Prawo do żartów / Lex jest jak kleks / Ohyda COVID-a


Prawo do żartów

Poważni ludzie z ich nadętymi minami. Oj, bo zaraz polubię Ukraińców, że na prezydenta wy­brali sobie błazna. Dziś mówią z łacińska – komika. Ale błazen to błazen. Ktoś chce, żeby nimi rzą­dził pajac, to ma za swoje. Ale, czy ci nasi tutaj to nie są bezetatowi pajace, którzy uciekli jak małpy z cyrku? Nasz Stańczyk, symbol zatwardziałych konserwatystów, czyli naszej zasiedziałej prawicy, czy to nie ta sama tradycja poważnych ludzi?

Przypomnijmy sobie, jak ich wyśmiewał Stanisław Wyspiański. Obraz prawicowca, to tępy muł, który narzeka na bagno, w którym siedzi. Nasiąknie w ten sposób borowiną, a to i zdrowe i po­noć wygląd poprawia. A prawica to chyba raczej coś więcej, niż tylko chytra tępota? Zobaczcie na Jezusa. On, symbol niemalże praźródło rewolucjonisty, był wzorem dla wielu bezbożnych chłyst­ków, którzy wszystko chcieli powywracać dla samego wywracania. A przecież Chrystus był tak bar­dzo na lewo, że zasiadł po prawicy Ojca. Dla ciasno myślącego cwaniaka, który tylko dlatego nie lubi żydów, bo żydzi są sprytniejsi od niego w sprawach interesów, to katastrofa w myśleniu.

I przychodzi taki do kogoś, kto coś tworzy, coś co ledwo zaczęło raczkować i z trudem wspi­na się na nóżki, i wali, że zrobi z nim interes: „Ty rób jak koń te swoje wynalazki a ja chcę od tego tylko 1/3 udziałów.” Tak, nie mówię „nie” – jakby powiedział w swój charakterystyczny sposób nasz były klown na tronie prezydenta. A ja jednak mam takie propozycje w głębokim poważaniu.

Wymyśliliśmy wyszukiwarkę ustaw na www.telksinoe.pl albo www.telksinoe.com [linki zewnętrzne]. Obie chodzą. Dziś daliśmy dwa kolejne roczniki. Setki ustaw w postaci jednolitej w roczniku. Wierzymy, że prawo jest dla ludzi i, aby ludzie zrozumieli, że jest za skomplikowane i źle napisane, muszą naj­pierw zobaczyć, jak to u nas wygląda. A nasza wyszukiwarka to umożliwia. Obnaża to pajacowanie Ustawodawcy. Bo co oni tam wypisują czasem, to ręce opadają.

A czemu nie zapisali w Konstytucji prawa do żartów? Albo nawet powszechnego prawa do żartów. Żeby człowiek mógł przynajmniej wyśmiać się z tego płodzenia prawa jak makaronu na uszy. Zawija taki i zawija, nawet chińskie pałeczki mu nie pomogą ani cała włoska tradycja datowa­na od Marco Polo. Na przykład proponuję to w takiej formie:

Każdy ma prawo do wyśmiania głupoty Ustawodawcy, nawet jeśli ustawa przewiduje inaczej.

Czy nie pięknie? I wtedy można wyśmiać i takich cwaniaczków, którzy chcieliby cudzą pracę łyknąć, choć pojęcia nie mają: co, jak i z czym to jeść? I potem taki powie: „Nie ma co się dziwić, że ża­den poważny człowiek nie chce z tobą gadać.”. Tak, na gadaniu to my daleko zajedziemy. Ale wra­cając na chwilę do włoszczyzny – po włosku to „bagno” to łaźnia. Poszedłby taki w to bagno się umyć. „A w ogóle to nic nie warte.” – dopiszczy. Tak, to czemu ktoś chce mieć 1/3 udziałów w niczym?

