje, ale jestem przekonany, że nie taki był plan Pana Boga.

Teraz kwestia promocji postaw. Dlaczego tak mało słyszymy o Maksymilianie, a tak dużo o Sherlocku? I dlaczego Kościół nie promuje podobnych postaw?

Ja nie wiem. Uważam, że nie ma w tym nic trudnego, potrzebny jest tylko ktoś, kto byłby w 1/100 Maksymilianem i gotowe. Reszta zrobi się sama.

Mam jednak wrażenie, że żyjemy w pewnym głębokim niezrozumieniu, to znaczy uważamy, że postawa reprezentowana przez Maksymiliana, to znaczy postawa energicznej samodzielności wobec przeszkód jest właściwa protestantyzmowi. Co nie jest bynajmniej prawdą.

Kościół zaś, a mam tu na myśli wielu proboszczów, promuje, jako właściwą wiernym katolickim, inną postawę. Jej wyrazem jest śpiewana na każdej niemal mszy pieśń, zaczynająca się od słów „Ludzkie plany i nadzieje coś niweczy raz po raz”. Jak to słyszę, to mam ochotę wyjść z mszy.

Głupek, który napisał ten tekst powinien być dożywotnio zesłany do pracowni zecerskiej w Niepokalanowie. Porobiłby trochę z rękami upapranymi po łokcie w farbie drukarskiej, to by mu się odechciało pisać głupie teksty. Gorsi od tej pieśni są tylko grubi proboszczowie w okularach, którzy każdego roku w styczniu, mówią do wiernych, że jak chcą ubawić Pana Boga, to powinni mu opowiedzieć o swoich planach. Po czym uśmiechają się głupkowato, bo przecież jakież plany mogą mieć ich biedne owieczki? Zjeść kotleta, wyjechać na wycieczkę….takie o… Tak wygląda kształtowanie postaw katolickich przez księży w parafiach. Ja zaś zastanawiam się, którą wersję przygód Sherlocka oni oglądali.

Myślę jednak, że nie warto się takimi ograniczeniami przejmować, co nie znaczy, że nie trzeba o nich czasem wspomnieć. Uważam jednak też, że dobrze by było, powiedzieć coś innego o Maksymilianie niż standardowe wspominki na temat jego męczeństwa, które usuwają w cień to, co w tej postaci jest najważniejsze – wolność w działaniu. Czyniąc ją pretekstem do niewczesnych płaczów, wzruszeń i żalów, za którymi nie idzie żadna akcja. Ta bowiem przystoi protestantom. Katolicy zaś mają w pokorze słuchać swojego proboszcza i nie daj Bóg nie wykraczać myślą, poza jego horyzonty.

Nie stawiam żadnych więcej, ponad bardzo ogólne, postulatów, bo jeszcze przeczyta to jakiś polski filmowiec i zechce nakręcić według własnego rozumienia, jakiś nowy film o Maksymilianie. I dopiero zrobi się ambaras. Na dziś to tyle, dziękuję za uwagę.

Piszę to dziś dlatego, że wielu komentatorów nie chce zrozumieć mojego komunikatu z poniedziałku i zamierza zatrzymać nas tu w lamencie i stuporze, strasząc opresją, śmiercią czy czym tam jeszcze. Ostrzegam ich raz jeszcze.

Gabriel Maciejewski

Źródło: Baśń jak niedźwiedź – BLOG LITERACKI, 12 sierpnia 2020 r.

Artykuł opublikowano za zgodą autora.

Podkolorowania w tekście pochodzą od redakcji PCO.

Ilustracja tytułowa: Drukarnia Franciszkanów w Niepokalanowie. Fot. za: pamiec.us / wyb. wg.pco

*

, 2020.08.13.
Avatar

Autor: Gabriel Maciejewski