Nowy Porządek świata [Część I.]


„Sokrates. Znowu kapłani świątyni Zeusa Dodonie powiadali, że pierwsze mowy wróżebne wywodziły się z pewnego dębu. Tamtejszym ludziom, ponieważ nie byli mędrcami, jak wy młodzi, w prostocie ducha wystarczyło wysłuchać dębu i głazu, jeśli tylko prawdę mówił…” (Platon, „Fajdros”).

Premier w Sejmie o nowym porządku świata

Premier Mateusz Morawiecki w Sejmie.
Fot. TVP Parlament.

4 czerwca 2020 r. premier M. Morawiecki w Sejmie uzasadniając wniosek o wotum zaufania, wspomniał o nowym porządku świata:

Szanowny Panie Prezydencie, Pani Marszałek, Wysoka Izbo! Na naszych oczach wykuwa się nowy porządek świata, świata po koronawirusie. Wiemy doskonale, że to, co dzieje się dzisiaj, będzie miało wpływ na Polskę, na Europę za pięć, za dziesięć lat”

tak rozpoczął szef rządu swe przemówienie, w którym uzasadniał wniosek o wotum zaufania”.

Użyte we wstępie sformułowanie „nowy porządek świata” zwróciło uwagę użytkowników mediów społecznościowych. Odpowiada bowiem globalistycznej koncepcji światowego rządu i systemu totalnej kontroli. Teoria „New World Order”, zaliczana przez główny nurt opinii do katalogu teorii spiskowych, przywoływana była w ostatnim czasie z powodu globalnego reżimu sanitarnego, spowodowanego światową ekspansją koronawirusa

Ten człowiek na pewno wie, co mówi! Polską rządzi żydowska sekta Chabad Lubawicz poprzez figuranta Morawieckiego (Stanisław Krajski, „Masoneria polska 2018).

Koronawirus jest kontrolowaną epidemią, która na celu ma nie tylko depopulację ludności świata, ale głównie wprowadzenie nowego porządku świata. To się już dzieje. Poniżej, kto wprowadza nowy porządek świata, i na czym polega.

Taoizm wzorem dla nowego porządku świata

Według okultystów, przedmiotem taoizmu stanowi cześć dla Tao, które jest dla okultystów panteistycznie pojętą istotą świata. Tao wymaga powrotu do (wyidealizowanego) pierwotnego stanu. Tędy droga do zbawienia, a cnota nie leży w działaniu, lecz w bycie, w nie-działaniu. Taoizm nienawidzi i potępia państwo i wszelkie zdobycze kultury, a tym samym wszelkie normy etyczno-moralne. Zgodnie z nauką okultystyczną ludzie pierwotni, „ów pierwszy naród ziemski”, posiadali zdolność postrzegania nie zjawisk, lecz istoty rzeczy. Dlatego też okultyści tym bliżej są źródła rozumienia świata, im bliżej poznania mitów i prastarych legend. Najważniejszą historyczną formą jest chiński taoizm.

Kiedy Budda (około 560-480 r. p.n.e) w Indiach zaczął miewać widzenia i głosić nową religię, to w tym samym czasie żył i nauczał grecki filozof Pitagoras, twórca orfizmu, a w Chinach filozof Lao-Tze (Laozi), który właściwie nazywał się Li Po Jang i nazywany jest „starym mistrzem”.

Chiński filozof Lao-Tze (Laozi), właściwie nazywał się Li Po Jang.
Fot. chinafund.com.

Według filozofii taoistycznej, człowiek jako byt istnieje sam z siebie, co oznacza, że człowiek posiada w samym sobie rację istnienia. Stąd właśnie wywodzi się hasło niczym nie ograniczonej wolności, gdyż wszystko powstaje w sposób naturalny, a więc ludzie powinni żyć w jak największej wolności. Człowiek, będąc niezależnym w istnieniu od innych ludzi istnieje z konieczności, co w konsekwencji oznaczać będzie, że nie musi istnieć lub może istnieć w niewoli.

