Śmieci głównego nurtu / Relewanty / Pieśń pijacka


Śmieci głównego nurtu

Podobno na skutek covida Koszalin znalazł się w czerwonej strefie. Ale mi to odkrycie, że Ko­szalin jest w czerwonej strefie. Odkąd żyję, Koszalin jest w czerwonej strefie. Ktoś powie, że dopóki będę żył, będzie w czerwonej strefie. Pełno tu wszędzie sierpów i młotów. A najlepsze są koszaliń­skie pisiory. Tam u nich co trzeci to pezetpeerowiec i to z długoletnią praktyką czerwonej strefy. Cały ich zarząd to albo żyd albo Ukrainiec. Typowo patriotyczna partia.

Zaraz usłyszę, że mam jakieś narodowe odchylenia, bo nie lubię tych lub owych. A kto po­wiedział, że nie lubię? Pewnie dlatego, że nie lubię, na stronie o zapomnianym kompozytorze Micha­le Kleofasie Ogińskim, zrobiłem przekład na prawie wszystkie języki dawnej Rzeczypospolitej. Cieka­wostką jest, że nawet Rosjanka, która przełożyła to na swój język, zrobiła to bezinteresownie. Nato­miast jedynie za przekład na ukraiński musiałem zapłacić. Czy wypominam to komu? Nie, ale w Pol­sce powstał ponoć związek zawodowy Ukraińców. Stąd wnoszę, że istnieje zawód „ukrainiec”, który należy pisać małą literą jak każdy zawód. Trzymam się tradycji pisania słowa „żyd” małą literą, bo mam wielki szacunek da pracy pisarzów (celowo końcówka „ów”) z dawnych epok, którzy tu na tym kamienisku tworzyli swoje wstawki. Nie wiedzieli nawet, że to są wstawki, ale pisali. Taki Staszic na przykład. Ten to umiał. Albo Lelewel. Albo Wespazjan Kochowski czy Jędrzej Kitowicz. Pamiętacie o nich? To Polacy, piszący dla ciemnego Narodu, który domaga się zrozumiałych dla niego tekstów. A to są właśnie te tytułowe śmieci.

Są ludzie, którzy nadużywają sformułowania: „Z prądem płyną tylko śmieci.”. Tak wypowie­dziane zdanie sugeruje, że główny nurt zawalony jest śmieciami. Jednakże odnosi się to do ludzi, a ja nie specjalnie mam chęć tu jakichkolwiek ludzi określać tym szlachetnym mianem. Płyną to płyną. Widać mają jakiś swój ważny powód, by płynąć. Kiedyś spłyną, może morze ich pochłonie. My skupmy się nad sprawami ważnymi. Są i tacy, którzy powiedzą, że skoro bronię takiego Ogińskiego, to sympatyzuję z Rosją, bo był ruskim senatorem i pewnie wielbię masonów, bo był wolnomularzem i wyjechał z Ojczyzny, bo tu car zakazał działania masonerii. Tak, i będąc we Florencji nie poszedłem do bazyliki Santa Croce, by zobaczyć jego nagrobek. Obić kogoś kijem można z byle powodu.

