Dom Wariatów


Pandemia wstrzymała dekady dobrobytu Doliny Krzemowej. Tutaj odnotowano jedne z pierwszych przypadków wirusa w Stanach Zjednoczonych i tu wydano pierwsze decyzje o domowej izolacji.

Większość firm w tym Facebook i Google zdecydowały, że pracownicy nie wrócą do biur do końca 2020. Pracują zdalnie. Mimo, iż firmy o profilu informatycznym dostarczają światu usług online to ich funkcjonowanie jest oparte w dużym stopniu na bezpośredniej interakcji.

Najlepsza tego ilustracja są ich kampusy ze stołówkami, pralniami, siłowniami – wszystko dla podniesienia efektywności firmy. Dolina jest najdroższym miejscem do życia w Stanach. Większość jej mieszkańców może sobie pozwolić jedynie na wynajem. Jednopokojowe mieszkanie to co najmniej 3 tysiące dolarów. Ale juz nie. Wraz z opuszczeniem regionu przez dziesiątki tysięcy zdalnie pracujących zapadł się lukratywny rynek nieruchomości.

Musk zegna sie z Nut House

Do kryzysu z epidemia doszły pożary których człowiek nie jest w stanie powstrzymać bo mają swoje źródło w zmianach klimatycznych. Świat w którym żyłem przez trzydzieści lat szybko zmienia oblicze. Od chwili gdy znalazłem się w Palo Alto w latach 80-tych miasto przeistaczało się w światową stolicę branży informatycznej. Mieszkałem na California Avenue, ulicy która po jednej stronie graniczyła ze Stanfordem po drugiej z Stanford Research Park, miejscem narodzin Doliny Krzemowej.

Grająca szafa po lewej obok bankomatu. Wieczorami wypłacano setki dolarów. Tylko gotówka. Za muzykę trzeba było płacić a by wysłuchać swojego utworu nierzadko trzeba było poczekać pół godziny. Zapotrzebowanie było bardzo duże.

Na moich oczach, dosłownie za oknami mojego domu, otwierały swoje siedziby: Facebook, Apple, IBM, nieco dalej Google, Intel, Cisco, Adobe, eBay, Oracle. Rozrastały się i przenosiły do sąsiadujących miejscowości.

California Avenue była najbliższym miejscem gdzie pracownicy tych firm mogli wyjść na lunch, bądź spotkać przy piwie po pracy. Na ulicy widywało się wszystkich, którzy coś znaczyli w Dolinie. Prawdziwa aleja gwiazd. Tu zachodzili, mieszkający w sąsiedztwie, Mark Zuckerberg i Steve Jobs. Do firm mieli 3 minuty drogi. Pierwsza siedziba Facebooka była paręset metrów dalej na California.

Mark Zuckerberg był częstym gościem. Zanim się przeniósł do większej siedziby w Menlo Park, Facebook był paręset metrów dalej na tej samej ulicy. Mark mieszkał zaraz kolo firmy.

Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że na California, sto metrów od mojego domu, zamknięto kolejną ofiarę covidu, najstarszą knajpę, która była przystanią dla całego środowiska lokalnej społeczności IT. Podobne miejsca noszą nazwę dive-in bars – spelunek*.

Zbiórka by utrzymać bar przy życiu. Sprawdziłem. Zbyt mała suma by przetrwali. Tekst lepiej zrozumiały dla znawców języka angielskiego.

Wszystko potwierdzało właśnie taki charakter: odrapane ściany, brudne podłogi, wredna obsługa, która nie wdawała się w romanse z klientami. Podłóg celowo nie zamiatano całymi tygodniami. Były pokryte warstwami łupin z orzeszków ziemnych. Stąd się wzięła nazwa knajpy – Nut House, która w potocznym angielskim znaczy – Dom Wariatów.

Hippisi bocznymi drzwiami, ale to są właśnie boczne drzwi.
Każdy stawał się hippisem. Marycha tylko w „designated areas”. Ha ha… To znaczy gdzie?