Punktem wyjścia filozofii Lao-Tzego (Laozi) była „tao”, jedyna właściwa droga, która prowadzić ma do spokoju wewnętrznego. Tao jest Absolutem, który jest tajemnicą tajemnic. By poznać Tao trzeba być wtajemniczonym, jednak Tao nigdy nie może być poznane. Im większą człowiek uzyskuje tajemna wiedzę, tym bardziej podziwia tajemnicę, ponieważ Tao może być jedynie podziwiane. Tao nigdy nie działa, a mimo to osiąga wszystko. Wszystko pochodzi z bytu, a byt powstał z niebytu a istnieje ma powrócić do niebytu, ponieważ wszystko  pochodzi z bytu a byt powstał z niebytu. Tao nigdy nie działa, a mimo to osiąga wszystko. Świat ma osiągnąć spokój przez zaniechanie wszelkich ludzkich czynności. Dlatego już obecnie New Age głosi hasło „głębokiej ekologii” z uwielbieniem Matki Ziemi. Lao-Tze (Laozi), nazwany został buntownikiem w rzeczach religii i rewolucjonistą w filozofii.

Taoiści wierzą w istnienie w tzw. Wieku Złotym maleńkiej krainy, w której mieszkała niewielka ilość ludzi zażywających doskonałej szczęśliwości. W tej wymarzonej krainie narody miały powrócić do natury i wznieść się do niebytu. Według nich, powrót do tej krainy ma się dokonać poprzez całkowite wyrzeczenie „złudnych wartości cywilizacji”. Człowiek ma wyrzec się świata, wszystkich rzeczy zewnętrznych, siebie samego i oddać się Absolutowi. Lao-Tze (Laozi) nauczał, że najlepszym systemem polityki wewnętrznej państwa jest pozostawienie narodu samemu sobie.

Hymn Rygwedy, najstarszy zabytek literacki indoaryjski, daje metafizyczne wyjaśnienie kosmogonii, które jest podobne do chińskiego taoizmu. Poeta zapytuje, jak Byt mógł wyłonić się z Niebytu, skoro na początku nie istniał Byt, ani Niebyt. „Nie było wówczas śmierci, ni nieśmiertelności”. Była tylko niezróżnicowana zasada zwana „To Jedno”. Jedno oddychało bezwietrznie, bez żadnego oddechu. Poza nim „niczego innego nie było. Na początku ciemność była ciemnością skrytą, lecz żar zrodził „Jedno”, „potencjalne”, tj. „zarodek” -„spowity w pustkę”. Z tego zarodka „potencjalnego” wyłoniło się pragnienie i owo pragnienie właśnie było „myśli najpierwszym nasieniem”.

Upadek Chin

Popularyzatorem doktryny Lao-Tsego był Czuang Tse z IV w. p.n.e. Jego pisma sławiły „starego mistrza” i jego naukę. W latach późniejszych naukę taoistyczną zaczęto stosować do praktyk zabobonnych ludu i połączono je z magią i poszukiwaniem eliksiru życia. Z tymi dodatkami filozofia ta zyskała z czasem miano taoizmu i stała się rozpowszechnioną w Chinach religią. Cesarze znajdowali pod wielkim wpływem taoistów, którzy uważali siebie za obdarowanych nadprzyrodzoną siłą, i sobie przypisywali odkrycie eliksiru życia. W konsekwencji taoizm doprowadził Chiny do upadku.

W III wieku n.e. Chiny wstąpiły w fazę, którą sami Chińczycy nazywają „epoka całkowitego mroku”. Chiny północne rozpadły się na szesnaście królestw, a południowe założyły własną dynastię. Na całym terytorium Chin nikt nie czuł się bezpiecznym.

Filozofowie, niezadowoleni z wszelkich ustrojów społecznych i politycznych, zaczęli tęsknić do życia wolnego idealnym świecie wymyślonym przez taoistów Miała to być kraina „nieśmiertelnych”, którzy unoszą się na obłokach i wiatrach, nie podlegając żadnym ograniczeniom narzuconym przez materię urządzeniom będące tworem człowieka. Kwitła też poezja. Były to pieśni ludowe, odzwierciedlające dzikiego i niepohamowanego ducha epoki. Okresu samochwałów i nihilistów, z których rekrutowała się gromada beztroskich i pijanych poetów. Cała ich filozofia życiowa streszczała się w słowach jednego z nich:

Dajcie mi dwóch służących, z których jeden szedłby za mną z butelką wina a drugi z motyką, by mnie pochować, gdy padnę”.