Czytelnik pewnie zachodzi w głowę: „O co temu tu autorowi chodzi? Może znowu bredzi o ja­kichś twierdzeniach a chciał powiedzieć coś innego?”. Autor to autor. Chciał powiedzieć, to, co po­wiedział. Nie błaznuje tu dla uciechy gawiedzi a omawia najbardziej poważną sprawę w Państwie Polskim – paskudnie i bezmyślnie sklecone prawo. Tony prawa. Zrobię może kiedyś zestawienie sta­tystyczne tego rozrastającego się potwora, gdzie prawnicy podżegają jeszcze do bardziej skompli­kowanego. Mówi się, że w mętnej wodzie łatwiej się ryby łapie. Już tam nie znam się na wędkar­stwie, ale popróbuj w mętnej wodzie złapać pstrąga. Toż on muchy nie zobaczy a tę rybę łapią na muchę. Oczywiście nie na muchę odzianego w szpanerki garniturek politykiera. Ale na takiego sztucznego owada i oczkami z żywicy.

I pomyśleć, że ci przed wojną w dwadzieścia lat napłodzili mniej prawa niż ci teraz w ciągu roku. Nie ma co się dziwić, że taki współczesny Prezydent nie wie, że ustawa 1-go maja 2021 roku odda Polską Ziemię w niemieckie łapy. Jak miałby to przeczytać, jak do czytania potrzebny jest wó­zek widłowy i TIR? „Prawo na wagę. Do koloru do wyboru.” – i wal tu potem w kaduceusz.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 22 września 2020.


Lex jest jak kleks

I co znowu ta łacina? A może to imię kota? Tego inspiratora ochrony praw zwierząt futerko­wych w Polsce? Koszalin jest ciągle w Polsce, bo jeszcze go zdradliwe pisiory nie oddały Niemcom, ale termin już blisko bo mało czasu do 1-go maja 2021 roku, gdy wygaśnie ustawa o wstrzymaniu sprzedaży zie­mi. Sprawdźcie w naszej wyszukiwarce ustaw www.telksinoe.pl [link zewnętrzny] . Ustawa z 2016 pozy­cja 585. Linka nie podaję, bo ustawy pływają także i u nas, bo stale w nich majstrują, zmienia się (wstecznie) liczba ustaw w postaci jednolitej na stronie Sejmu i numeracja u nas także pływa.

Po łacinie ius i lex to po prostu prawo. A pamiętacie Dyndalsia z „Zemsty” Fredry: „Żyd, ja­śnie panie. Lecz w literę go przerobię.”? Cześnik miał przeprawy z Dyndalskim w kwestiach zapew­ne nie tylko epistolograficznych. Mam tu swój pomysł, jak to było z tymi żydami w Polsce. Dziś nam mówią, że żyd, w znaczeniu: „O, żyd.” – gdy ktoś się o coś potknie, albo zrobi kleksa, to skutki niena­wiści Polaków do żydów. Nie wiem, ja takiej nienawiści nie czuję. Wiem jedno, że to sposób patrze­nia żydów na polską rzeczywistość. Tyle wieków mieli tu jak u Pana Boga za piecem, gdzie inne na­rody europejskie straszliwie ich prześladowały i goniły od siebie. Leźli tu do Polski. Szukali schronie­nia. Wszędzie niemal w Europie ich nazwa wywodzi się od Judy i Judei. W Polsce słowo żyd nijak nie kojarzy się z Judą. Zatem, może jest starsze niż żyd w odniesieniu do Izraelity? Może pierwotnie znaczyło coś jakby: zawalidroga, ktoś, kto w czymś przeszkadza lub niewybaczalny błąd. Choć Dyn­dalski w swym uporze, wiadomo Polacy znęcali się nad biednymi żydkami, postanowił go przerobić w literę. Nie wiem jak i przy użyciu jakich narzędzi, ale próbował, by epistoła jakoś wyglądała. Bo do damy, to jak można z kleksiskami.

Dziś wiemy, jak żydzi wykorzystują prawo dla swoich potrzeb – i Boskie i ludzkie. Nasi przod­kowie nie wiedzieli? Byli ślepi? Gdy pan kazał żydowi zbierać podatki w swoim imieniu, to prosty lud nie widział, ze żydowski poborca ciśnie powołując się na prawo? Zatem domyślcie się sami peł­nej treści tego tytułu na górze.

