HAŃBA DOMOWA, czyli braterstwo elit RP i potomków Bandery


Rewolucja to wymiana elit politycznych, to zdobycie władzy przez nową klasę społeczną. A w Kijowie wszystko po staremu. Władza jak spoczywała, tak spoczywa w rękach oligarchów, i to obcego pochodzenia.

Pierwszy pomajdanowy rząd ukraiński okazał się marionetką oligarchów, pełną zagranicznych najemników, z nadanym pospiesznie ukraińskim obywatelstwem. Obcoplemieńcem okazał się także prezydent, premier, sekretarz rady bezpieczeństwa, minister obrony i minister kultury. To część wysiłków, aby znaleźć innowacyjne rozwiązania w rządzie, z uwagi na nadzwyczajne wyzwania stojące przed Ukrainą – uzasadniał Poroszenko.

Małżeństwo, Anne Applebaum i Radosław Sikorski.Fot. Inter.

Uderzało podobieństwo tej kombinacji kadrowej do sytuacji w Polsce. Ale nie ma złego, co by na dobre nie wyszło – dowiedzieliśmy się, że endeckie poglądy ma Anna Applebaum – na łamach gazety Michnika dowodziła: „nacjonaliści na Ukrainie to jedyna nadzieja tego kraju na ucieczkę od apatii, drapieżnej korupcji i, w ostateczności, rozpadu. Żaden rozsądny bojownik o wolność nie wyobrażał sobie utworzenia nowoczesnego państwa, a co dopiero demokracji, bez ruchu o swego rodzaju nacechowaniu nacjonalistycznym. Tylko ludzie, którzy czują związek ze swoim społeczeństwem, kultywują język, literaturę, historię, ludzie którzy śpiewają narodowe pieśni i powtarzają narodowe legendy, będą działać w imieniu tego społeczeństwa”.

Kwaśniewski, Poroshenko, Yatseniuk – Ukraiński obiad w Davos, 9.01.2013 Fot. za veteranstoday.com

W ślad za nią Poroszenko oznajmił w Sejmie: „Polskę i Ukrainę łączą wartości chrześcijańskie”.

Dawid Wildstein napisał: Nierozliczenie rzezi wołyńskiej nie powinno dziś być dla Polaków przeszkodą we wspieraniu Ukraińców.

Aleksander Szumański nazwał go: „żydowski dziennikarz”.

Ewa Kurek zarzuciła Szumańskiemu: popełnił kardynalny błąd, bo „wiedza o korzeniach narodowych Wildsteina ma się nijak do przedmiotu sporu. Doskonale wie, że w Polsce, ze względu na fakt znaczącego udziału Żydów w kreowaniu po 1944 r. medialnych kłamstw, nazwanie kogoś żydowskim dziennikarzem oznacza bezprawne i nieoparte na faktach dyskredytowanie osiągnięć zawodowych i sprowadzenie dyskusji na manowce oraz poziom uwłaczający godności szanujących się ludzi pióra […] logika faktów dowodzi, że racja leży po stronie Wildsteina. Dlatego, że ten rzekomo żydowski dziennikarz – w odróżnieniu do przydającego sobie miano ‚polskiego dziennikarza’ Szumańskiego i polskiego pisarza Łysiaka – doskonale rozumie otaczającą nas rzeczywistość. Rozumie także, że podsycanie nienawiści między Polakami a Ukraińcami leży dziś i zawsze leżało jedynie w interesie Rosji. Ich publikacje dowodzą, że bardziej sobie cenią ‚mądrość Putina’ niż ‚mądrość Jagiellonów’. W tej sytuacji reszcie myślących Polaków nie pozostaje nic innego jak wspierać ‚żydowskiego dziennikarza’” – podsumawała.