Absolut

Wspomniany w Taoizmie Absolut, to całkowita niewola, gdyż „Człowiek ma wyrzec się świata, wszystkich rzeczy zewnętrznych, siebie samego i oddać się Absolutowi”. Amadeus Voldben w książce „Wielkie przepowiednie losów ludzkości” zwracając się do czytelników zachęca: „O człowieku. Zwróć się ku Absolutowi, gdyż on jest twoim przeznaczeniem(Amadeus Voldben, Wielkie przepowiednie losów ludzkości, Wydawnictwo Wojciech Pogonowski, Warszawa 1992)

Roger Geraudy (1913-2012).
Fot. Venharhaber.com.

Roger Geraudy (1913-2012), francuski filozof marksistowski, później przeszedł na islam, powiedział, że „Absolut, to nie Bóg, lecz imię ludzkie”. Przypuszczalnie jest to Platon (poniżej), gdyż jego filozofia wprowadza niewolę absolutną. Daje wolność i bogactwo nielicznym, a pozostałym całkowitą niewolę.

Nowa Era według British Association.
„Narodziny przyszłości w retorcie uczonych”

Herbert George Wells (1866-1946), autor gatunku science fiction „Wojna światów” i „Wehikuł czasu”, członek Towarzystwa Fabiańskiego, wyjaśnił strategię, dzięki której arystokratyczna masoneria angielska osiągnie swój cel światowego panowania. Nazwał to „otwartą konspiracją” w przeciwieństwie do zamkniętego lub tajnego spisku francuskiej masonerii. Dlatego Ritchie Calder mógł ujawnić w książce „Narodziny przyszłości w retorcie uczonych” masońskie plany, które mają urzeczywistnić Nową Erę (o Fabian Society poniżej).

Książkę napisaną przez Ritchie Caldera pt. „Narodziny przyszłości w retorcie uczonych” („The birth of the future”) wydano w latach 30. XX w. Anglii. W Polsce książkę przełożył i opracował inż. Ignacy Rogala Sobieszczański, a wydało wydawnictwo Trzaska, Ebert i Michalski S. A. Nie podano jednak roku wydania książki.

Dziennikarz Ritchie Calder uzyskał rekomendację od Franka Smitha, sekretarza Towarzystwa Królewskiego oraz Wydziału Badań Naukowych i Przemysłowych. Sir Frank Smith pomógł dziennikarzowi zaprojektować Idealne Państwo. Ich zadaniem było wyposażyć Idealne Państwo, tę utopię naukowej cywilizacji, ten kraj wszelkiego dostatku – w zdrowie, pożywienie, odzież, energię, środki transportu i łączności, mieszkania, rozrywki oraz w racjonalny podział olbrzymiej ilości wolnego czasu, która państwo to otrzyma, jako szczodry dar nauki.

Dziennikarz, dzięki uzyskanej rekomendacji, odbył wędrówkę do naukowych pracowni lekarskich (włącznie z Narodowym Zakładem Badań Medycznych oraz dzięki uprzejmości dyrektora Henryka Dale’a dziennikarz zobaczył najmniejsze drobnoustroje świata: wirusy); do pracowni profesora Mellanby’ego i jego małżonki w Sheffield, gdzie zapoznał się z doniosłym znaczeniem witamin; do Zakładu Badawczego Rowetta w Aberdeen, gdzie dr John Orr wznosił gmach nauki, mającej w przyszłości stać Urzędem Odżywiania, powołanym do ochrony i uodpornienia przeciwko chorobom; do Instytutu Badania Rybołówstwa w Torry, Aberdeen; do Pracowni Badań nad Owocarstwem w Ditto, Kent; do fabryk konserw i do chłodni; do Zakładu Badawczego Rozpłodu Zwierząt w Edynburgu, w którym prof. Crew i jego zespół międzynarodowych uczonych oddawali się badaniom nad tajemnica płci, reprodukcji i ulepszeniami w dziedzinie rozmnażania rasowych gatunków; do Narodowej Pracowni Fizycznej w Teddington dla przestudiowania stanu badań nad elektrycznością, budowy statków, lotnictwa, zagadnień hałasu, tajemnic barw i wszelkich innych cudów tego wielkiego warsztatu nauki; co więcej, do znakomitej Pracowni Cavendisha w Cambridge, której samo imię wymawiało się wśród uczonych świata ze szczególnym nabożeństwem; w pracowni tej lord Rutherford zademonstrował dziennikarzowi rozbijanie atomu.