Ten rzekomy konflikt między klasykami i romantykami w Polsce, zanim doszło do Wielkiej Emigracji po Powstaniu Listopadowym, to według mnie wymysł. Oni wszyscy byli Polakami i nie mieli interesu kłócić się o bzdury. O jakąś stylistykę. Zacytujmy za Janem Śniadeckim, co pisał w swej dłuższej wstawce „O języku polskim” właśnie o języku polskim:

„Panowania cudzoziemców wypędziły go ze dworu; w szkołach publicznych prawie żadnego nań nie miano względu i baczności. Panowie gardząc instrukcyją publiczną, więcej siebie i swe dzie­ci ćwiczyli w językach zagranicznych jak ojczystym; zniszczenie miast przez starostów, konfederacye i zawieruchy krajowe, bezbożne ujarzmienie ludu, wprawienie go w opilstwo i niedołężność i odsu­nienie od nauki, wprowadzenie sromotnej łaciny jurystów do sądów i trybunałów koronnych na uwiecznienie i tuczenie pieniactwa, po śmierci Skargi kościoły i ambony przez zaniedbanie wycho­wania duchowieństwa, zepsutą mową i arlekińskimi konceptami zniewalające religię, rozsądek i ję­zyk, wszystko to razem gnębiło i ciemiężyło mowę kra­jową…”

A wcześniej o polszczyźnie tak napisał:

„Mój Boże! rzekłem sobie w gorzkim westchnieniu, trzebaż było jeszcze tej ostatniej klęski na nieszczęśliwy i tylą dolegliwościami trapiony naród, żeby nawet mowę ojczystą, ten jeden zabytek jego chwały grzebać i niszczyć! żeby w stolicy przemawiano i pisano językiem, którego już szczery Polak zaczyna nie rozumieć! Gnębili nas Niemcy od dawna tylą politycznymi uciskami, przywłasz­czeniami i grabieżą. Maż im się jeszcze udać zaciemniać nas i durzyć swoją osowiałą metafizyką, wśród wieku bogatego w tyle nauk czystego smaku, rozumu, obserwacyi i doświadczenia?”

Dalej nie będę cytował, bo mi pióro także wypadnie z ręki jak Śniadeckiemu, choć piszę pió­rem elektronicznym i wirtualnym. Dodam tylko to krótkie zdanko tegoż autora: „Język powinien usługować myśleniu, nie więzić je i krępować.”. Takie słowa jak „tylą”, „odsunienie” czy „usługo­wać” – to słowa niesłusznie z polszczyzny wyrugowane. Słyszycie, jak brzmią po wiekach?

A dla zrozumienie, o co idzie autorowi w tym tekście, weźmy jeszcze cytat ze Stanisława Sta­szica z przydługiej, lecz wdzięcznie napisanej wstawki „O nauce” w rozdziale „Proces naukowego po­znania”:

„Polityka dotychczas ledwo jest warta nazwiska umiejętności, bo jeszcze nie zna pewnych po­czątków, których prędzej nie odbierze, dopokąd nauka obyczajności wszystkich swoich prawd nie pozna.”.

I na tym skończmy cytowanie. Czemu cytujemy? Cóż przed nami też byli autorowie czy, jak kto woli, autorzy. Pisali. Czy kto to czytał? A czy kto dziś czyta Śniadeckiego bądź Staszica? Nie dali­śmy sprawy o ustawie o zawłaszczeniu Polskiej Ziemi na początek, by zdradzić puentę wstawki, bodź przecież wszyscy już ją znają, albo powinni ją znać, bo to tajemnica poliszynela, że na tę ziemię dybią Niemcy a Naród Polski na to zobojętniał. Co więcej, zobojętniała na to inteligencja polska. In­telektualiści nie kwapią się poruszać tego chamskiego tematu, by nie posądzono ich w ich wydelika­conych pozach, właśnie o chamstwo. A wszyscy żłopią to samo podrabiane przez Chińczyka piwsko udając potomka austriackiej rodziny panującej. Żłopać piwsko to już potrafimy, ale wypadałoby się nauczyć myśleć?

Powtórzy się historia, o której pisali autorzy klasycystyczni. I ta nad którą płakali romantycy. I potem następni. Dziś nic nie ubyło tym cytowanym fragmentom. Oddajemy nawet język w obce łapy, bo tak nam jest wygodne. Miałem nie dawać tu zdjęć o czysto literackim wydźwięku, bo takie zdjęcia nieco zaciemniają obraz sytuacji. Za dużo komentują.