Kiedy zacząłem tam chodzić wokół unosił się zapach wódy, piwa i jointów. Na ścianach wisiały plakaty z czasów hipisowskich, zapisane hasłami o wszystkich prywatnych sprawach klientów. Palenie w barze było zabronione od lat 90-tych, ale w męskiej toalecie zachował się napis: „Proszę nie wyrzucać niedopałków do pisuaru, trudno je potem zapalić”. Nie chodziło bynajmniej o zwykłe papierosy. Antyestablishmentowy charakter lokalu był oczywisty i właśnie z takiego wywodzili się młodzi, kreatywni twórcy Doliny. Wariaci, którzy marzyli o budowaniu cybertopii.

Kiedy z końcem XIX wieku małżeństwo Stanfordów zdecydowali na otwarcie w pobliżu uniwersytetu postawili miastu warunek: z ulicy musza zniknąć wszystkie bary. A było ich aż 13.

Dwa kilometry od nich na wzgórzach, były gęste lasy, w których trzebione drzewo na potrzeby oddalonego o 30 mil San Francisco. Drwale schodzili do miasteczka w weekendy by zrobić zakupy i korzystać z wszelkich miejskich uciech. Prosperowały bary i pokoje na godziny (dzisiaj bardzo elegancki Hotel California znany z małych pomieszczeń funkcjonuje do dziś).

Prawdę powiedziawszy nigdy tam nie widziałem nikogo pijanego!

Miasto odrzuciło ofertę Stanforda, bo podatki z barów i domów uciech przynosiły znaczne dochody. Stanfordowie wykupili ziemię w sąsiedztwie i wznieśli bramę, która (o naiwności) miała utrudnić studentom dojazd do knajp. Ulica przez lata ściągała najgorszy element alkoholików i kryminalistów. Strach było wyjść na ulice. W roku 1906 zakazano sprzedaży alkoholu. Nut House pod rozmaitymi postaciami przetrwał wszystkie czasy, nawet prohibicje.

Był przez dekady najbardziej egalitarnym miejscem schadzek robotników, studentów (szczególnie doktorantów), profesorów uniwersytetu, szefów firm, biznesmenów, pisarzy, aktorów, artystów. Zachodzili do niego Steve Jobs, Tim Cook, Elon Musk, Mark Zuckerberg, Larry Page i wielu, wielu innych.

Ktoś jeszcze opisze jego historię bo działy się w nim rzeczy niezwykłe jak w innych lokalnych barach np. w Oasis, gdzie miały miejsce spotkania założycieli Apple i paru innych korporacji.

Oryginalne Idee rodzą z dala od oświetlonych pomieszczeniach biurowych, w chaosie przypadkowych spotkań, w nieprzewidywalności, kiedy mówi się o rzeczach mniej ważnych, abstrakcyjnych, zanurza w pijackiej lub psychodelicznej ekstazie. Takich miejsc nie ma wiele. Zdarzają się i jakimś cudem utrzymują na powierzchni by zostać zmiecione przez wichry lepiej zorganizowanego świata.

Barmanka, twarda dziewucha. Pracowała tam przez co najmniej 20 lat.
Mam nadzieje, ze sciany zostaly sfotografowane bo informacje na nich zamieszczone byly intrygujące.

Kiedy parę lat temu przeniosłem się do Wrocławia szukałem czegoś podobnego. Znalazłem. Stara Drukarnia, bar w rozpadającym się budynku schowanym za elegancka fasada budynku Kazimierza Wielkiego 39. Niełatwo ją znaleźć. Wiedza o nim tylko starzy bywalcy. Alternatywne i przyjazne miejsce. Przychodzą stali klienci. Nieprzeciętni ludzie, chętni do podzielenia się swoja historia.

* Słowo spelunka pochodzi z łaciny i oznacza jaskinie. W staropolskim oznaczała rownież norę, jakże adekwatnie.

Źródło: artykuł i zdjęcia –  Zbigniew Stańczyk na FB, 18 września 2020.

Ilustracja tytułowa: Najtansza knajpa w miescie. Mieli wybor piw jakiego nie bylo w promieniu paru kilometrow. [zs]

*

Artykuł opublikowany za zgodą Autora.

Podkolorowania i wytłuszczenia w tekście pochodzą od redakcji PCO

*

*

2020.09.19.
Avatar

Autor: Zbigniew Stanczyk