Pod Koszalinem są młyny, w których całe lata dyrektorem był Ukrainiec i tam nie dostał się do pracy nikt, kto nie był Ukraińcem. Czym to jest? To też polski patriotyzm? Zwyczaje tego rodzaju tam przetrwały do dzisiaj. I nie tylko tam. Dziś usłużny związek zawodowy rolników tworzy prawo, by taniej było można zatrudniać Ukraińców w Polsce przy najprymitywniejszych pracach na roli. A czym to jest? To usłużność dla Ukraińców? Śmiem wątpić. Niemieccy koloniści, którzy pobudowali przetwórnie płodów rolnych na terenie całej Polski, potrzebują taniego surowca. Wiecznie plantato­rom ceny zbijać nie będą, bo znowu Michał Kołodziejczak wyjdzie na ulice i żaden nawet najgorszy czereśniak za grosze nie będzie zbierał owoców. Michał, ten przynajmniej mnie posłuchał, gdy prosi­łem: „Nie rozrzucajcie tych jabłek i wiśni pod budynkami Rządu a zróbcie ładne opakowania i dajcie ludziom po jabłku.”. Ludzie to będą pamiętali, bo nawet gdy Andrzej Lepper wysypywał te śmieci przywożone z Niemiec przez żydów z zagłębia przemysłowego, gdzie tym nie wolno tam było skar­mić nawet bydła a ewentualnie spalić w piecu przemysłowym, gdyż zawierało zbyt wiele toksyn poprzemysłowych, to ludzie mu pamiętają, że na tory wysypał zboże a to grzech. Jakby chlebem rzucał. A tymi śmieciami nakarmili Polaków i lokalnych Ukraińców, których tu żyje w Polsce garstka wiecznie płacząca o Akcję Wisła, tacy właśnie skupujący zboże, jak ci z tych młynów.

To samo z mięsem z zapasów strategicznych z takiej Danii czy Holandii i jeszcze nie wiadomo gdzie. Ci z Zachodu przejęli polskie firmy przetwórcze – sprawdzajcie etykiety, co kupujecie i od kogo – by te głęboko mrożone śmieci utylizować w brzuchach Polaków. Bo tanio. Taniej mu było przywieźć to do Polski, potraktować amoniakiem, by nie śmierdziało jak przystoi trzydziestoletniej padlinie i do wędlin. Idzie potem taki do hipermarkietu i cieszy się, że ma taniej a jest w istocie jed­ną z milionów śmietniczek na zachodnie odpady. Hipermarkiet zarobi na tej utylizacji odpadów i ten tam na Zachodzie, który u siebie za utylizację tego śmiecia musiałby zapłacić krocie a tak, tu mu za to jeszcze zapłacą, że to wywiozą do Polski, by każdy zjadacz padliny tym świństwem się napasł.

I co się dziwić, że taki koszaliński pisior to element z czerwonej strefy? Gdy dowódcą tej tu załogi jest wyjątkowa miernota, człowiek o mentalności kloszarda i sutenera w jednym. Taki waga­bunda bez gitary, ale zawsze na swoim stanowisku, by dorwać się do poselskiego stołka i siedzieć i nic nie robić. Tylko miny i kręcenie kciukami na brzuchu. Ale co to obchodzi kogoś w Ameryce albo na Barbados? Pewnie nic, jednak ilustruje mechanizmy powstawania śmietnika takimi, jakie są a nie takimi, jakie chcieliby je widzieć ludzie, pokroju użytkowników tego wcześniej wspomnianego powiedzonka. Głównym nurtem płyną nie tylko śmieci, ale śmieci tam jest natłok. Człowiek płynąc przez nie musi mieć siłę i potęgę lodołamacza, albo lepiej śmieciołamacza. Inaczej zginie marnie przywalony tymi żałosnymi kłamstwami i brudem duchowym tego wszystkiego.

Nawet znakomity działacz, który jest skoligacony z tym dowódcą pisiorowa lokalnego, nie po­może tu w niczym, bo jak twierdzi: „Wnuk jest wspólny.”. A od kiedy człowiek jest czyjąś własno­ścią? Ani ci biedni Ukraińcy, którzy tu przyjeżdżają robić na plantacjach czereśniaków, by Niemiec dalej miał tani surowiec do swoich przetwórni, nie są niczyją własnością. Czy traktowani są jak zwierzęta? Nie wiem, ale sami mogliby zajrzeć w swoje sumienia, czy się jak zwierzęta nie zachowu­ją. Nasi o mentalności parobka twierdzą: „To tak samo jak nasi. My też jeździmy na Zachód do robo­ty.”. Dobrze, niech i tak będzie, ale po czyjej stronie stali nasi przodkowie w Anglii, Francji, Szkocji, Walii, Stanach Zjednoczonych Ameryki, Kanadzie i innych krajach? Walczyliśmy z hitlerowskimi Niemcami a Ukraińcy? Co wtedy robili? Komu się wysługiwali? Na kim szukali zemsty za swoje wła­sne grzechy? I dziś przyjeżdżają do Polski tak samo jak nasi jadą obcinać łeb rybie w Wielkiej Bryta­nii? Komuś się tu jednak chyba kierunki pokiełbasiły.