Podobno minister zdrajca, który oddał Polską Ziemię w ręce kleksów i zawalidróg a zabronił oddania jej polskim rolnikom, chce się podać do dymisji. Czy uratuje go to przed moim toporem ka­towskim? Małe szanse. Czy pisarze przede mną dadzą mi natchnienie, by pokazywać, jak wygląda Polska dzisiaj, by nie powtórzyły się te haniebne wyczyny naszych przodków? Nie wiem. Na pewno zaczerpnę od nich umiejętności obracania słowem, bo innego wyjścia nie ma. Jeśli nie przekonam Narodu, że nie tędy droga, by oddawać Polską Ziemię odwiecznemu grabieżcy i przywłaszczycielo­wi, to nie uratuje się ten Naród sam przed sobą. Znowu siądzie i będzie jęczał nad sobą, że mu cięż­ko i źle. Zostanie mu tylko literatura z kibla rodem, choćby najbardziej nawet pomysłowa.

fot. Andrzej Skorski

A lud tak oto komentuje dokonania tej niby­umiejętności… Miałem tu nie cytować a jednak cytuję. Bo czym jest to zdjęcie, jeśli nie cytatem? Jakież to prawdy swej obyczaj­ności poznała dotąd nauka owej obyczajno­ści, skoro płodzi takie kwiatki? A w istocie kwiatki sadzi. Bo co można zrobić, oprócz sa­dzonego albo le­piej sadzanego w takim ustronnym przybytku? I my takim ludziom oddajemy prawo do decy­dowania o losach Rzeczypospolitej? Co się z nami stało? Cał­kiem już otępieliśmy od braku dobrej litera­tury? Jest za to literatura nagra­dzana, zupeł­nie jak ten kiblowy wykwit, który przynaj­mniej odzywa się w szczery sposób.

Ludność, jak widać, pisze. I to z duszkami wo­kół liter. Niemal grafika trójwymiarowa. Nasz ję­zyk niewiele się wzbogacił od czasów Śniadeckiego. Poszarpany i poniewierany jakoś się katula, ale gdy trzeba coś wyrazić, stale odwołujemy się do cu­dzoziemszczyzny, jak wtedy. Do czasów najgor­szego zepsucia i upadku. Czy to jest język i słownic­two totalnej opozycji? Czy jestem w totalnej opo­zycji do czegoś? Na przykład do zakłamanego Rządu żydów w Polsce? Cóż, skoro jest Rząd totalny, to jest i totalna opozycja. Ale ten Rząd to tylko aspi­rant. Marzy mu się totalna kontrola i władza ab­solutna a wszystko mu się rozłazi w szwach li tylko z powodu głupich skórek. Uznali, że chodzenie w futrach ze zwierząt to fanaberia i chcą do tego pele­tonu dołączyć. A iluż to jest w tym peletonie? Parę krajów. Mnie bardziej interesuje, kto zapłacił pi­siorom za tę ustawę a teraz chce przenieść tę produkcję gdzie indziej, by dalej na niej kroić. Co w odniesieniu do skórek zdzieranych z grzbietów zwierząt, jest iście oczywiste. Cieszmy się, że ci mania­cy kontroli nie wpadli na pomysł, by kroić nas i z nas skórki zdzierać. Niewiele brakuje, by to talmu­dyczne towarzystwo poszło w tę stronę.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 24 września 2020.


Ohyda COVID-a

Ponoć są dwie szkoły: jedna mówi, że to wszystko prawda, że to prawdziwa pandemia, kara od Boga a druga, że to wymysł, że to spisek, że masoni, żydzi i tak dalej. Niestety widzę to zupełnie inaczej i ciągle uważam, że wirus ten ma cechy haplogrupowe haplogrupy zachodnioeuropejskiej. Oczywiście teraz obraz się rozmazał zupełnie, bo nadmiar informacji to najgorsza rzecz dla zdoby­wania wiedzy.

Pisałem o tym w tekstach o haplowirusie haplogrupy r1b. Jednak dzięki temu haplowirusowi dowiedzieliśmy się o kilku wartościowych rzeczach. Skutkiem wstrzymania nadmiernego transportu w wielu miejscach na Ziemi widać było w końcu po horyzont. Chmury na niebie były zwyczajne a nie pozorny kondensat pary wodnej z silników lotniczych, który zasłania nieraz przeszło 20% nieba.