Dziennikarz zbadał tajemnice zdjęć pozaczerwonych; widział jak w Slough uczeni badacze radia ujarzmiali burzę, ciskająca gromy, i pędzili ją wzwyż o 200 km, w sferę jonów. Autor brał też udział w zebraniach Britisch Association. Uczeni przestrzegali dziennikarza: „Nie rozgłaszaj tego wśród swoich znajomych i nie podawaj do protokółów Towarzystwa Królewskiego; sprawiłbyś wielką uciechę filistrom”.

Apokaliptyczna wizja

Na jednym z zebrań British Association powołano zespół składający się z przedstawicieli różnych działów nauki. Zespół ten opracował plany, które miały urzeczywistnić Nową Erę. Przewodniczącym zespołu został sir Frank Smith, sekretarz Towarzystwa Królewskiego. Powstał nawet ruch Nowej Ery. Uczeni ci doszli do wniosku, że finanse i przemysł eksploatują odkrycia naukowe przy niedostatecznej kontroli praw ekonomicznych. Winą obarczono przemysłowców, ekonomistów, bankowców, polityków i handlowców. W dyskusji biolog spokojnie przekonywał: „Usuńmy wszystkich przeciwników, a więc ekonomistów, polityków, przemysłowców i handlowców. Wymiećmy wszystkie przeszkody”. „Lecz jak to zrobić?!” Biolog odpowiadał: „Przez wojnę eliminacyjną”. Dziennikarz podniósł bezskutecznie samotny głos w obronie cierpiącej ludzkości i rozbrojenia. Chemik rzekł: „Nauka była zawsze poniewolnem narzędziem wojny”. Uczeni zostali niesłusznie spotwarzeni, jako sprzymierzeńcy śmierci i zniszczenia. Nie chemicy, lecz szafarze wojny i pokoju wyzyskali te niewinne odkrycia dla swoich złowrogich celów. Bakteriologowie, badający mikroby dla dobra ludzkości, będą wezwani w najbliższej wojnie do dostarczenia ich dla zniszczenia ludzkości. To też dla odmiany teraz my wystąpimy, jako reżyserowie wojny”. Dziennikarz dla dobra cywilizacji naukowej i dla wypełnienia tego, o czym w tej książce mowa, podpisał wypowiedzenie wojny.

Postanowiono, wykorzystując odkrycia naukowe, wywołać wojnę eliminacji, która pochłonie trzecią część ludności świata, a zarazem usunie wszystkich przeciwników „postępu”. Autor pisze: „Byłaby to wojna, mająca za sobą wszystkie zasoby nauki. Rozporządzałaby materiałami o wybuchowej sile, o jakiej w przeszłości nawet marzyć nie śmiano. Wielokalibrowe działa pozostawiałyby daleko za sobą przestrzeń, przebieganą przez pociski 1916 r. Samoloty leciałyby z szybkością dźwięku – 1200 km na godzinę, wioząc malutkie bomby o takiej sile wybuchowej, że zburzenie jednego miasta mogłoby stać się dziełem nawet jednej szybkobieżnej jednostki, posiadającej zupełnie niewielką nośność. Rozporządzałoby pociskami gazowymi, które prócz śmierci, zadawanej milionom, przepełniającym wielkie miasta, zatrułyby tak gruntownie powierzchnie kraju, ze z głodu wyginęłyby nawet państwa samowystarczalne, lekceważące sobie wszelkie blokady.

Zaplanowano, by na przeludnione obszary świata, a w szczególności na Chiny, Japonię i Indie, zrzucić bombę bakteriologiczną z zarazą, która łączyć będzie w sobie tyfus, cholerę, dżumę i ospę. Nie było możności rozpoznać właściwej natury zarazy, znaleźć antidotum i zwalczyć ją.

Oczom uczonych ukazały się w całej rozciągłości spustoszenia dokonane przez wynalazki naukowe, cierpiąca najokropniejsze męki ludzkość, cywilizacja obalona przez szaleńcze zastosowanie odkryć naukowych.

Zagłada ekonomistów, finansistów i mężów stanu

Dalej autor pisze: „Naukowcy zdecydowali się nagle wojnę przerwać. Okazało się, że mężowie stanu, którzy swoim zwyczajem proklamowali wojnę dla skończenia z wojnami, w tym jednym wypadku mieli słuszność. Hasłu ich stało się zadość.

Nie minęło jeszcze dwunastu miesięcy, a już, zgodnie z odwieczną tradycją, finansiści i ekonomiści poróżnili się ze sobą. Ponieważ wojna była altruistyczna i, co za tem idzie, wszystkie narody były zgodne, że należy prowadzić ją aż do naprawy świata i jego storturowanych finansów, więc przesady patriotyczne podporządkowano wyższemu hasłu dobrobytu wszechświatowego. Zatem ekonomiści, jako główni lekarze światowych bolączek, korzystali z dyplomatycznej nietykalności i należycie odbywali zjazdy. (…) Bratali się wiec ekonomiści w sojuszniczych i nieprzyjacielskich stolicach i badali wszelkie drogi, prowadzące do finansowego pokoju. Konferencje rozbijały się jednak raz po raz, gdyż Ameryka nie tylko żądała spłaty wszystkich sojuszniczych długów, ale również ciążących na przeciwnikach odszkodowań. Co więcej, przeciwnik upierał się, żeby płacić rzeczowe odszkodowania wyłącznie z zasobów własnej nadprodukcji, a bez tego wcale nie chciał godzić się na przegraną.

Sojusznicy ze swej strony, pamiętni nauczek, otrzymanych po wersalskim pokoju, obydwa żądania odrzucili i nie tylko uchylali się od wygranej, lecz nawet oświadczyli się z gotowością uznania siebie za pobitych.

Te pertraktacje raptownie urwały się, a to w myśl okrutnych pomysłów, zrodzonych w głowie inżyniera.

I oto, co się stało z ekonomistami i finansistami. Zebrani z całego świata, w charakterze głównych rzeczoznawców, znajdowali się na zjeździe w podziemiach Banku Angielskiego; byli pewni, że w tej nieprzeniknionej twierdzy nawet gazowe pociski nie dosięgną ich. Nie omylili się. Ratownicze oddziały, przybyłe dla odgrzebania i odnalezienia ich, nie mogły dać rady gruzom całego Londynu, spiętrzonym nad ich głowami na skutek działania dalekonośnego pocisku. Spotkał ich los Midasa, ginącego głodową śmiercią na stosach złota.

Natomiast naukowiec-medyk zaofiarował się uwolnić świat od mężów stanu. Według jego pomysłu, mężowie stanu państw sojuszniczych zbierali się jako wojenny gabinet koalicyjny. Zebrania były tłumne, gdyż każdy dyplomata i każdy polityk zabiegał, żeby zostać wybranym do gabinetu. Był to jedyny sposób uwolnienia się od poboru. Ta gromadność przypieczętowała finał sprawy piętnem doskonałej skończoności. Dalekonośny samolot, lecący w rozrzedzonej atmosferze na wysokości 15 km, z fenomenalną szybkością, przeciął osłonę statków, zawieszonych w powietrzu, a czuwających nad zebraniem, i rzucił bombę atomową („Proszę, panie fizyku, o poprawienie w razie błędu”).

„Moi panowie” – dodał – opłaci się odbyć wędrówkę na wyspy Salomona (na których sądzili się zabezpieczonymi nawet od dalekobieżnych samolotów) po to jedynie, by widzieć ten piękny nadgrobny napis: „Tu spoczywają mężowie stanu państw sojuszniczych, którzy poświęcili swe życie dla zakończenia wojen…”.

„Za pozwoleniem” przerwał dziennikarz – „zostawiliście przy życiu jeszcze druga połowę mężów stanu…”. „Proszę o nie przerywanie – odrzekł naukowiec medyk. – „Kończąc o cmentarzu, szykowałem się do zaproponowania wam okrężnej drogi powrotnej przez Zaginione Miasto w pustyni Gobi, ażeby zobaczyć  katakumby, do których, po odwetowym rajdzie, zostali przewiezieni nieprzyjacielscy mężowie stanu, zabalsamowani przez gaz, który ich zgubił”.

„Zdaje się, że to załatwia wszystko. Teraz możemy zażądać rozejmu” – rzekł inżynier. – „Skończyliśmy z mężami stanu, politykami, ekonomistami i finansistami. Z pewnością zniszczyliśmy też sporo tradycyjnych, skapitalizowanych przemysłów, które zagradzały drogę postępowi. Zatem samych przemysłowców możemy obdarować życiem. Co do handlowców, to, spodziewam się, porobili niezłe interesa na Ministerstwie Zaopatrywania. Śmiało możemy, po dojściu do władzy, zredukować ich”.

„A więc” – dodał, czyniąc na palcach rachunek – ukróciliśmy zapalny stan na Wschodzie, zmniejszyliśmy wszędzie liczebność ludności i zostawiliśmy aż nazbyt wiele wolnego miejsca dla odpowiedniego eksperymentu nad światem”.

„Dzieci z probówki”

W latach 30. XX w. była to wizja przyszłości, która współcześnie staje się rzeczywistością. O ile ktoś nie daje temu wiary, to trzeba jeszcze dodać, że ponad osiemdziesiąt lat temu uczeni ci projektując „państwo doskonałe” wyposażyli je we wszelakie dostatki, a mianowicie w służbę zdrowia, pożywienie, odzież, energię, środki transportu i łączności, w samoloty przekraczające barierę dźwięku, broń atomową, szklane domy i mieszkania, rozrywki, oraz w racjonalny podział olbrzymiej ilości wolnego czasu, jako szczodry dar nauki. Z dziedziny medycyny, uczeni ci zakładali przedłużenie życia i unicestwienie chorób, zmianę płci, czy też płeć dziecka zostanie poddana woli rodziców, oraz stworzenie człowieka z probówki, jako zaprzeczenie istnienia duszy. Dzisiaj wiemy, że zapłodnienie in vitro jest faktem. Dzieci urodzone przy użyciu tej techniki często są nazywane „dziećmi z probówki”.

Ritchie Cadler.
Fot. discogs.com.

Ritchie Calder w książce „Narodziny przyszłości w retorcie uczonych” pisze: „Macierzyńska miłość jest dla większości duszą macierzyństwa, tchnieniem boskości tak w ludziach, jak i w zwierzętach. A jednak dane mi było ujrzeć miłość matki w chemicznej próbówce.

Wyznaję, że gdy dr B. P. Wiesner podawał mi w Zakładzie Genetyki Zwierząt w Edynburgu próbówkę z zawartym w nie płynem, mającym być zaprzeczeniem istnienia duszy, uczułem niepohamowaną chęć wychluśnięcia jej. Byłoby to jednak bezcelowe. Wiedza jest podobna do posągu krokodyla, który czołga się po kamiennym murze Pracowni im. Monda Królewskiego Towarzystwa w Cambridge. Jest krokodylem dociekań, niemogącym zawrócić wstecz, zmuszonym iść naprzód z otwartą paszczą, zagrażając wszystkiemu, co napotka po drodze”.

Koniec Atlantydy

Szaleńcy ci, kiedy doprowadzili świat do katastrofalnej sytuacji, załadowali się na statek, lecz zamiast zwierząt Noego, zabrali do swojej arki plany, wykresy i formuły, według których mieli zbudować nową cywilizację. Wylądowali na Antarktydzie, gdyż według ich teorii, zaginiona Atlantyda znajdować się ma głęboko pod zamarzniętym antarktycznym lądem. Czekając na powrót, układali plany urzeczywistnienia Nowej Ery.

Nowy porządek świata opiera się na platońskiej filozofii i jego idei „państwa doskonałego”, Atlantydy. Jest on bluźnierczy i prowokujący sprawiedliwość Bożą. Tak jak budowniczowie „Titanica”, tak i masoni budują nowy porządek świata, którego ponoć żadna siła nie zdoła zniszczyć. W tym nowym porządku nie ma miejsca dla Boga i Praw Bożych. Kościół Katolicki ma być sprowadzony do roli sekty. Atlantyda Platona kończy się wielkim kataklizmem, gdyż „tym, którzy nie potrafią dojrzeć życia naprawdę szczęśliwego, wydawało się właśnie wtedy, że są osobliwie piękni i szczęśliwi, kiedy napełniała ich chciwość niesprawiedliwa i potęga”. Dlatego „później przyszły straszne trzęsienia ziemi i potopy, i nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna, a wyspa Atlantyda zanurzyła się pod powierzchnią morza i zniknęła”.

Loże narodowe są podporządkowane Wielkiej Loży Anglii

Jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że politykę zagraniczną Polski robi masoneria, to jasne się staję, że „okazanie solidarności” Wielkiej Brytanii jest gestem masońskim, braterstwem masońskim. Zamach Stanu dokonany przez Piłsudskiego był wielką tragedią dla Narodu Polskiego. Istotny wpływ na ten zamach wywarła polska masoneria. Bolesław Czachor w książce „Diaboliczny kult Piłsudskiego”, Poznań 2012, pisze, że „za zamachem stanu stał w istocie wpływ polityki brytyjskiej, która w tym samym mniej więcej czasie spowodowała podobne zamachy na Litwie i w Estonii”.

Tadeusz Cegielski
Fot. wikipedia.org

Wielka Loża Anglii przyznała sobie tytuł Macierzystej Loży Świata. Loże narodowe są podporządkowane Wielkiej Loży Anglii (poniżej). Tadeusz Cegielski, mason Wielkiej Narodowej Loży Polskiej w 1997 r. powiedział, że „loże masońskie muszą spełniać międzynarodowe kryteria, które spisali i narzucili całemu światu Anglicy. Są bardzo surowe i bardzo sformalizowane”.

Obóz Piłsudskiego zgotował Narodowi Polskiemu tragedię września 1939 r. Anglicy swoje cele w Polsce zrealizowali, i realizują masonami z Wielkiej Loży Narodowej Polski. Jest to wielkie niebezpieczeństwo dla Polski. To masoneria uczyniła Polskę „służebnicą cudzą”.

Według PiS, Wielka Brytania dla Polski jest sojusznikiem nr 1. W dniu 29 stycznia 2016 r. w Sejmie RP szef MSZ Witold Waszczykowski przedstawiając informację o zadaniach polskiej polityki zagranicznej m.in. powiedział: „Będziemy utrzymywać dialog i regularne konsultacje na różnych szczeblach z najważniejszymi partnerami europejskim – w pierwszej kolejności z Wielką Brytanią, z którą łączy nas nie tylko rozumienie wielu ważnych elementów agendy europejskiej, ale także podobne podejście do problemów bezpieczeństwa europejskiego” (http://www.tvn24.pl). W ten sposób Wielka Loża Anglii ma wpływ na politykę zagraniczną i wewnętrzną w prawie wszystkich państwach świata.

c.d.n.

Stanisław Bulza

Ilustracja tytułowa: Wielka Loża Anglii jest najstarszą na świecie obediencją wolnomularską. Zdjęcie z uroczystości 300-lecia. Fot. East News za: rp.pl, 08.04.2018.

Podkolorowanie fragmentów tekstu pochodzi od redakcji PCO.

Przeczytaj więcej artykułów Stanisława Bulzy na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .


2020.09.07.
Avatar

Autor: Stanisław Bulza