Są sprzedawczyki w Polsce. Wszędzie ich pełno. Podcierają te zady byłym esesmanom. Sprze­daliby ojca i matkę, by mieć więcej. Zapominają o powinnościach już nie wobec Ojczyzny, bo dla ta­kich Ojczyzna to jakaś abstrakcja, ale wobec swoich własnych przodków z rodziny, którzy w grobie się przewracają, gdy to widzą, co taki jeden z drugim wyprawia. Amnezja to stan chorobowy, ale amnezja na sprawy Narodu to stan braku Ducha. Pustka wewnętrzna kreatur, które powinny spaść do najniższej roli społecznej za swoje zapomnienie. To są istotne przyczyny powstawania śmieci w głównym nurcie.

Ktoś powoła zaraz przykład antykościelności Gandhiego, bo ten przykład odbija się jak czkawka każdemu postkomuniście czy neoliberałowi. Bo w końcu na czele czego stał mahatma Gan­dhi? Na czele Kongresu Narodowego w Indiach. Kongresu Narodowego. Nie na czele związku sa­downików czy związku zawodowego Ukraińców. Ale to takie ładne, antykatolickie i antychrześcijań­skie. A na koniec Gandhiego zabił hinduski nacjonalista, co potwierdza jego uniwersalizm, ale już chyba tylko w ciemnym umyśle zgnilizny truchła, jakie ktoś sam robi z siebie. Gandhi był indyjskim patriotą i to do tego stopnia, że dał się zabić za własny naród nawet z ręki kogoś z tego narodu. Nie poniewierał jednak innymi dla samego poniewierania. Co tu czerwonego czyli z czerwonej strefy zo­baczycie? Może zajaśnieje wam w umysłach powszechny Koszalin?

I teraz już wiesz, pijąc kawę na prawdziwym Manhattanie w Nowym Jorku, po co napisałem ten tekst? Wielkie miasto portowe i ogromny nurt potężnej rzeki a śmieci jakoś nie widać. To jest istota śmieci głównego nurtu – są niewidzialne – jak ten szefuńcio podkoszalińskich młynów. Nie wi­dać a robi swoje, zawsze na szkodę kraju i Narodu. Tak jak nie widać tych wszystkich, którzy spło­dzili pisiorską ustawę, która tylko do 1-go maja 2021 roku chroni Polską Ziemię przed tymi sprze­dawcami skażonego nibyzboża i nibymięsa w Polsce. Oni sobie siedzą cichutko i czekają – obudzi się Naród w Polsce, czy się nie obudzi? Nie robię tu ludziom pobudki. Chcą sobie smacznie spać – niech śpią. Niektórzy są odporniejsi na śmieci płynące głównym nurtem – a w końcu, co wykazaliśmy powyżej w nowojorski sposób, są niewidzialne, to czego się bać… My to wykropkujmy. Rzeka płynie, co więcej wszystkie rzeki płyną, nawet Ganges. Heraklit by się uśmiał. I pewnie tęczowy wojownik indiański, którego też okradły jakieś uliczne pomazańce. Bo jak tu wsadzić rękę do tej samej rzeki? Co więcej, już wyjmując ją, wyciągamy ją z innej rzeki niż ta, do której ją wsadziliśmy. Siedziała w innej rzecze, niż ta, do której ją wsadziliśmy. Ale dość tej filozofii, bo znowu ktoś tego nie zrozumie a do tego, by to drugi raz przeczytać, by lepiej zrozumieć, nie będzie miał czasu i ochoty. Ale problem z czasem jest taki, że to on nas ma a nie my jego. A śmieci płyną. Chyba, że rzeka zamarznie.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 27 sierpnia 2020.


Relewanty

Nienawidzę tego dnia. Stale słyszę te czołgi toczące się po ulicach i drogach. Nienawidziłem go jeszcze w dzieciństwie. I nie o szkołę tu chodzi. Z pozoru posługujemy się wspólnym językiem – ogólnoludzkim. Można powiedzieć, językiem komunikatów ogólnoludzkich. A w rzeczywistości cechy języka służące do komunikowania się, czyli do porozumienia, są z gruntu wadliwe. Wydaje się nam, że się dogadaliśmy, a tu nagle wybucha kłótnia o nic i krew płynie szerokim strumieniem.

Czemu tak jest? Otóż, gdy zbrodniarz, morderca, złodziej i kłamca nagle przyjmuje pozę moralisty zaczynając uświadamiać swoją ofiarę, jakie to ta błędy popełniła i popełnia, to wszelkie porozumienie jest jedynie mgiełką nad śmierdzącym bajorem. Gdy napastnik tłumaczy swojej ofierze, jak ta ma żyć, jak ta ma postępować nawet wtedy, gdy został pobity i powinien zważać na to, co mówi, to jakiekolwiek porozumienie staje się niemożliwe. Ci natomiast, którzy twierdzą, że takie porozumienie jest, bo ten były napastnik dzisiaj się wzbogacił i wie lepiej, jak ma żyć jego ofiara, to ludzie bez jakichkolwiek hamulców. Obrzydliwa poza zbrodniarza, że ma prawo pouczać, bo ma więcej dóbr materialnych, to wiara w to, że Chrystus przyszedł na Świat, by się nachapać złota i pieniędzy.

Stawianie prawdy za kłamstwo a kłamstwa za prawdę, to typowe metody naszego najbardziej dalekowschodniego sąsiada – tych moralnych Niemiec. To nieodłączna część historii tego kraju i obojętne mi jest, czy ktoś to uzna za jakąś napaść na ten kraj czy jakąś mowę upersonalizowanej nienawiści. Niemcy za to, co zrobili Polsce 1-go września 1939 roku zasługują na nienawiść. I ci, którzy twierdzą, że trzeba wybaczać w imię Chrystusa, zapomnieli o tym, że Chrystus faryzeuszy i uczonych w piśmie przeklął a nie im wybaczał. Czy płonął z nienawiści?

I ja tak jak Chrystus tylko przeklinam Niemców i Niemcy za to, co zrobili Polsce od 1-go września 1939 roku. Nie czuję żadnej nienawiści. To przekleństwo od lat powinno być głośno i co roku wypowiadane i przypominane, by tym bandytom i zbrodniarzom nie przyszło do głowy, że przyjmą pozę moralizatora. W dzisiejszym bezduchu łączenia się narodów, gdzie siłą łączącą jest nie żaden humanitaryzm a tylko forsa, typowe dla Niemców oddanie się filisterstwu i zarażanie innych tym światłem nuworysza, to jedyne wartości, jakie przyświecają tak rzekomo trwałej łączności narodów europejskich.

Karmienie nas codziennie propagandą, jak to miło jest łączyć się w kupę i sobie nad tą kupą polatać, to moda ostatnich kilkudziesięciu lat. A jakie istotne przyczyny nas łączą i na jakich wspólnych wartościach?

Otóż Niemcy sprytnie zaplanowali wespół z ich platformiacko-peezelowskimi (pisownia przeze mnie wielokrotnie omawiana od wymowy peezel) i poprzez ich lekko przyszminkowaną partnerkę pisiorlandię, jak tu Polaków pozbawić Polskiej Ziemi i zagarnąć ją 1-go maja 2021 roku.