À propos idei jagiellońskiej, jeden z ekspertów gazety Wildsteina opisał ją tak: „idea Polski wielkiej, wielonarodowej, swymi granicami sięgającej niemal po mury Kremla i po stepy Zaporoża, której obywatele wznosili modły w kościołach, cerkwiach, zborach, meczetach i synagogach. Rzeczpospolita, jako związek Polaków, Białorusinów, Ukraińców i Żydów powinna wrócić na polityczną mapę świata”. I tu pytanie: Jak to się ma do dzisiejszej Polski, rozszarpywanej przez liczne i agresywne mniejszości?

Kurek drążyła temat: „Zagrożenie dla Polski płynie ze strony niektórych prawicowych, narodowych i konserwatywnych uczonych, polityków, dziennikarzy i pisarzy, którzy w momencie zagrożenia państwa polskiego zamiast propagować ideę solidarności z zagrożonymi rosyjską agresją sąsiednimi narodami, głoszą nienawiść do Ukraińców […] Na szczęście ich marzenia – zdrajców polskiej sprawy – nigdy się nie ziszczą. […] Jeśli zaś chodzi o uczonych, dziennikarzy i pisarzy przeciwnych wspieraniu Ukraińców w ich walce o wolność, to z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że nie znajduję w ich wywodach żadnych racjonalnych i opartych na faktach argumentów. Niektórzy spośród nich nie wahają się na przykład głosić, że ukraiński majdan nie jest wyrazem woli Ukraińców, lecz dziełem światowego spisku Żydów i masonerii. […] Żydzi bowiem z zasady stronili od konspiracji i nigdy nie mieli o niej pojęcia. Ponieważ konspiracja kłóciła się m.in. z religijnymi żydowskimi nakazami posłuszeństwa wobec władz krajów, w których mieszkali.

W rocznicę Powstania Warszawskiego nie tylko powstańcy odebrali odznaczenia z rąk prezydenta Andrzeja Dudy. Krzyż zasługi dostał Dawid Wildstein z TVP. Fot. za: PAP/wgw

Krótko mówiąc – Wildstein apelując o „nierozliczenie rzezi wołyńskiej” robił to w naszym imieniu, jako polski dziennikarz. W ślad za tym chciało się jednak zapytać: A czy to, że sam swą narodowością epatuje agresywnie na każdym kroku, jest szefem Forum Żydów Polskich, jego dziadek był z poręki NKWD ubekiem, a ojciec masonem, też  „ma się nijak do przedmiotu sporu”? Rzecz przy tym ciekawa – Szumański jest autorem książki o mordzie polskich dzieci w łódzkim getcie, a Kurek o ratowaniu żydowskich dzieci w polskich klasztorach.

Wszystko zaczęło się od Lecha Kaczyńskiego. Wiele osób z jego otoczenia jawnie wspierało ukraińskich nacjonalistów. Wielu przeniknęło do otoczenia jego brata.

W rezultacie, w Belwederze prym wiodła Ukrainka Bogumiła Berdychowska (inicjatorka zbierania podpisów pod apelem do władz Warszawy w sprawie niedopuszczenia do budowy pomnika ku czci ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów) i jej ukraińska koleżanka Aleksandra Hnatiuk (później zastępca ambasadora RP w Kijowie), a wiceprezesem PiS został Marek Kuchciński (Ukrainiec z Przemyśla, który, gdy pełnił funkcję wicewojewody podkarpackiego, szczególną aktywność wykazał w załatwianiu pochówku na cmentarzu strzelców siczowych w Przemyślu dla bandytów z UPA)

Paweł Kowal. Fot. Inter.

W skład jaczejki sympatyków Bandery wszedł Paweł Kowal, który jako eurodeputowany głosował przeciw rezolucji PE potępiającej nadanie Banderze tytułu Bohatera Ukrainy. Michał Kamiński bronił ulotkę wyborczą Juszczenki, zapowiadającą wprowadzenie dyktatury narodowej oraz wygonienie Moskali, Przeków (tj. Polaków) i Żydów. Adam Bielan z kolei głosował za odrzuceniem rezolucji PE uznającej zbrodnie UPA za akt ludobójstwa. W kancelarii Bronisława Komorowskiego był nimi Ukrainiec z Biłgoraju Henryk Wujec i Myron Sycz, który sprzeciwił się uznaniu przez Sejm zbrodni na Wołyniu za ludobójstwo.

Zarówno PO jak i PiS w sprawach Ukrainy przemawiają jednym głosem, manifestując jednomyślność nieznaną od czasów Magdalenki.

Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w Kijowie, 1.12.2013. fot. za YT.

Drobne animozje wynikają jedynie z licytowania się, kto jest bardziej proukraiński, i prześcigania w deklaracjach o wielkości pomocy dla Ukrainy. A wszystko to pod hasłem: „Herojom sława”, którym zakończył swe przemówienie na Majdanie Jarosław Kaczyński.

Rzecz przy tym ciekawa – PiS odrzuca współpracę z polskimi środowiskami narodowymi, ale podejmuje ją z radykalnymi nacjonalistami ukraińskimi.

Na Majdan jeździli Wałęsa, Kwaśniewski i Tusk, a z nimi 10 tysięcy wolontariuszy, tj. Ukraińców z Polski i 30 tysięcy egzemplarzy „Wyborczej” z artykułem Michnika. Juszczenko wygrał, z bandytów zrobił bohaterów narodowych i postawił im setki pomników. Majdan to także początek szantażu moralnego – „kto nie z nami, ten za Putinem”. Gazety (i polska i wyborcza) pisały: „lepsza jest Ukraina banderowska, niż Ukraina sowiecka”, i metodą na „ruskiego agenta” (tak jak metodą na „antysemitę”) zaczęły niszczyć wszelki dyskurs polityczny.

Swoistą cezurę było wyrzucenie z redakcji „Gazety Polskiej” ks. Isakowicza-Zaleskiego, zastąpienie go Wildsteinem i jego tekstem „Nacjonaliści, główny towar eksportowy Putina”. Warto też przypomnieć, iż ta sama gazeta stała za nagonką na abp. Stanisława Wielgusa, którego jedynym przewinieniem było zobowiązanie do informowania polskiego MSW o diasporze ukraińskiej w Niemczech.

W okolicach Szczytna, Elbląga, Giżycka, Olsztyna mieszka mniejszość ukraińska, przesiedlona w ramach akcji „Wisła”. Szczególnie upodobała sobie zawód policjanta – to najliczniejsza grupa wśród studentów i kadry dydaktycznej Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Ich rządy w policji umocniły się szczególnie za czasów Tuska i do dziś znaczna część wysokiej szarży policjantów jest takiego pochodzenia. I czy przypadkiem jest, że w Olsztyńskiem, na Podlasia i Rzeszowszczyźnie szczególnie prześladowani są narodowcy, a prokuratura nie ściga i nie kara pogrobowców Bandery? I czy to nie oni tak ochoczo pałują uczestników Marszów Niepodległości?

Podobnie rzecz się ma w Straży Granicznej. Obsada placówek SG na granicy z Ukrainą (i Kaliningradem) jest etnicznie jednolita, a kapelan służby, kpt. Jan Tarapacki wziął udział (w polskim mundurze) w uroczystościach ku czci upowców. Na Mazurach działa mafia ukraińska, która mocno obsadziła stanowiska leśniczych w lasach państwowych, w urzędach pocztowych, szkołach, gminach, sądach i prokuraturze. Ukraińcy stanowią 19 procent mieszkańców Województwa Warmińsko-Mazurskiego, ale 2/3 dziennikarzy i pracowników lokalnych mediów.  I jeszcze jedno – mówi się dużo o wykupywaniu przez Niemców, na „słupy”, gruntów na Ziem Odzyskanych, i nie trudno zgadnąć spośród jakiej nacji owe słupy się rekrutują.

Pochodzenie etniczne to temat tabu. Gdy Jacek Kurski mówił o „dziadku w Wehrmachcie” klangor wzniósł się nie tylko ze strony „Wyborczej”. Od niecnych oskarżeń odciął się sam prezes PiS. A szkoda, bo gdyby wątek podjął, to być może nie byłoby likwidacji stoczni i wielu innych antypolskich świństw.

Sam Tusk mówi o sobie „Kaszub z mniejszości narodowej”, a nowojorskich rabinów zapewniał, że doskonale rozumie sytuację mniejszości narodowych i etnicznych, ponieważ jako Kaszub wie, ile musieli przejść i wycierpieć w związku ze swą „odmiennością”. Na zapewnieniach nie poprzestał – złożył rabinom solenne zobowiązanie, że sprzeda polskie lasy i wypłaci rekompensatę mniejszości, która w związku ze swą odmiennością tyle z rąk Polaków „wycierpiała”. Byliśmy grupą, która odnalazła się poprzez fakt niechęci do Ruchu Młodej Polski i do endecji (…) Irytowały nas ich poglądy, byliśmy kontestacyjni, jeśli chodzi o Kościół, o narodowe tradycje. Bardziej odpowiadał nam intelektualny sznyt KOR-u – tak o swoim pochodzeniu etnicznym pisał w „Teczkach Liberałów”.

Narodowość ma znaczenie, bo wyjaśnia słowa Pawła Kowala, że „Ukraińcy muszą dojrzeć do samooceny tak jak Polacy dojrzeli do samooceny w Jedwabnem”. I wyjaśnia słowa Henryka Wujca, że „był 100 razy na Majdanie i nie widział faszystów”. A czy Jan Hartman przypuszcza ataki na kościół nie dlatego, że jest członkiem B’nei B’rith? A czy filosemickie filipki prezydenta nie biorą się z tego, że jego teściem jest Julian Kornahauser? Czesław Mozil śpiewa „Nienawidzę cię Polsko”. Wg Wikipedii jego ojciec jest Ukraińcem. A dlaczego Onyszkiewicz zabiegał o interesy armii Ukrainy (a interesy polskiej armii wypracowaną przez siebie doktryną wojenną – „gwarantem bezpieczeństwa Polski jest Bundeswehra”)? Przypomnijmy – Jacek Kuroń złożył oświadczenie: „Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, że Lwów jest miastem ukraińskim”.

„Kurier Galicyjski”, doniósł, że Adam Michnik wysunął propozycję przyłączenia Polski do Ukrainy i nadania nowemu tworowi nazwy UKR-POL. Nie trudno jednak było odgadnąć, że w zamyśle redaktora nie chodziło o jakiś „UKR-POL”, tylko o stary żydowski pomysł z Judeopolonią.

Perspektywa napiętnowania rzezi wołyńskiej wywołała wściekłość sympatyków UPA w Sejmie. Pokazała też jak jest ich dużo i jak są zjednoczeni ponad podziałami. Potem posypały się „listy otwarte”: „Do braci Ukraińców”, z podpisami Wałęsy, Komorowskiego i Kwaśniewskiego i „Nie dajmy się skłócić”.

W apelu czytamy: „My niżej podpisani, apelujemy, aby nie ulegać jakimkolwiek prowokacjom i próbom podsycania wrogości między naszymi narodami i społeczeństwami”. Jeszcze więcej o jego treści mówiła lista sygnatariuszy: politycy PO, PiS, SLD, dziennikarze „Wyborczej”, „Polskiej”, działacze mniejszości ukraińskiej, łemkowskiej, karaimskiej i żydowskiej, amerykański rabin, prezes ukraińskiego IPN oraz wódz Prawego Sektora.

Słowem – towarzystwo wyśmienite. I trudno było nie zgodzić się z poglądem, że od 1944 historyczny naród polski musi dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą.

Inny dowód – tłumy na wiecach „solidarności z Ukrainą” (gromadzących kilkadziesiąt razy więcej osób niż obchody rocznic rzezi wołyńskiej), zgodnie wykrzykujących „Sława Ukrainie, herojom sława”.

W starych demokracjach jest czymś oczywistym, że opinia publiczna ma prawo znać i zna przeszłość ludzi, którzy decydują o ich losach. Prześwietlany jest każdy, nie wyłączając kierowcy ministra.

W Polsce, dla sitwy, która swymi mackami opanowała państwo, pytania o rodzinne korzenie są „ohydnym grzebaniem w życiorysach”. A przecież dostrzegł to Bartoszewski, głosząc w Jerozolimie: Polska to ewenement. Proszę wskazać inny kraj w Europie, w którym w ostatnim 20-leciu trzech szefów dyplomacji było żydowskiego pochodzenia, jeden ma honorowe obywatelstwo Izraela, a obecny ma żonę Żydówkę, a także Kwaśniewski w wywiadzie dla ukraińskiego „Zierkało Niedieli”: W naszym kraju nie ma zbyt licznie reprezentowanych mniejszości narodowych, tym bardziej je więc wysoko cenimy.

Jacek Vincent Rostowski.
Fot. WEF

I tak – premierem został wnuk żołnierza Wehrmachtu, ministrem obrony narodowej członek władz Związku Ukraińców w Polsce, a ministrem resortu mającego decydujący wpływ na finanse państwa Jan Vincent Rostowski, który na stałe mieszkał za granicą i nie miał polskiego dowodu osobistego. Czym kierował się Tusk przy tej nominacji (i czy w ogóle miał coś do powiedzenia)? Rostowski to wnuk ukraińskiego Żyda Jakuba Rotfelda, a ponieważ brał udział w posiedzeniu Grupy Bilderberg można zapytać: Jaki naród reprezentował?

Wbrew nakazom poprawności politycznej narodowość polityka (i jego żony!) ma znaczenie. Trzeba o niej mówić. Jest podstawą oceny jego wiarygodności.

W ślad za tym idą pytania: Czy Ukrainiec powinien pracować w komórce wschodniej Agencji Wywiadu? Czy Żyd powinien zajmować się stosunkami z Izraelem, a nad repatriacją Polaków z Kazachstanu pieczę sprawować Ukrainiec? Czy pieczę nad archiwami dotyczącymi zbrodni UPA powinien sprawować archiwista Ukrainiec, a zbrodni popełnionych przez urząd Bermana archiwista Żyd? Temat drążyć można innym pytaniem: Czy powodem tego, że tak „ospałe” badanie akt katyńskich i nieśmiałe rozliczanie komunistycznych zbrodniarzy, nie ma związku z tym, że wiele stanowisk w IPN przejęli potomkowie owych zbrodniarzy?

„Wyborcza” nieprzerwanie przekonuje, że pochodzenie etniczne nie ma znaczenia, że zwartość etniczna i kulturowa państwa to kompleks anachronicznych i szkodliwych cech, słabość, ułomność i zacofanie. Tymczasem sama narodowością swych redaktorów epatuje agresywnie na każdym kroku. Równocześnie nie przeszkadza to jej skrzętnie odnotowywać, kto jest, a kto nie jest Żydem.

Włodzimierz Cimoszewicz. Fot. Inter.

W tymże kontekście przytoczmy słowa „Polityki” o Wołodii Cimoszewiczu: „Sztywny i zasadniczy. Jak nie-Polak – nikomu nie pomoże, ale i nie zaszkodzi”. Tymczasem organ prasowy wszelkich mniejszości łgała – Cimoszewicz konsulaty na Wschodzie obsadził Białorusinami i Ukraińcami z Białegostoku i Olsztyna, a w MSZ pod jego rządami zaroiło się od nazwisk Bućko, Chećko.

Najbardziej sprzyja im Michnik i środowisko potomków stalinowców, z którego się wywodzi. Stąd wspólny wróg – Polacy i polska pamięć historyczna. „Wróg”, który jednoczył niegdyś żydowskich internacjonalistów z ukraińskimi nacjonalistami w dziele niszczenia Lachów i polskich elit.

Rodzicami i dziadkami redaktorów „Wyborczej” są funki Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, którzy po wojnie trafili nad Wisłę, przejęli władzę, tworzyli silne frakcje w partii, w wojsku, MSW, sądownictwie, „rośli w siłę i żyli dostatnio”.

Weźmy na ten przykład tzw. „rząd lubelski” utworzony przez tajemniczych ludzi, których gen. Berling w liście do Stalina zwięźle opisał: „banda agentów i bandziorów międzynarodowego trockizmu”.

Stalin władzę w Polsce powierzył etnicznym mniejszościom. Był to wyrachowany zamysł socjotechniczny. Mniejszość poddawała się łatwej kontroli, była w opozycji do większości, spełniała wszystkie polecenia okupanta. Przysłał tysiące takich agentów, aby w miejsce wyniszczonych polskich elit stanowili trzon nowej „polskiej” inteligencji.

Zwykle mówi się o Żydach, ale dotyczy to Ukraińców, w tym nacjonalistów ukraińskich  zwerbowanych przez NKWD, GZI i UB. Dziś Polską rządzi trzecie pokolenie tych ludzi i nie dziwi, że ukrywają imiona swych ojców, matek i dziadków.

Władysław Bartoszewski w objęciach
Adama Michnika. Fot. Inter.

Trzeba też powiedzieć: gdy „Wyborcza” wybiela nacjonalistów ukraińskich, to pielęgnuje pamięć współdziałania bojówek terrorystycznych KPZU z nacjonalistami ukraińskimi, bo wymierzone przeciwko Państwu Polskiemu akcje terrorystyczne bojówki te prowadziły równolegle z OUN. Rzecz przy tym ciekawa, gdy Jarosław Kaczyński wskazał jako zaplecze PO „siły wywodzące się z KPP”, którzy „byli w przeważającej mierze pochodzenia żydowskiego” oraz że z tego pokolenia wywodzili się rodzice wielu obecnych czołowych działaczy „Wyborczej”, gazeta nie obraziła się, przyjęła to ze spokojem, a nawet odwdzięczyła się: Kaczyńskiemu można wiele zarzucić, ale nie to, że jest nacjonalistą i ksenofobem.

Iwan Amos.
[Fot. za: wsensie.pl]

Iwan Amons to krwawy prokurator wojskowy. Choć przed wojną był obywatelem polskim, do wymiaru sprawiedliwości PRL trafił jako oficer sowieckiego NKWD. Po 1956 roku ślad po nim zaginął. W 2012 r., podczas  uroczystości otwarcia polskiego cmentarza wojennego w Bykowni, Komorowski odznaczył Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Andrija Amonsa, jak się okazało syna Iwana, przez 30 lat prokuratora generalnego Ukrainy, a później pełnomocnika ukraińskiego rządu odpowiedzialnego za rehabilitację ofiar represji politycznych w ZSRR. Amons dziennikarzom polskim oznajmił: „ale w Polsce mam większą rodzinę niż na Ukrainie”.

W 1956 roku 16 tysiącom obywateli ZSRR działającym w wojsku, milicji i bezpiece, wydano polskie dowody osobiste wystawione na nazwiska Polaków zaginionych w czasie wojny. Większość z nich i ich potomków, łączą dzisiaj związki z Ukrainą. Niedawno w Centralnym Archiwum Wojskowym znaleziono kartotekę 20 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, oddelegowanych do służby w LWP. Pytanie – ilu z nich zapuściło korzenie w Polsce? Oni żyją wśród nas i na naszych oczach robią kariery. O ich prawdziwym pochodzeniu nigdy się nie dowiemy, bo wiedza o nich zamknięta jest w sejfach na Łubiance. W latach 90., kiedy w UOP przejrzano ankiety funkcjonariuszy kontrwywiadu pracujących na kierunku wschodnim, okazało się, że ponad 80 procent miało krewnych w służbach specjalnych PRL. Dziś jest ich mniej, ale ich dzieci, które z racji późnego urodzenia nie podlegają lustracji, o rodziców nikt nie pyta. I tu pytania: Czy działająca w Polsce ukraińska V kolumna jest obiektem zainteresowania polskich służb? Czy to służby stoją za tym, że rocznie wydajemy 700 tysięcy wiz dla Ukraińców, a kilkanaście dla Polaków z Kazachstanu? A może powodem jest to, że wielu pośród tych, co rządzą Polską są mniej Polakami niż zesłańcy ze stepów Kazachstanu, i wiedzą, że ich losy ważą się w kręgach „Wyborczej”, a nie w kresowych wioskach?

Uchwała tzw. Krajowego Prowidu OUN, podjęta 22.VI.1990 (do Sejmu i MSZ przesłała go Agencja Konsularna RP we Lwowie, a opublikowała „Polska Zbrojna”) zawiera postulat:

Wobec zupełnego rozprężenia sieci polskiego kontrwywiadu, z którego solidarnościowy rząd wypędził wszystkich fachowców pochodzących z nomenklatury, odbudować tajną sieć OUN i zacząć kontrolować wszystkie dziedziny życia Rzeczypospolitej […] Zależy nam na tym, żeby w Polsce istniała słaba służba wewnętrzna (i kierowana przez ludzi nam życzliwych) i słaba, nieliczna armia.

Uchwała odnosi się też do innej kwestii:

Należy podsycać separatyzmy regionalne: Górnoślązaków, Kaszubów, Górali. Robić to należy w sposób jak to czynili Polacy żebraczej Polski przedwojennej z Ukraińcami, Poleszukami, Hucułami i Łemkami […] Podsycać aktywność narodową Ukraińców, Białorusinów, Żydów, Czechów, Słowaków a przede wszystkim Niemców”.

Separatyzmy już mamy. Niekompetentne służby wywiadowcze też. A jaką rolę odgrywają w tym potomkowie OUN?

Ihor Kołomojski. Fot. Inter.

Dla zwolenników braterstwa polsko-ukraińskiego zaskoczeniem była „ukraińska zdrada” przy nowelizacji ustawy o IPN. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – do Polaków wreszcie dotarło, że w całej miłości PiS i PO do Ukrainy nie chodzi o banderowców, ale o żydowskich oligarchów, Kołomojskiego, Hrojsmana i klan Kuczmy powiązany z Pińczukiem (i tym samym z Kwaśniewskim). Odrzucili przy tym ocenę nuncjusza papieskiego w Kijowie: „bandycki system stworzony przez oligarchów, rządy przestępczej mafii, która jak dawniej tak i teraz prowadzi rabunkową gospodarkę, i która doprowadziła do rosyjskiej agresji”. I druga, Güntera Verheugena: „po raz pierwszy w tym stuleciu prawdziwi faszyści z krwi i kości zasiadają w rządzie”.

Przypomnieć tu trzeba, że gdy tuż po rozpadzie ZSRR pojawiła się perspektywa ułożenia stosunków z Rosją, wówczas „nasi” postawili na oligarchów Abramowicza, Chodorkowskiego i Niemcowa, o rodowodach dziwnie podobnych do rodowodów wnucząt KPZU.

Przypomnieć też trzeba, że Jarosław Kaczyński na pytanie, czy istnieje poważna szansa na to, czy z Rosją, która wyłoniłaby się na gruzach putinowskiego państwa, można by podjąć współpracę, odpowiedział: „taki scenariusz jest możliwy. Szczególnie gdy przyjmie się założenie, że liderem nowej Rosji mógłby być Michaił Chodorkowski. W każdym razie dla Polski taka zmiana oblicza Moskwy byłaby bardzo korzystna”.

I tu znowu powiedzieć można:

w tym wszystkim nie chodzi o banderowców, bo nie oni rządzą na Ukrainie, ale o żydowskich oligarchów, którym trzeba pomóc, a nie molestować w sprawie pomników Bandery.

Kadry decydują o wszystkim – tak twierdzili Lenin i Stalin. Mówi się o wszystkim, ale nie o narodowości polityków. Śledząc ich sukcesy w polityce wschodniej pojawia się jednak pytanie: Dlaczego znów Putin wygrał z Polską niczego nie robiąc? Po ’89 nasze stosunki z Ukrainą nie były normalne. Bo po stronie polskiej były wyznaczane przez mniejszości. Jeśli były jakieś fora dyskusyjne, to brały w nich udział zawsze te same osoby. Przyglądając się nazwiskom uczestników tych dyskusji można odnieść wrażenie, że w kraju, w którym żyje 6 milionów Kresowian i ich potomków jest zaledwie kilka osób, które mają coś do powiedzenia o Ukrainie. Nie sposób też przeoczyć, że ministrowie III RP ostentacyjnie faworyzują mniejszości, że korporacja, która sprywatyzowała MSZ uporczywie broni swej wyłączności do decydowania w sprawach Ukrainy, i że sprawy Polaków na Kresach wzięła w łapy jednorodna etnicznie ekipa dzieci i wnuków działaczy KPZU, którzy przyczynili się do tego, że miliony Polaków zostało poza granicami ojczyzny. Opisanie w tym kontekście żydokomuny nie sprawia problemu. A co z mniejszością ukraińską? Ponadczasowe jest tu  ostrzeżenie Prymasa Tysiąclecia wysłane z Jasnej Góry: „uważajcie, by nie przyplątali się ludzie, którzy mają obce interesy na myśli”.

Polska zarzuciła żądania rozliczenia mordów wołyńskich.

Tymczasem Ukraińcy konsekwentnie i z uporem drążą na forum Sejmu temat Akcji „Wisła”. Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych podjęła uchwałę. Po co, skoro była już potępiona przez Senat, a ubolewanie wyrazili Kwaśniewski i Kaczyński? Światowy Kongres Ukraińców wystąpił z żądaniem wypłacenia odszkodowań za akcję. Przy czym żądania restytucji mienia ukraińskiego różnią się od żądań Światowego Kongresu Żydów jedynie skalą nagłośnienia i kwotą roszczeń. Poza nazwą organizacji, która z roszczeniami występuje, jest i inne podobieństwo – dla Weroniki Marczuk zarzuty korupcyjne CBA to „efekt antyukraińskich uprzedzeń”. Równie rozbuchane są ich zapędy w roszczeniach terytorialnych. Milczą na ten temat media, milczą władze RP, a na zachodzie Ukrainy w oficjalnym obiegu kursują publikacje, w których nawet Kraków jest miastem rdzennie ukraińskim.

Jest i inne szaleństwo – przerzucanie na innych odpowiedzialności za mordy rezunów. Operację zapoczątkował Komorowski. O ile jednak według niego ludobójstwa dokonali „Sowieci”, to kropkę nad „i” postawił Antoni Macierewicz: „wrogiem, który rozpoczął, i który użył ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa była Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia”.

Hańba domowa – tak Jacek Trznadel nazwał kolaborację PRL-owskiej inteligencji ze stalinizmem w negowaniu zbrodni katyńskiej i przypisywaniu jej sprawstwa Niemcom. Dzisiaj hańbą domową jest kolaboracja elit III RP z potomkami Bandery.

Krzysztof Baliński

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Ilustracje tytułowa:  Od lewej: Marek Kuchciński, Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta/Reuters, za: theguardian.com , 7.02.2016.


Więcej artykułów Krzysztofa Balińskiego na naszym portalu  >    >    >    TUTAJ .

Polecamy książkę Krzysztofa Balińskiego: „MINISTERSTWO SPRAW OBCYCH czyli w MSZ bez zmian”. Wydawnictwo Capitalbook.

*

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.09.03.
Avatar

Autor: Krzysztof Baliński