Ktoś sprytnie zauważył, że jedyną metodą wychłodzenia nadmiernie rozwijającej się świato­wej gospodarki, opartej w końcu na skończonych i kończących się zasobach, jest postraszyć ludzi chorobą, która zabija bardziej niż inne. Okazało się, że jak na razie, ta choroba nie zabija bardziej niż zwykła grypa. Jednak gospodarka stanęła i może czas na refleksje. Gdybyśmy zaczęli myśleć i na­uczyli się korzystać z zasobów roztropniej, może przetrwamy. Tak jak jest teraz, zginiemy nie na skutek covidowania, ale na skutek tego, że wyeksploatujemy złoża naturalne.

Jednak mnie interesuje w tym inny aspekt. Co robi COVID w polskich ustawach? Czy nie wy­starczyło wydać jakieś rozporządzenia rządowe i na tym poprzestać? Kto nawsadzał w ustawy tyle tego siana o tym wirusie? W 2020 roku (czyli obecnym) 19-cie ustaw, w 2019 roku 9 ustaw, w 2018 roku 2 ustawy i w 2017 roku też 2 ustawy. Nie wliczam tu ustaw o zmianie ustaw. Poprzestaję na ustawach w postaci jednolitej za www.telksinoe.pl.

Dawno temu autor naszego hymnu narodowego Józef Wybicki w książce „Myśli polityczne o wolności cywilnej” pisał:

„Myśl przecię moja nie jest, aby wiele coraz nowych głosić ustaw. Powiem owszem, iż ich wielość dowodem jest nieszczęśliwego, zepsutego narodu. Corruptissima Respublica plurimae le­ges [1]. Jedno prawo kardynalne może ocalić i ugruntować kraj cały. Mało praw cywilnych mogą życie, sławę, majątek każdego ubezpieczyć mieszkańca. Niech tylko będą w krótkości słów używanych wy­rażone, niech będą jasne, by przez dwuwykładność podłym nie podchlebiały wykrętom.”.

A tu panowie sejmiści nawtykali waty na setki stron w prawie każdą ustawę. Są takie, które mają grubo powyżej trzystu stron i to gęstym drukiem na formacie A4. Jednak wolałbym przełożyć ten cytat łaciński jako – Zepsuta Rzeczypospolita licznym prawem. Albo: Licznym prawem zepsuta Rzeczypospolita.

Nie ma gorszej tyranii niż nadmiar niepotrzebnego prawa.

Co, chcieli COVID-a po­konać ustawami? Nadpłodność ustawowa naszego oszalałego Sejmu znana jest od lat, ale teraz popis dają taki, jak nigdy. Co zmienią ustawy, których nawypisywali teraz? Nie mogli się powstrzymać? Ten wirus stanie się bohaterem ustaw jak żaden twór białkowy.

Potem się dziwić, że 1-go maja 2021 roku Niemiaszki chapną Polską Ziemię, bo w tej powodzi do niczego nie służącego prawa, ktoś – czyli nikt – nie zauważy, że wyparuje nam nawet kilkanaście procent powierzchni kraju. A Niemiaszki ostrzą sobie zęby i na lasy, które zaraz potem też udające głupiego pisiory oddadzą w ich łapska. Czemu? Sam sobie odpowiedz, drogi Czytelniku.

Prawo nie uratuje nas przed czymś, co może nie być ani przypadkiem a tym bardziej dopu­stem boskim, ani żadnym spiskiem nieudaczników z tajnych związków, którym marzy się jakiś mi­tyczny nowy porządek Świata. Nikt nie wysilił się, by sprawdzić, co to jest. Prawda – jak to na woj­nie – znowu umarła pierwsza. I czy w zadziwienie wprawia, że jutro wyjdą na ulice rolnicy, zmani­pulowani do cna, bo elektorat pisiorski ma protestować przeciwko pisiorskiej ustawie skórkowej. I to z czerwonymi. A co pisdokracja chce ukryć przed nami tymi cyrkami? Co naprawdę robi z Polską? Raczej znowu wy­wołają chaos i bałagan, jak to u nas. Widmo Jakuba Szeli szczerzy zęby.

[1] W najbardziej zepsutej rzeczypospolitej najliczniejsze prawa.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 29 września 2020.


Opublikowano za zgodą Autora.

Wytłuszczenia i podkolorowania w tekście pochodzą od redakcji PCO.


2020.09.30.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel