Tęczowy faszyzm 2020. Nowa Cywilizacja


Biedny Margot poddany „torturom”, czyli osadzony w areszcie zgodnie ze swoją płcią biologiczną stał się quasisymbolem prześladowania społeczności LGBT+ w Polsce.

Nic to, że dopuścił się czynów chuligańskich, za które grozi kara pozbawienia wolności do lat 5. Twierdzenie, że czuje się kobietą w oczach wielu wysoko postawionych osób ma być swoistym immunitetem.

Nie można zamknąć do aresztu męskiego, bo to rzekomo tortura.

Nie można do żeńskiego, bo biologicznie to facet, który deklaruje, że… jest kobietą – lesbijką.

Oczami wyobraźni widzę już nowe oddziały w polskich aresztach, które powstaną zaraz na drugi dzień jak tylko KO obejmie władzę.

Po jednym dla każdej z wyróżnianych przez wspomniane już tęczowe środowisko. Czyli na dzień dzisiejszy – 56.

A nie wiadomo, ile po drodze jeszcze się odnajdzie.

Niestety, tyle wesołego.

Traktowanie bowiem jak leci homoseksualistów poprzez pryzmat pajaców wystrojonych w kolorowe kutasy na tzw. paradach równości to błąd, który może nas drogo kosztować.

Ekshibicjonistą bywa się bowiem bez względu na wyznawaną opcję seksualną, o czym wie każdy, kto mieszkał ongiś w akademiku.

Nie ukrywam, że czasem i mnie zdarzało się brać udział w akcji „przeganiania zboka” (tak żeśmy to wtedy nazywali) stojącego nago w krzakach obok drogi, którą szły na zajęcia nasze koleżanki.

To jednak margines. Może i nawet najbardziej widoczny, jednak tylko margines.

Bać się powinniśmy zupełnie czego innego.

W wydanej 16 lat temu książce „Salon- Rzeczpospolita kłamców” Waldemar Łysiak ostrzegał:

Dużo gorzej, patrząc od strony „Salonu, ma się sprawa z gejami i faszystami. Dla „postępowych” elit – vulgo: dla lewicy inteligenckiej – świat był pod tym względem prosty do niedawna. „Geje” to byli ci „dobrzy ludzie”, których trzeba wspierać, a wszelka prawica, konserwa, kler, narodowcy, antykomuniści, antysemici itp., wszelki „ciemnogród” i „oszołomstwo – to byli „faszyści”, marszałka Piłsudskiego nie wyłączając. Jasne i proste jak drut. Ale ten drut stanął „Salonowi” kością w gardle, gdy holenderski „Faszysta”, „rasista” i „antysemita” do tego zadeklarowany, jawny gej, P. Fortuyn, słysząc zarzut, iż nienawidzi muzułmanów, publicznie parsknął „- Ja miałbym ich nienawidzić ?! Przecież wczoraj wieczorem obciągnąłem jednemu druta!”. Fortuyna dało się uciszyć kulą strzeloną mu w łeb przez „ekologa”, lecz nie dało się wyciszyć wewnątrz salonowej konfuzji. Wszystko zaczęło się biedakom terminologicznie mieszać: „faszysta”+ „rasista” + „gej” + wielbiciel Arabów – trochę tego było za dużo”…” Przypadek Fortuyna można dziś określić jako drobiazg, pestkę. Wydarzyły się ważne rzeczy. Choćby takie, jak powstanie silnych antysemickich organizacji pederastów: Geje Przeciw SemityzmowiKorpus Aryjskiego OporuGejowska Rasa Białych Panów, etc… lejące Żydów czym popadnie. Internet pęka dziś od takich stron. Kosmopolityczny „Salon” zgłupiał, zaczęły go rozdzierać spory i pytania bardzo „niepoprawne politycznie”: dlaczego, u diabła, bronimy pedałów ?! Koniec z poparciem dla tych świń, które walą swoim dobroczyńcom nóż w plecy ! Rytualny „coup de graĉe” (dobijający „cios miłosierdzia” sztyletem – aż się prosi, by rzec : cios „tolerancji” ) wymierzyło „Salonowi” sztandarowe pismo anglosaskich homoseksualistów, „Attitude” (lipiec 2004) piórem czołowej figury „ruchów gejowskich” J. Hariego który wielostronicowym artykułem udowodnił, że prawie wszystkie (z wyjątkiem jednej) organizacje faszystowskie globu ( partie, stowarzyszenia, grupy neohitlerowskie, grupy skinheadów, itp.) są dowodzone przez gejów i w dużym stopniu składają się z gejów ! Pedryle uwielbiają faszyzm !

A wydawało by się, że w Europie powinniśmy pamiętać Ernsta Röhma.

A już na pewno sceny z klubu gejowskiego w Akademii Policyjnej (1).

Truizmem jest przypominanie po raz enty słów tęczowej działaczki żydowskiego pochodzenia Maschy Gessen:

Nie chodzi o prawo homoseksualistów do zawarcia małżeństwa, ale o to, że instytucja małżeństwa powinna przestać istnieć. Walka o małżeństwa dla homoseksualistów zazwyczaj wiąże się z ukrywaniem tego, co mamy zamiar zrobić z małżeństwa, kiedy ten cel osiągniemy. Mówienie, że instytucja małżeństwa wówczas nie ulegnie zmianie, jest kłamstwem. (…)Sądzę, że ona nie powinna istnieć.”

(za: https://www.gosc.pl/doc/1541683.Lesbijka-Chcemy-zdemontowac-malzenstwo(link is external))

Paryska tęczowa parada pokazała również, jakimi metodami geje, lesbijki, transi i co tam jeszcze uda im się wymyślić zamierzają spacyfikować społeczeństwo, gdy tylko uda im się uchwycić władzę.

Na załączonej fotografii (na prawach cytatu z Magna Polonia) widać wisielców. Jeden z nich opatrzony jest szczególnie niepokojącym napisem:

La peine de mort est homofobe.

(Kara śmierci za homofobię.)

Przy czym za homofobię uważają jakąkolwiek krytykę ich zachowań.

Tymczasem lewica zapomniała już najwyraźniej o swoim rozczarowaniu z końca XX wieku. Nadal tęczowe sztandary zastępują czerwone.

Wygląda więc na to, że Czarzasty, Zandberg i im podobni tak naprawdę robią za tęczowych pożytecznych idiotów.

Kiedy jednak zrozumieją, że znowu zostali wyzyskani będzie za późno.

Nie ma bowiem wolności dla wrogów wolności ani sprawiedliwości dla wrogów sprawiedliwości.

A przede wszystkim – nie można tolerować wrogów tolerancji.

Przyczółki już są zdobyte.

Oto walczymy już z „mową nienawiści” a do niedawna zboczenie (czasem nawet karalne) stało się normą.

Słowa, obecne w języku polskim, nawet literackim, od lat nagle stały się złe.

Wczoraj czerwony dzisiaj tęczowy …

W tej swojej nienawiści do cywilizacji lewica zapomina jednak o zachowaniu elementarnych zasad logiki.

Oto walczy z antysemityzmem, który rzekomo polskie dzieci wysysają z mlekiem matki. I dlatego otworzyła szeroko drzwi do Europy przed islamskimi nachodźcami, których dzieci podczas lekcji o Holokauście głośno biją brawo i krzyczą – czemu tak mało ? (Francja).

W efekcie francuscy Żydzi opuszczają swoją często od wielu pokoleń Ojczyznę.

Boją się. I to nie tylko słów, ale coraz częstszych aktów fizycznej przemocy.

Tak samo homoseksualizm. O ile islam nie wnika, co dzieje się wewnątrz domów swoich wyznawców, to jednak publicznie wymaga przestrzegania zasad.

Europoseł Biedroń będzie więc musiał udawać przynajmniej kawalera do wzięcia, bo szariat wobec takich jest nieubłagany.

Ukamienowanie albo śmierć na szubienicy.

Jeśli więc zebrać to wszystko w jedno widać wyraźnie, że albo mamy do czynienia z kompletnym zidioceniem, albo też nie potrafimy odnaleźć celu.

Tymczasem Oni wcale nie ukrywają swoich celów.

Timmermans: „Nigdy więcej jednokulturowych społeczeństw, naszym celem jest wymieszanie!”

Jeden z czołowych eurokołchoźników, Frans Timmermans oświadczył: „wymieszanie kulturowe to nasze przeznaczenie, nie może być tak, że niektóre narody nie wyobrażają sobie różnorodności – do tego przecież zmierza ludzkość”.

https://wzzw.wordpress.com/2016/04/03/%E2%96%A0%E2%96%A0-timmermans-nigdy-wiecej-jednokulturowych-spoleczenstw-naszym-celem-jest-wymieszanie/?fbclid=IwAR0QcIDs-E3YQQIwX-Y5nQbEGH7-QYpUF0W8rnIM7NmasO7KsTJEn9GeA1U(link is external)

Powyższe słowa pochodzą z kwietnia 2016.

Ale o zamiarach nowoczesnej lewicy wiadomo było już o wiele wcześniej.

Wystarczy sięgnąć do „dzieł” osób uznawanych za ojców założycieli dzisiejszej Unii Europejskiej, by przestać udawać zaskoczenie.

Zapomniany w świadomości społecznej hr. Richard Coudenhove-Kalergi uznawany jest za jednego z Ojców dzisiejszej Unii Europejskiej.

Jego ojciec Heinrich von Coudenhove-Kalergi (z koneksjami z bizantyjską rodziną Kallergis, a więc również z ukochaną Cypriana Kamila Norwida) był austriackim dyplomatą, matka Japonką – Mitsu Aoyama.

Kontakty ojca umożliwiły Richardowi zwrócić uwagę najważniejszych w dwudziestoleciu międzywojennym polityków na swoje idee.

A przede wszystkim bankowców.

Jego „nowy wspaniały świat” miał się nazywać Stanami Zjednoczonymi Europy.

Pisał:

„Człowiek przyszłości będzie rasy mieszanej. Dzisiejsze rasy i klasy będą stopniowo znikać ze względu na eliminację przestrzeni, czasu i uprzedzeń. Eurazjatycko-negroidalna rasa przyszłości, podobna z wyglądu do starożytnych Egipcjan, zastąpi różnorodność narodów i różnorodność jednostek. Zamiast niszczyć europejski judaizm, Europa, wbrew jej woli, uszlachetniła i wykształciła tych ludzi, popędzając ich do przyszłego statusu wiodącego narodu poprzez ten sztuczny proces ewolucyjny. Nic dziwnego w tym, że naród który uciekł z getta-więzienia, stał się duchową szlachtą Europy. Tym sposobem litościwa troskliwa Europa stworzyła nową rasę arystokratów. To się wydarzyło, gdy upadła europejska arystokracja feudalna z powodu emancypacji Żydów [z powodu działań podjętych przez rewolucję francuską].”

By ten cel osiągnąć wystarczy tylko, by:

Wszystko co ludzie wszędzie mają zrobić, to ograniczać wskaźnik urodzeń i promować małżeństwa mieszane (między różnymi rasami), to ma na celu stworzenie jednej rasy na świecie, która będzie kierowana przez władzę centralną”.

Czy osoby tworzące „władzę centralną” miałyby podlegać tym samym rygorom, co reszta?

Pytanie z gatunku retorycznych. Wszak Richard udzielił na nie już wcześniej odpowiedzi – rząd światowy przypadnie w udziale „nowej rasie arystokratów”.

A nie euroazjatyckim negroidom.

Idee te nieprzerwanie rozwijał już od początku lat 1920-tych (zmarł w 1972 roku).

Można oczywiście wzruszać ramionami i udawać, że hr. Coudenhove-Kalergi to tylko kolejny oszołom, którego nie sposób traktować poważnie.

Jednak ten „oszołom” jest pierwszym laureatem nagrody Karola Wielkiego – w 1950 roku.

Prócz niego otrzymali ją m.in.:

1958 – Robert Schuman;

1998 – Bronisław Geremek;

2002 – Euro (waluta!);

2006 – Jean-Claude Juncker;

2007 – Javier Solana;

2008 – Angela Merkel;

2010 – Donald Tusk;

2014 – Herman Van Rompuy;

2015 – Martin Schulz;

2018 – Emmanuel Macron.

Ludzie znani nam aż za dobrze.

Dlaczego więc jesteśmy ślepi?

Przecież socjaliści wszelkiej maści (czerwoni, brunatni i różowi) zawsze zapowiadali swoje zamiary.

Hitler w Mein Kampf, Lenin i Stalin na rozmaitych Plenach kompartii. Ten ostatni o swoich zamiarach potrafił informować społeczeństwo. I tak 1 stycznia 1941 roku bohaterski naród sowiecki dowiedział się z łam Prawdy (Правда – coś jak Gazeta Wyborcza, tyle że w Związku Sowieckim), że rychło do 16 sowieckich republik dołączą dalsze.

Różowy socjalista zapowiadał wymieszanie ras (wszak polityka multi-kulti to to samo, tylko pod mylącą nazwą) już prawie sto lat temu, a teraz nagle przychodzi olśnienie?

Jeśli więc nie będziemy pamiętać słów wypowiedzianych ongiś przez różnych guru współczesnej eurolewicy faktycznie możemy uznać działania lewicowców za realizowanie snu wariata.

Jeśli jednak znamy ich zamierzenia widzimy, że nadal dążą do celu sformułowanego już w 1917 roku przez niejakiego Lenina.

Humpty Dupty
19.08 2020

Źródło [tekst i ilustracje]: NIEPOPRAWNI.pl , 20 sierpnia 2020.

2020.08.25.
Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci