Niechciana, wymazywana pamięć … [Cz. 6]


Realizując cykl tekstów o sposobach unicestwiania Polaków przez okupanta hitlerowskiego w latach 1939-1945, przedstawiam kolejne formy wykonywania „instrukcji” Hitlera a wielokrotnie powtarzanego polecenia wodza, wygłoszonego dnia 22 sierpnia 1939 r.: […] Wydałem rozkaz zabijania bez litości i bez miłosierdzia mężczyzn, kobiety i dzieci polskiej mowy i polskiego pochodzenia. Tylko w ten sposób zdobędziemy potrzebną nam przestrzeń życiową… Polska będzie wyludniona i zasiedlona Niemcami.

Przyjęło się bowiem mylne przekonanie, że pobyt w POLENLAGRACH – niemieckich obozach dla Polaków, miał charakter łagodniejszej formy zniewolenia, że był mniej dotkliwy w porównaniu z pobytem w więzieniu czy obozie koncentracyjnym. Tym więc zainteresowanym poruszanym tematem, przekazuję opis warunków bytu w obozie zwanym Polenlager (w tym przypadku chodzi o Pogrzebień k/Raciborza), a tak lub jeszcze gorzej było we wszystkich polenlagrach, co dosyć dokładnie opisuje ks. dr Jan Krawiec w książce „DZIEJE SALEZJANÓW NA ZIEMI RACIBORSKIEJ:

[…] Polacy wywiezieni z ziemi żywieckiej, byli pierwszymi mieszkańcami – więźniami obozu w Pogrzebieniu nazwanego w 1942 roku Polenlager nr 82.

Zgromadzonych wysiedleńców z Żywca i okolicy zebranych na placu w fabryce papieru w Żywcu, posiadającej własną bocznicę kolejową, załadowano do wagonów i pociągiem przewieziono przez Rybnik do stacji kolejowej w Brzeziu nad Odrą, skąd pieszo 4 kilometry ze swoimi tobołkami pod eskortą gestapowców zaprowadzono do Pogrzebienia, gdzie umieszczono ich w dawnym Zakładzie Salezjańskim, otoczonym podwójnym wysokim ogrodzeniem z drutu kolczastego. Mieszkańców – więźniów podobnie jak w innych obozach koncentracyjnych we dnie i w nocy pilnowali esesmani. Położenie więźniów składających się z dzieci, młodzieży i starszych było fatalne. Zgromadzonych w czerwcu 1942 roku przeszło 350 więźniów traktowano jak więźniów w innych obozach koncentracyjnych. Zamknięci w obozie więźniowie nie tylko nie mogli się kontaktować z ludźmi mieszkającymi poza obozem, ale i wewnątrz obozu dzieci i starsi nie mogli się poruszać poza wyznaczonym piętrem, na którym mieszkali. W zatłoczonych salach na zbitych z desek trzypiętrowych pryczach wymoszczonych słomą, bez pościeli, nakryci tylko kocem spali stłoczeni więźniowie, którym bardzo dokuczały gnieżdżące się w słomie pluskwy i inne robactwo; bezskutecznie bronili się przed nim mieszkańcy obozu, którym brakowało nie tylko odpowiednich urządzeń sanitarnych, ale nawet wody do umycia. Liczba uwięzionych Polaków i Polek w Polenlager 82 zmieniała się, gdyż z obozu wywożono niektórych więźniów do Niemiec lub innych obozów, a na ich miejsce przywożono innych Polaków.

We wrześniu 1942 roku w Polenlager 82 przebywało 280 osób, tj. 64 mężczyzn, 99 kobiet, 50 dzieci poniżej 14 lat oraz 10 niemowląt.

Polenlager 82 z dniem 11 sierpnia 1943 roku przemieniono na obóz dziecięcy, tzw. Kinderlager, w którym przebywało 220 dzieci w wieku od dwóch tygodni do 16 lat, w tym 12 niemowląt, które do obozu przywieziono bez matek. Przywiezione dzieci to ofiary terroru hitlerowskiego, których rodziców i starsze rodzeństwo po ukończeniu 16 roku życia aresztowano i z powodu różnych przyczyn politycznych wymordowano lub skierowano do obozów koncentracyjnych w Oświęcimiu, Gross-Rosen, Ravensbrück i innych, a dzieci poniżej 16 roku życia wywożono do obozów przejściowych, gdzie po zbadaniu i zaliczeniu niektórych dzieci do rasy niemieckiej wywożono grupami do innych obozów lub zakładów. Życie więźniów przebywających w Polenlager 82 w Pogrzebieniu było tragiczne. Porcje żywnościowe podobnie jak w innych obozach były głodowe, nie tylko dla starszych ale i dzieci – zaledwie około 600 kalorii dziennie, z których jeszcze administracja uwięzionych okradała. Głód, ciężka praca, brak opieki lekarskiej i różne choroby zakaźne spowodowały, że w obozie z głodu i wycieńczenia zmarły 42 osoby, które pod nadzorem esesmanów pogrzebano na miejscowym cmentarzu parafialnym w Pogrzebieniu. Zgonów małych dzieci, które po urodzeniu podczas tzw. „kąpieli” niemieckie pielęgniarki topiły w miednicy i grzebały w ogrodzie, nie notowano w statystyce zmarłych.

W obozie panowała wielka i surowa dyscyplina, gdyż więźniów nie tylko głodzono, ale za najmniejsze przewinienia maltretowano, bito i katowano oraz umieszczano w karcerze znajdującym się w wilgotnych piwnicach. Wszyscy więźniowie pod nadzorem esesmanów ciężko pracowali, jedni przy budowie kanału na Odrze, inni w raciborskich fabrykach lub na roli. Nawet dzieci po ukończeniu 12 roku życia musiały pracować na roli, w ogrodzie, w kuchni oraz sprzątały zakład i opiekowały się młodszymi dziećmi. Dzieci nawet po ukończeniu 8 roku życia chętnie szły do pracy w ogrodzie lub polu, gdyż miały okazję mimo surowego zakazu w czasie pracy zjeść coś z jarzyn lub owoców rosnących w ogrodzie. Jedna z byłych więźniarek, która po latach odwiedziła obecny zakład sióstr salezjanek w Pogrzebieniu, z rozrzewnieniem wspominała, że gdy przebywała w obozie była bardzo szczęśliwa i zadowolona, kiedy pracując w ogrodzie nie tylko sama najadła się marchwi, ale w rękawach bluzki, mimo ścisłej kontroli przy wejściu do zakładu jej nie kontrolował strażnik i dzięki temu szczęśliwie przenosiła zdobytą marchewkę, którą jej 8-letni brat częściowo zaspakajał dręczący go głód. Niektórzy mieszkańcy Pogrzebienia, mimo surowego zakazu kontaktowania się z uwięzionymi, z narażeniem własnego życia, wiedząc, gdzie dzieci będą pracować lub gdzie będą przechodzić, pozostawiali kromki chleba, a nawet butelki z mlekiem, co dla wygłodzonych dzieci było wielkim szczęściem i radością, że od czasu do czasu mogły częściowo zaspokoić swój głód znalezionym pokarmem.

Ucieczki starszych, a nawet dzieci z obozu były rzadkie, gdyż esesmani, chociaż z powodu czyjejś ucieczki nie rozstrzeliwali niewinnych więźniów, to jednak w inny sposób ich karano. Pewnego razu gdy jedna z dziewczynek pracująca przy żniwach uciekła, pozostałe jej koleżanki po powrocie z pracy do obozu za karę, że nie potrafiły upilnować swojej koleżanki, stały długie godziny na placu apelowym przed obozem.[…]

Poniżej wymieniam ilość Polenlagrów utworzonych w okupowanej Polsce i Zaolziu:

  • Polenlager Nr 4 Eichenau Katowice Dąbrówka Mała
  • Polenlager Nr 7 Kochlowitz Ruda Śląska Kochłowice, budynek szkoły przy ul. Młodzieżowej 26
  • Polenlager nr 10 Laurahütte Siemianowice Śląskie Zabudowania pałacowe i dworskie Donnersmarcka
  • Polenlager Nr 15 Elguth Rybnik Ligota
  • Polenlager nr 28 Orzesze – Kolonia Marii (w budynkach szpitalnych)
  • Polenlager nr 32 w Oderberg – Bogumin.
  • Polenlager nr 40 we Frysztacie.
  • Polenlager nr 56 Lissek Lyski w budynku poklasztornym, w centrum wsi, naprzeciwko kościoła.
  • Polenlager nr 58 Pschow w Pszowie.
  • Polenlager nr 63 Tschechowtz Czechowice, (budynek poklasztorny oo. Jezuitów Czechowice Dziedzice)
  • Polenlager nr 75 Ratibor Racibórz Strzelnica, przy byłej ul. Wiesenstrasse 23
  • Polenlager nr 83 w Dolnym Beneszowie,
  • Polenlager nr 85 w Korfantów pow. nyski – woj. opolskie.
  • Polenlager nr 92 Katscher w Kietrzu woj. opolskie,
  • Polenlager nr 93 Petersdorf Gliwice-Sobiszowice
  • Polenlager nr 95 Sohrau Żory
  • Polenlager nr 97 Rybnik, w barakach przy lotnisku,
  • Polenlager nr 168 Gross Gorschütz Gorzyce w budynku „Małego Zamku”
  • Polenlager nr 169 Klain Gorschütz Gorzyczki, w budynkach pokopalnianych Gorzyce, ul. Kościelna,
  • Polenlager Nr 188 Piekary Śląskie
  • Polenlager nr 189 Zawisch Orzesze -Zawiść w dawnym dworze Thiele-Winklera
  • Polenlager nr 209 Königschütte Królewska Huta Chorzów
  • Polenlager Kornowac Pogrzebień, w budynku seminarium duchownego przy klasztorze salezjanów

Na stronie internetowej „Rybnik, ocalić od zapomnienia” publikowałem informacje dot. Polenlagru nr 97 w Rybniku, – realizując informacje związane z pamięcią o hitlerowskich zbrodniach wykonywanych na Polakach.

Zorganizowano go z końcem sierpnia 1942 r., co wynika z pisma komendanta żandarmerii w Katowicach z 2 września tegoż roku do podległej jednostki żandarmerii w Rybniku. Powołano się w nim na decyzję komisarza Rzeszy do spraw umacniania niemczyzny – Volksdeutsche Mittelstelle, Dowództwo Operacyjne w Katowicach – z 27 sierpnia 1942 r. w sprawie przydzielenia do obozu funkcjonariuszy żandarmerii. Skierowano tam 3 żandarmów z „Polenlagru” w Lyskach. Obóz mieścił się w barakach koło ówczesnego lotniska dla szybowców w Rybniku. Przebywali w nim ludzie wysiedleni z Zagłębia Dąbrowskiego, przede wszystkim zaś osamotnione dzieci. Więźniowie pracowali na roli, w młynie i w magazynie. Likwidacja obozu nastąpiła prawdopodobnie w związku ze zbliżaniem się frontu – Armii Czerwonej. Nazwiska Lagerführera nie zdołano ustalić.

Po tej to informacji wyczytanej na wymienionym wyżej portalu internetowym, odżyły w moich wspomnieniach wydarzenia z okresu mojego dzieciństwa, a które rzucają wyjaśnienia do tej sprawy.

Otóż pamiętam, że w okresie okupacji a także po wojnie często chodziłem z mamą do dziadków zamieszkałych w dzielnicy Rybnika-Meksyko. Często w niedzielne popołudnia, mieszkańcy tej dzielnicy chodzili na spacery na nieużytki znajdujące się w najwyższym wzniesieniu Rybnika – „Meksyka” – gdzie znajdowała się i … nadal znajduje wieża ciśnień z 1905 r. Na owym wzniesieniu (ale to już były czasy po 1945 r.) znajdowało się lotnisko szybowcowe dla szybowców o wyjątkowo prymitywnej konstrukcji (żebrowany kadłub drewniany, z siedziskiem dla „pilota” i płatami oraz statecznikami oblepionymi jakimś brezentem). Szybowce te naciągane linami gumowymi przez kilku mężczyzn, jak z procy wylatywały na odległość ok. 300 metrów. Po wylądowaniu, szybowiec był przetransportowany w miejsce startu i ponownie następny zapaleniec lotnictwa szybował z górki w dół (w kierunku Brzezin – małej wówczas wioski).

W okresie okupacji, w miejscu przez które obecnie poprowadzono obwodnicę, – a poniżej wieży ciśnień, usytuowane były baraki drewniane ogrodzone siatką i drutem kolczastym, w której więzione były całe rodziny, zwożone przez hitlerowców z różnych stron okupowanego Górnego Śląska.

Podobnie wyglądało ogrodzenia baraków Polenlagru nr 97 w Rybniku, chociaż zdjęcie tytułowe przedstawia ogrodzenie tworzonego przez hitlerowców obozu Stutthof.

Jako dziecko, podchodziłem na bezpieczną odległość do owego ogrodzenia (na ile zezwalali wartownicy z wewnątrz obozu) i widziałem wybiedzonych i odzianych w łachmany mężczyzn, kobiety i dzieci. To był właśnie Polenlager nr 97 w Rybniku.

Dzisiaj często przejeżdżam tą obwodnicą – jadąc do Rybnika czy Rydułtów, ale skojarzenia miejsca przez które przejeżdżam pozostają w świadomości jak żywe. Oczywiście obecnie ta dzielnica „Meksyka” jest bardzo zagospodarowana, będąca tam wieża ciśnień jest na tyle zarośnięta trawą i krzewami że trudno ją dostrzec. Zniknął widok wypalonej trawy i ubitej ziemi, a powstały tam jakieś przedsiębiorstwa i składowiska materiałów budowlanych. Ale w mojej świadomości, pozostaje niezatarta pamięć o tych wybiedzonych ludziach.

Kolejną formą unicestwiania Polaków, były dosyć powszechnie stosowane egzekucje publiczne, na które spędzano obowiązkowo ludność danej miejscowości. Takie pokazówki miały na celu zastraszania i psychicznego „łamania” opornej ludności, sprzeciwiającej się zarządzeniom woli okupanta.

Jerzy Klistała
Syn więźnia KL Auschwitz nr 111912.

Artykuł opublikowany za zgodą autora.

Ilustracja tytułowa: Ogrodzenie utworzonego dla Polaków przez hitlerowskich Niemców obozu Stutthof. Fot. Interia.

Podkolorowanie i wytłuszczenie fragmentów tekstu pochodzi od red. PCO.

*

Przeczytaj więcej artykułów Jerzego Klistały na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

Przeczytaj również inne artykuły związane tematycznie z KL Auschwitz na naszym portalu > > > TUTAJ.

*

*

2020.09.06.
Avatar

Autor: Jerzy Klistała