Znowu grabież, tych miłych, kulturalnych i takich ładnych Niemiaszków. My, oczywiście, histeryzujemy, choć nie posiadając macicy raczej nam jest trudno. Ci, którzy nie wiedzą, o co chodzi, niech sobie poszukają. Dobrze czasem zaczerpnąć łaciny nieco ponadpodwórkowej. Byle nie od Niemca. Niemiec powie, że łączy nas Polska Ziemia, w poczuciu wspólnego interesu.

Ale miłośnicy łączenia się narodów w jedną pachnącą na cały Świat kupę powiedzą, że jak można Niemcom zabronić łupienia takich krajów i narodów jak Polska i Naród Polski? Powiedzą: „To takie niepoprawne i niepolityczne. Trzeba ten dzień – rocznicę napaści na Polskę przez Niemcy – traktować jak normalny dzień. O, dzieci idą do szkoły.”.

Bardziej teraz w szkołach dbają o zupełnie nieskuteczne maseczki niż o podręczniki.

I dalej dodadzą: „Bo podręczniki są fuj, bo trzeba ich dotykać. A po co? Lepiej dzieci uczyć przydatnych rzeczy. Na przykład, jak nisko kłaniać się w pas Szwabowi z sąsiedztwa, bo on taki miły, daje ludziom pracę…” – (a nie oni jemu swoją pracę) i przyszedł tu na fali zaślepienia Polaków pięknym ponadnarodowym kołchozem unijnym.

A ja dalej nienawidzę tego dnia. Nie umiem się z tego wyleczyć. Nie obchodzi mnie, że jakiś ich kanclerz czy prezydent przepraszał i klękał. Za zbrodnie, zniszczenia i rabunki trzeba zapłacić a nie znowu pazury i zęby ostrzyć po nieswoje. I to nadęte udawanie takiego skrzywdzonego, gdy jest się winnym tylu niewyobrażalnych zbrodni. Ziemia nas łączy? Polska Ziemia – nigdy.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 1 września 2020.


Pieśń pijacka

I znowu się zaczęło od Koszalina. Ten Koszalin to jakiś taki podżegacz do boju. Mieszkańcy tego miasta nic o tym nie wiedzą, bo mają na to… Tu sobie sami dośpiewajcie, co. A Ty, drogi Czytel­niku, się nie wykrzywiaj, że piszę o Koszalinie. Warszawa to taki duży – a przynajmniej nieco większy – Koszalin. Od nas się zaczął Protest Rolników, bo tu dyrektorował pewien radny złodziej sklepowy, jak to mawiano – jumol. I rolników nieco… I tu sobie dośpiewaj.

Sławna i genialna fraszka „Na doktora Hiszpana” – Jana Kochanowskiego. Z jej „pójdę spać trzeźwy a wstanę pijany.” – tu chyba pierwsza pieśń pijacka w literaturze polskiej. Starsze nie są ta­kie jędrne. O ile w ogóle były. A zupełnie niesłusznie zapomniany utwór Jana Andrzeja Morsztyna, któremu jako człowiekowi wiele zarzucić by można, ale na pewno nie brak talentu w utworze „Pieśń w obozie pod Żwańcem 1653”. Za samo to:

Niech mnie wódz w podjazd ześle
(Do beczki, nie dalej),
Pójdę, lecz przy tym haśle:
„Natocz” albo „nalej”.

Krótko i na temat o morale pospolitego ruszenia i armii, która najpierw dała się pobić zbunto­wanym kozakom i Ruskom a potem wpuściła bez walki „sojusznicze” wojska szwedzkie. Ale oni do­brze się bawili przy tym, tam pod tym Żwańcem. Obóz pijacki a mówią, że to Ukraińcy za kołnierz nie wylewają. Zamiast się bić z buntownikami i zdrajcami, pili. Toczyli się do beczki.

Czy myślicie, że rolnicy są lepsi albo inne pospolite ruszenia walczące o Polskę… Tu też do­śpiewajcie sobie, co tam w duszy gra. Ja tam byłem, miodu nie było i wina też nie było. Były za to inne specyjały jak w zalanej na umór bandzie pod Żwańcem. Czy narzekam na tych, z którymi wal­czyłem? Cóż, spodziewałem się większej dyscypliny, jak to dawniej mówiono – karności – w szere­gach. A tam było tak:

Akademik rolny na Szczerbcowej

W pole, bracia, kochani
z motyką na słońce.
Flaszka to nasza pani
i kij co ma dwa końce.

A po co my tu po nocy
rżniemy tego głupa?
Wiadomo, że Niemiec z procy
wystrzeli nowego słupa.

No dalej, wołam, no dalej.
Na dyżur na mrozie.
Lecz nie, tu najpierw nalej,
bo tu jest jak w kozie.

„Gdzie tam stał koksownik?” –
zapyta historii świadek.
A co, czy to tu w kasownik
wcisną nasz upadek?

I bez takich gierek,
dorwę go pod borem.
Ważne, że jest bimberek,
kiedy jadę traktorem.

Byle była wódeczka,
humorek dostatni.
Śmiechu pełna beczka
wyrwie nas z tej matni.

To, że ziemię zabiorą…
A który to łyka?
Ważne, że za oborą
mucha muchę bzyka.

A kogo to rusza,
że to koloniści.
Sumienie zagłusza
i serca nam czyści.

Byle w szklanki lali,
byle ciepło było.
A to, to się nie pali,
póki tu tak miło.

Że nie ma tu Polaka,
który Polskę kocha.
Byle móc iść do krzaka.
A tamto, wynocha.

Zabiorą, to zabiorą,
byle został procent.
A tobie jasną porą
został pusty docent.

A czy ja tu pijany?
Przecież mordy nie drę.
Zabiorą polskie łany…
Wstąpię na katedrę.

Pieśń ta powstała już 23. sierpnia, czyli jedenaście dni temu. Nieco leciwa dama. I ta jej do­skonała przez swą niedoskonałość stopa pijacka. A jak puszcza w tany naszych panów chłopów. Tak, zaraz usłyszę, że to ja jestem niewdzięcznik, bo wsypują ich za te flaszki. Ale to już chyba przedawnienie objęło te drobne występki. Po tylu latach ewidentnego nie­róbstwa, gdzie nie zadbano w zasadzie wcale o prawa gwarantujące Polakom poczucie bezpieczeń­stwa w obecnie posiadanych granicach Polski. Pisiory stroją miny i głupawo się uśmiechają, jak mnie widzą. Jak mają się obronić przed prawdziwymi argumentami? Co zrobili przez te lata? Na co czekają?

Na co? Na to, aż Niemiec zabierze Polską Ziemię 1-go maja 2021 roku na mocy wygasłej w tym dniu ustawy, która po pisiorsku czyli na pokaz i byle jak – chroniła Polską Ziemię przez zabor­czymi zakusami naszych wspaniałych sąsiadów. Dziwicie się, że takie są skutki tego protestu, gdzie szef protestu dorzucał do koksownika roz­żarzone węgle łopatą do śniegu z plastiku a reszta siedziała na kanapie albo w budzie i – jak już wie­cie – śpiewała pieśń pijacką. Wpisze się ta pieśń na listę na­szej literatury pijackiej i kiedyś naszym wnukom i prawnukom wspomni, jak to my, Polacy, walczyli­śmy o Polską Ziemię i całość i nienaru­szalność Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Ktoś powie: „A co im żałujesz?”. Niczego nikomu nie żałuję, ale do boju trzeba iść przygotowanym a nie wali tu takim Kochanowskim, Morsztynem, Ko­chowskim a nawet Hendzlem. I byle to się nie skończyło jak tam wtedy pod Żwańcem. Jak mnie kto poprosi, to przeczytam tę pieśń, aż w pięty… Dośpiewaj.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 3 września 2020.


Opublikowano za zgodą Autora.

Wytłuszczenie i podkolorowanie fragmentów tekstu pochodzi od redakcji PCO.

Ilustracja tytułowa: Droga do nikąd. Fot. Inter  / wybór zdjęcia wg.pco.


2020.09.04.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel