Wiśniowiada / Bardziej bardzie / Słowianactwo / Klakiera


Wiśniowiada

Czy pisanie to działanie? Tak. Zatem czemu ten tytuł? Czyżbyśmy nawracali do najgorszych czasów nieudolnego króla Polaki? Zaraz padniemy na kolana i podpiszemy układ oddając naszą suwerenność? Koszalin znów wpadnie w łapy Niemców. Przypomną sobie nawet, gdzie zakopali pomnik swojego tępego kanclerza. A my pójdziemy do ich fabryk orać za psie pieniądze, bo, wiadomo, dostaniemy więcej. A pies to taki, który dostaje więcej od wilka. Tak przynajmniej mówi bajka.

Ustawimy się do kasy po nasze psie pieniądze za nasze pieskie życie, bo nie umieliśmy bronić Ojczyzny.

Ci ze wschodu – nazwijmy ich tak – Rusini nie oddadzą nam ani piędzi ziemi zagrabionej po II Wojnie Światowej. A my znowu jak te dziady, będziemy patrzeć, jak to się stało. Idąc miedzą cudzego pola zauważymy tylko, że to miedza nie nasza. Nawet miedza – nie nasza.

Czy sądzisz, drogi Czytelniku, że bredzę?

A mów sobie, co chcesz, wszakże 1-go maja przyszłego roku – czyli 2021 – dokładnie za dziewięć miesięcy ciąży ustawowej, jeśli wolno ją tak nazwać, zabiorą nam te ziemie, które niegdyś nazwaliśmy Ziemiami Odzyskanymi.

Wezmą sobie najpierw ziemię orną, potem odbiorą kawałek po kawałku całą resztę.

A my co robimy? Pilnujemy wyłącznie własnego portfela? Czym się różnimy od słabiaczka Wiśniowieckiego, który oddał Polskę Turkom?
Tak się bał, że oddał.

Kogo dziś obchodzi historia?

Jednak jest pewien wyjątek. Do dziś produkuje się tę tradycyjną na czerwono barwioną ciecz gazowaną, gdzie same barwniki, które zabijają jak fosgen, oraz sam cukier – pod znamienną nazwą oranżada. Nie ma tam nawet grama pomarańczy – czyli tychże orandży – jeśli wolno to tak spolszczyć. Figa z makiem i bujda na resorach, bo ktoś się tam śpieszył w dawnych czasach i wymyślił, że pomarańczowy napój nie zawiera pomarańczy, a jedynie czerwony barwnik i jakieś substancje – nazwałbym je smakowymi – ale raczej są to substancje czkające. Ma się po tym takie uczucie, jakby ktoś wypił płyn do chłodnic, ale dla niektórych to smak dzieciństwa.

I co zrobisz?

Nie pokonasz nawyku jedynie samą perswazją. Nawyk utkwił głęboko w sercu i duszy delikwenta i czknie mu się nim dopiero wtedy, gdy przekona się, że nie tylko on stał się idącym po Świecie Norwidem. A nawet gorzej, bo nawet ziemia pod butami nie jego. Wszystko Niemców i ich kolegów Duńczyków, Holendrów i innych stamtąd – z lepszego świata, gdzie nikt nie robił podrabianego i czerwonego napoju udającego napój pomarańczowy.

My tu dzisiaj jednak boimy się nawrotu do tej biedy, która przejechała po nas jak walec drogowy.

Wygodny fotel, panoramiczny telewizor i auto z klimą, to szczyt naszych marzeń. A w tym szczycie, nawet gdyby go nawiercić wzorem Rzymian w celu zrobienia ruiny góry w trakcie wydobycia złota, nie mieści się żadna potrzeba troski o Polską Ziemię, która jest wprost częścią naszego
dobra wspólnego – Ojczyzny.

Bąbelki idą w sejmowym bufecie, wszyscy patrzą się na nas jak na wariatów, wszakże Sejm staje na wysokości zadania i czka na nas z całej mocy ustawotwórczej. My podwijamy ogonki i idziemy po nasze psie pieniądze od Niemca.

Polska Ziemia już dawno w niemieckich łapach i ich pomagierów.

Obwąchujemy naroża budynków i płoty, zanim zasiądziemy do oglądania durnego teleturnieju, albo innego programidła. W istocie jednak oglądamy nie telewizję, bo ta nas ma w czterech literach, ale telewizor. To poprawna forma, dla nas, bo to nasza buda, z której nie uciekamy. Nikt nas
nie więzi na łańcuchu.

Po polach jeżdżą sobie obce spółeczki i orzą ziemię, sieją i zbierają swoje wysokie plony produkcji przemysłowego rolnictwa. Nas to nie obchodzi, nam płacą za wożenie słoików i ich zakręcanie. Dostajemy za wożenie mleka dalej i szybciej. Za coś nam płacą. Przestaliśmy szczekać. Jesteśmy
szczęśliwi, że spadła nam z karku odpowiedzialność za dobro wspólne – za Ojczyznę. Niemcy zrobią to za nas lepiej, bardziej fachowo. Wybitni fachowcy z tych Niemców. A powiedz tylko, że się nie zgadzasz, to ci nie dadzą do michy.

Zatem spokojnie, wiśniowy płyn płynie dalej w żyłach tak wielu.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 29 lipca 2020.


Bardziej bardzie

Wklepię ten tekst podpierając się na własnych błędach. Błąd nie zawsze daje zły rezultat. Właściwie daje zły rezultat tylko wtedy, gdy nie wysnuwamy wniosków z błędu, ani chęci naprawienia go.

Słuchałem wczoraj piosenek z Powstania Warszawskiego. Co myślicie, i u nas wyją syreny o godzinie 17-tej. Nawet na prowincji prowincji w takim Koszalinie pamiętamy o godzinie „W”. Przynajmniej niektórzy. Ten, który uruchamia tę syrenę i, dajmy na to, ja. To już jest prawie tłum.

Pytają mnie niektórzy: „Po co piszesz?”. Przecież nie mam ani hektara Polskiej Ziemi, ani żadnej innej, zatem po co mi ten problem. Są tacy też przedstawiciele inteligencji, którzy twierdzą: „Historia kołem się toczy.” – gdy się ich zagadnie o to, że 1-go maja 2021 roku Polska Ziemia idzie w
łapska Niemców i całej reszty obcych.

Inni śmieją się i żartują: „Co się przejmujesz? Jest lepsza zmiana, przedłuży ten termin.”. Inni znowu już tak bardziej z rolna patrzą się i milczą, ale jak im powiedzieć, że zboże może stanieć, bo zaleją Polskę i Europę zbożem z Ukrainy, bo tam już spółeczki mogą kupować ziemię od kilku dni, to oczyska chłopów są nie do opisania. Tak, to ich rusza. Ale Polska Ziemia, co ich to obchodzi?

Jak dotąd nikt się nie zorientował, że wstawiam tu czasem moje piosenki. Jakby nie z tej bajki. A o czym one są? Może jakby coś w ten deseń, o którym mówię tu od kilkudziesięciu artykułów. Może nieco bardziej zakamuflowane jest to coś. Jak to w piosence.

Gdzieś w oddali słychać odgłos kanonady. Dziś takiej nowoczesnej – z systemu. Tłuką w nas swoimi bankami, instytucjami finansowymi i mediami. Skupili mnóstwo sprzedajnych mędrków w swoich zbiornikach myśli, jak trzeba przetłumaczyć na polski tę paskudną anglosaską nazwę. A człowiek ciągle wędruje po swoim. Jeszcze po swoim. Ktoś mi tam zarzucił zniecierpliwienie.

A co robiłem przez cztery lata, odkąd uchwalono tę ustawę?

Milczałem publicznie.

Został niecały rok i zacząłem gadać. Pisać.
Wspomnę innego takiego, który w wierszu „Pielgrzym” tak to ujął:

Przecież i ja – zie m i t yle ma m ,
Ile je j st opa ma pokrywa ,
Dopokąd idę!…

Wygląda, jakby kto to napisał białym wierszem. Kto? Oczywiście, Cyprian Kamil Norwid.
Jego majątek rodzinny obsiedli żydzi. Czy już za jego życia? Teraz są. A przecież dla wielu liczy się tylko tu i teraz. Rymy krzyżowe ze strofą poprzednią, której nie cytuję. Wyjątkowo ujmujące ujęcie
posiadania chwilowego. Ultrachlilówkowego.

Ziemia jest na moment Twoja, gdy stawiasz na niej stopę. Takie mgnienie własności bez formalizmów, notariuszy, sądów i całego tego prawniczego bałaganu.

Masz kawałek ziemi, na której przylegasz stopą do ziemi. Jednak, jeśli być ścisłym, na tych samych zasadach, ziemia jest Twoja, gdy na niej zasiądziesz i ile pokrywają ją Twoje cztery litery. I dalej w tym kierunku rozumowania, gdy walniesz się na niej i położysz, to tyle Twojego, co powierzchnia przylegania Twojego ciała. To lekcja posiadania nieznormalizowanego.

Ale co to ma wspólnego z istotą posiadania ziemi? Niewiele. To taka pociecha pielgrzyma, który wędruje po ziemi jak koczownik. Tyle jego, co sobie postoi, poidzie, pobiega, poskacze, posiedzi albo poleży. Dołóż swoje czynności ziemskie, Czytelniku, zmęczony myśleniem. Cóż za abstrakcje
Ci tu wykładam? Nawet przy użyciu nieistniejących dotąd słów jak „poiść”. Może poprzyziemiać?

Tylko że Norwid pisał te słowa jako emigrant, wygnaniec z Ojczyzny. Nie miał tu do niej powrotu, bo jeśli by go od razu nie zgarnęli i nie zatłukli, to żyć by mu tu nie dali.

A my będziemy mieli taką wątpliwą przyjemność pielgrzymowania po swojej własnej ziemi w naszej Ojczyźnie, gdzie posiadaczami będą obcy, głównie Niemcy, gdzie my przyjmiemy rolę parobków. Wystarczy, że uwierzymy tej nie wiedzieć od czego lepszej zmianie a ona nam przedłuży kontrakt na pielgrzymki. Pójdziemy w pielgrzymkę, gdzie żadna to dla nas nie będzie pociecha ta powierzchnia pod stopami.

Z Bogiem.


Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 3 sierpnia 2020.


Słowianactwo

Znów polecę dzisiaj Norwidem. Sławne słowo „polactwo”, nadużywane przez wielu w celu obrażania przedstawicieli własnego Narodu, które nie zakorzeniło się w słownikach powszechnych, ale istnieje, też pochodzi od niego. W liście do Teofila Lenartowicza z 23 stycznia 1856 roku z Paryża
Norwid napisał: Kiedyż trywialne pola ct wo (nie: polska rzecz) nauczy się sylabizować interes własnej godności?
I co znaczy ta wypowiedź i w jakim została wypowiedziana (napisana) kontekście? Otóż sprawa dotyczy pogrzebu Adama Mickiewicza a ściślej mszy żałobnej za niego – i tego, jak się tam na niej zachowywali nasi Rodacy.

Szczególnie pewien obywatel, który obił kijem generała Zamoyskiego
i to na progu kościoła. Norwidowi o nic więcej nie chodziło, jak o to, że takie niepolskie zachowanie uwłaczające godności drugiego człowieka jest przyczyną naszych nieszczęść narodowych. To cała treść tej wypowiedzi.

A dzisiaj, gdy ktoś widzi niezbyt odpowiadające mu zachowania u często prostych ludzi, to zaraz słychać „O, to polactwo.”. A przecież to właśnie takie uwłaczanie ludziom, przy użyciu jakichś wyzwisk, niczym nie różni się od walenia kijem i to na progu kościoła. A dodam, że ten walący kijobijca to nie był prostaczek boży, ale przedstawiciel obywatelstwa (ziemskiego) związanego z Hotelem Lambert – czyli arystokracją. To nazywał Norwid polactwem – analfabetyzm polityczny i społeczny warstw wyższych, które z uwłaczania i poniewierania godności ludzkiej swoich Rodaków zrobiły sobie religię.

Dziś, ktoś powie, nie ma elit w Polsce. Dobrze. A wtedy były? Taki jakiś rozhisteryzowany napaleniec, palanciarz, bo kij i palant to to samo, obija innego z elity i zadowolony, że mu wolno. Zwyczajna prostacka napaść – „Ale jak w duchu polskim.” – powie ktoś. A właśnie Norwid mówi – „nie:
polska rzecz” – nie polska w swej wynaturzonej istocie. Skoro nie polska, to jaka?

Słowianofilstwo – to carskie idealizowanie ludów słowiańskich, by poczuły się lepiej pod carskim buciorem ruskiego żołdactwa – to ród takiego niepolskiego zachowania. Rosjanie – choć wolę słowo Ruski – tłamsili nas tu i gnębili na własnej naszej ziemi przez prawie trzysta lat – od bitwy
pod Połtawą do śmierci Lecha Kaczyńskiego. Teraz trochę zbastowali i trzymają się od nas na odległość kija na jakim się podpierają potworki jak były pseudoprezydent Europy rodem z Kaszub.

Tyle Rusek ma tu do gadania, ile dadzą mu tacy nosiciele kija. A Rusek był pomagierem Niemców w niszczeniu Polski. Polskę rozebrały w dwu i pół częściach Niemcy i w połowie Ruski. Wiadomo Prusy i Austria to niemieckie kraje i Rosja to w połowie pruska Katarzyna II i jej niemieccy generałowie i urzędnicy wraz z zapijaczonym ruskim żołdactwem. Razem dwa i pół Niemca.

A dzisiaj co jest? Kto pakuje się na nasze tereny, które dostaliśmy w wyniku układu jałtańskiego? Kto wymyślił, że kraj który pierwszy postawił się totalitaryzmom Niemców i Rusków ma zostać najbardziej poszkodowanym krajem Świata po II Wojnie Światowej? Kto nas okradł z terenów na wschodzie i przesiedlił tu na Ziemie Odzyskane?

Wiadomo, racje historyczne i sprawiedliwość dziejowa. A od kiedy dzieje – te mitologizowane istoty – są takie sprawiedliwe. Ale dostaliśmy
te ziemie w rekompensacie za utracone Kresy Wschodnie. Tak jest i tyle.

Oba nasze Rządy akceptowały ten stan rzeczy a my teraz mamy zamiar oddać je 1-go maja 2021 roku przy chórze pisiorskich lizusów i przy kiwających głowach pseudoopozycji, która, gdyby teraz rządziła, to Polska Ziemia byłaby niemiecka już 1-go maja 2016 roku, jak chciała stara ustawa, której żywot wyniósł dzięki naszym wysiłkom zero sekund.

Żaden pisior nie przyłożyłby do tego paluszka, gdyby nie determinacja paru ludzi w kraju, którzy nie kijem wyrwali ten okres pięcioletniej prolongaty. Ale nie po to, by cała reszta siedziała i nic nie robiła. Takie widmo nas teraz czeka, by z tytułowego Słowiaństwa wywikłać na ct wo –
czyli to, jak egoiści, którzy o sobie mówią, że są patriotami, pojmują swój własny Naród.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 5 sierpnia 2020.


Klakiera

Powinienem napisać tę wstawkę jak wszyscy, ale to by było za trudne. Napiszę ją więc po swojemu, bo wszystko to przecież odbywa się w zakresie wyobraźni a nie realiów i wszelkie próby połączenia tego z obrazem obecnie rządzącego Prezydenta to tylko wymysły.

Wyobraźmy sobie zatem, że na spotkaniu organizacji rolniczej, która spełnia dzisiaj wyłącznie rolę klaki ekipy rządzącej, czyli jest tą tytułową klakierą, pan Prezydent zagadnięty przez jednego z działaczy tej organizacji o Polską Ziemię, odpowiedział:

„Nie wiedziałem, że termin ustawy przebiega 1-go maja 2021 roku.”.

Ustawy, którą sam podpisał, jego ekipa partyjna to przegłosowała i pan Prezydent nie wiedział.

W rozdziale V Konstytucji Rzeczypospolitej, w Artykule 126 ustęp 2 czytamy:

Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.

Czyli Prezydent ma konstytucyjny obowiązek stania na straży nienaruszalności i niepodzielności terytorium.

I tu jest kruczek, bo zaraz zapyta ktoś: „Ale czyjego terytorium?” – bo z ustawy zasadniczej wcale jasno nie wynika, że chodzi o terytorium Polski. Bo do czego odnosi się to „jego”? On, Prezydent, o swoje terytorium dba.

Polska za to o tym nic nie wie. Zatem taki Prezydent ma to w czterech
literach, bo mu Konstytucja tego wcale jasno nie zleca. Klakierzy klaszczą, bo mają posadki w tym nowym układzie partyjnym i większość, bo to organizacja związkowa związana z rolnictwem, to członkowie partii rządzącej. Tu związkowcy a tu partyjni. Jak mówiłem, przystawka do pisiorstwa. Ponoć każda partia rządząca takie organizacje sobie tworzy albo przysposabia.

Bądźmy jednak sprawiedliwi, przecież Prezydent jest taki zalatany i nie miał czasu się dowiedzieć, że traci przeszło 10% terytoriów Polski. Na początek tylko po to, by Niemcy powywieszali sobie swoje flagi na tych terytoriach a potem – tup tup tup – szybciutko zaczną zabiegać o to, by te te – rytoria wpadły im do kraju pod ich pełną władzę polityczną. I pan Prezydent nie wiedział. Ujmijmy
to w taką bajkę:

Od święta

Prezydentem został Juda.
Jakie wyprawia cuda.
Wczoraj do ludzi powiedział,
że przecież nawet nie wiedział –
wszyscy zostańcie tu niemi –
że oddadzą połać ziemi
prościutko w ręce Szwaba.
Już ich świerzbi wielka graba:
„Jak tu zabrać to Polakom,
bo ich sejm jest dziś kloaką?”.
Tyle ma wspólnego z sprawą,
że dał podpis pod ustawą –
i nic o niej więcej nie wie.
Dlatego jest w Polsce jak w chlewie.
Bo po co on tam więc siedzi?
To zyskamy w odpowiedzi:
„Pomiędzy świętem a świętem
jestem sobie prezydentem.”.

A dodajmy, że Prezydent jest jedynym konstytucyjnym organem, który jest prawdziwym przedstawicielem Narodu, bo nie został zwolniony z instrukcji wyborców. I co teraz zrobią wyborcy, gdy ich przedstawiciel robi ich w balona?

Ale to oczywiście bajki i czcze wymysły jakiegoś tam nieproszonego i zastraszonego działacza, którzy powiedział: „Ziemi nie oddawajcie.”. Prezydent na to obiecał, że się tym zajmie i że jest jeszcze czas. Tak, tu się zgadzam, to są dopiero bajki.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 7 sierpnia 2020.

Opublikowano za zgodą Autora.

Ilustracja tytułowa: Józef Chełmoński – Pastuszek. Fot. za: wikipedia.org


2020.08.14.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel