COVIDOWE JEŻE – BIOTERROR [Część I.]


Chciałbym w niniejszym cyklu zatytułowanym „Covidowe jeże” przypomnieć to, o czym pisałem w jednej z moich książek, w roku 2008. Z czasem dojdę do tytułowych jeży.

Wraz z zakończeniem wojny skończyło się oficjalne poparcie dla skompromitowanej eugeniki. Naukowcy zeszli do podziemia i podjęli działania maskujące. Wielu z nich zostało antropologami, biologami i wziętymi genetykami. Od tej chwili eugenika stała się Biologią Społeczną. Dotychczasowa „Liga Kontroli Urodzeń” została przemianowana na „Planowanie Rodziny”[1]. Wyrażenia „higiena rasowa” i „darwinizm społeczny” zastąpiono nowymi kluczami-wytrychami, w rodzaju: „kontrola populacji”, czy „ochrona środowiska”. Szef ONZ[2] i eugenik, Julian Huxley, doszedł do wniosku, że skoro eugenicy zakładają ruchy ekologiczne, to należy je wykorzystać do wsparcia idei tworzenia Ogólnoświatowego Rządu. Wspólnie z założycielami Klubu Bilderberg, o którym więcej piszę w rozdziale NAFTA,  byłym oficerem SS – holenderskim księciem Bernhardem i księciem Filipem[3] z Anglii, utworzył fundusz WWF[4]. W ten prosty sposób miś panda z logo funduszu wszedł w kolaborację z globalistami. A towarzystwo ma szczególne. Według DPA[5], w sierpniu 1988 roku, książę Filip powiedział:

Gdybym mógł się zreinkarnować, chciałbym wrócić jako śmiertelny wirus, by rozwiązać problem przeludnienia.

Czyż nie jest zupełnie fantastycznym tak cudowny zbieg okoliczności, jak przypadająca dokładnie 11 września 2001 roku, 40 rocznica powstania tego tworu? Ach, ta magia liczb!

Śmiertelne wirusy są jednak wszechobecne i nie musimy czekać do śmierci księcia Filipa, by dostrzec ich niszczycielską siłę. Boimy się ich, ale czy rozumiemy skąd się biorą i czy naprawdę nie ma na nie leku?

Przyzwyczajono nas do tego, że kiedy słyszymy słowo terror, oczyma duszy widzimy uzbrojonych szaleńców walczących w imię przeróżnych idei. Media krzyczą: bojówki, separatyści, ekstremiści, terroryści!

Pokazują opasanych taśmami nabojów, zamaskowanych osobników z karabinkami Kałasznikowa lub eksplodujące na ulicach miast samochody. Czy jednak są to prawdziwi terroryści? W świetle encyklopedycznych określeń z pewnością tak, bo sieją strach i grozę w swoich cyklicznych, spektakularnych atakach. Jednak, jak podaje encyklopedia internetowa Wikipedia: „Terroryzm jest najczęściej definiowany jako użycie siły lub przemocy przeciwko osobom lub własności z pogwałceniem prawa, mające na celu zastraszenie i w ten sposób wymuszenie na danej grupie ludzi realizacji określonych celów. Działania terrorystyczne mogą dotyczyć całej populacji, jednak najczęściej są one uderzeniem w jej niewielką część, aby pozostałych zmusić do odpowiednich zachowań.”[6] Bardzo trafnie! „…mogą dotyczyć całej populacji”. I dotyczą. Bowiem największymi organizacjami terrorystycznymi są te, które mają bezpośredni, zgubny wpływ na życie codzienne milionów ludzi. To może brzmieć obrazoburczo dla bliskich ofiar zamachów ETA[7], IRA[8], Czerwonych Brygad[9], Świetlistego Szlaku[10], czy Hezbollah[11]. Jednak, to nie te grupy są największymi terrorystami dzisiejszego świata. Są nimi od dawna organizacje wspierane oficjalnie przez rządy, czyli kartele i rządy same w sobie.

Piszę o tym w rozdziale BIOTERROR, bo ten wszechobecny terror dotyka nas od chwili poczęcia, przez całe nasze życie, aż do samej śmierci. I niekoniecznie musi być kojarzony z materiałami wybuchowymi i uprowadzeniami dla okupu. Bronią tych terrorystów, o których mówię są pieniądze i władza. Amunicję stanowią media i polityczna poprawność. Znajdujemy się pod ciągłym ostrzałem doniesień prasowych i telewizyjnych. Codziennie dosięgają nas odłamki eksplozji nienawiści i zmasowany atak prania mózgów. Zaczynamy bezwiednie brać udział w tej ciągłej terrorystycznej walce, nie wiedząc często, że właśnie stanęliśmy po którejś ze stron konfliktu. Najczęściej przegrywamy, jako społeczeństwo i opowiadamy się po stronie naszych ciemiężycieli. Dotyczy to na przykład, bezzasadnych z założenia dyskusji o prawie do zabijania dzieci w łonach matek, nazywanego, by brzmiało strawniej,  aborcją. Już mówiąc o tym takimi słowami oszukujemy sumienia, więc potem jest tylko łatwiej. Niektóre encyklopedie podają, że samo wyrażenie pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego poronienie. Tak, ale nie podają już, że to abort w języku angielskim oznacza przerwać, usunąć, powstrzymać. I to jest dokładne tłumaczenie wyrazu, którym zastąpiono słowo zabójstwo. Ogarnął nas  już wszechobecny relatywizm. Mordowanie naszych dziadków i rodziców nazywamy eutanazją. A co pomiędzy? Między chwilą narodzin, jeśli do nich dojdzie, a chwilą śmierci, która nadejdzie na pewno, ludzie terroryzowani są bez przerwy. Swój wpływ na nasze życie mają lekarze, przemysł farmaceutyczny, firmy produkujące żywność, fabryki wytwarzające przedmioty codziennego użytku. W skrócie, przedsiębiorstwa i regulujące ich działania przepisy prawne. Kartele i politycy. Oba te ciała przenikają się zresztą ze sobą wzajemnie. Bardzo trafny i interesujący opis tego zjawiska przedstawił w swojej książce „Świat bez raka” George E. Griffin[12]:

W latach poprzedzających II wojnę światową narodził się w Niemczech międzynarodowy kartel. Opanował on światowy przemysł chemiczny i farmaceutyczny. Swoimi działaniami objął 93 państwa i stał się potężną siłą polityczno-gospodarczą na każdym kontynencie. Nazywał się I.G. Farben.

I.G. to skrót od Interssen Gemeinschaft, po niemiecku „wspólnota interesów”, innymi słowy „kartel”. Farben to po prostu „barwniki”. Współczesny przemysł chemiczny rozwinął się dzięki produkcji barwników. Owa kategoria chemikaliów brzmi niewinnie, lecz w praktyce obejmuje całą dziedzinę produkcji chemicznej, w tym i farmaceutykę oraz przemysł zbrojeniowy.

Leki i broń — dwa potężne motory działań ludzkości. Jeden obiecuje zdrowie i dłuższe życie, drugi zaś jest środkiem śmierci i zniszczenia. Ze wszystkiego na tym świecie ludzkość najbardziej pożąda tego pierwszego, zaś najbardziej unika drugiego. Ten, kto ma w garści broń i leki, trzyma też kij i marchewkę dla całej ludzkości.

Podstawowym składnikiem niemalże wszystkich chemikaliów, także materiałów wybuchowych i leków, jest smoła węglowa i ropa naftowa. Gdy wynaleziono silniki wewnętrznego spalania, wartość owych substancji, protoplastów benzyny, dała ludziom je przetwarzającym władzę nad światem tak wielką, że aż przerażającą. Innymi słowy, dziś rozwój cywilizacji napędza machina chemii. Jej paliwem jest ropa. Kiedyś władzę dawało złoto, dziś ropa. I tak się stało, że teraz oba te bogactwa kontrolują ci sami ludzie.

Howard Ambruster, autor ksiązki „Treason’s Peace”, tak podsumowuje ten problem:

‘I.G. Farben uważa się zwykle za wielki niemiecki kartel, który opanował światowy przemysł chemiczny, dzięki czemu jego zyski trafiają do siedziby we Frankfurcie. Jednakże Farben nie jest po prostu firmą, którą Niemcy założyli do zarabiania pieniędzy w swej ojczyźnie i poza jej granicami. Musimy ją uznać za to, czym jest naprawdę: spiskową organizację, która dzięki swym filiom zagranicznym i tajnym powiązaniom kieruje szeroką i bardzo wydajną siatką szpiegowską; jej celem jest opanowanie świata i stworzenie globalnego superpaństwa kierowanego przez I.G. Farben.’

Większość naukowej wiedzy, dzięki której przemysł niemiecki zajął pierwsze miejsce w dziedzinie chemii organicznej, jest wynikiem pionierskich prac słynnego chemika Justusa von Leibiga. Ciekawym zbiegiem okoliczności von Leibig tuż po ukończeniu studiów w 1824 roku zainteresował świat nauki swoją pracą o chemicznych właściwościach gorzkich migdałów — które zawierają dużo witaminy B17. Stwierdził w nich obecność aldehydu benzoesowego, substancji która niszczy komórki rakowe, lecz nie podjął dalszych badań w kierunku zastosowania swych odkryć w leczeniu raka.

I.G. Farben powstało w roku 1926 dzięki geniuszowi dwóch osób: przemysłowca niemieckiego Hermanna Schmitza oraz szwajcarskiego bankiera Eduarda Greuterta. Wkład Greuterta w interes polegał na prowadzeniu „lewych” ksiąg rachunkowych i machlojek finansowych mających ukrywać fakt posiadania przez I.G. Farben rozlicznych spółek zależnych. Schmitz był dyrektorem Deutsche Reichsbank oraz szwajcarskiego Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Szefowie I.G. Farben byli zatem od początku związani z międzynarodowymi bankami.

Do 1 września 1939 roku I.G. Farben stała się największą firmą przemysłową w Europie, największą spółką chemiczną na świecie i częścią najpotężniejszego kartelu w całej historii. Trzeba całej godziny by wymienić nazwy wszystkich spółek wchodząc w jego skład, a było ich ponad 2000.Gdyby zawęzić tę listę do spółek, które I.G. Farben była bezpośrednim właścicielem, zajęłaby ona wiele stron. Poniżej podajemy kilka najsłynniejszych:

Na terenie Niemiec kartel posiadał sześć największych firm chemicznych i obejmował praktycznie cały przemysł ciężki, szczególnie przemysł stalowy. Hermann Schmitz był członkiem rady nadzorczej zakładów stalowych Kruppa oraz wielkiego kombinatu stalowniczego Vereinigte Stahlwerke. Kartel kontrolował łącznie ponad 380 firm niemieckich.

Jeżeli chodzi o resztę Europy, to I.G. Farben zdominowała takich gigantów jak Imperial Chemical z Wielkiej Brytanii, francuskiego Kuhlmanna i Allied Chemical z Belgii. Leslie Waller w swojej książce „The Swiss Bank Connection” dość skromnie opisuje wpływy niemieckiego molocha:

‘Poprzez powiązania w Bazylei I.G. Farben podbiła światowy przemysł chemiczny, zabezpieczając swoje interesy w sposób niejawny w spółkach na terenie Anglii, Belgii, Francji, Grecji, Holandii, Norwegii, Polski, Rumunii i Węgier, a także w krajach Ameryki Południowej, w Szwecji i Stanach Zjednoczonych.’

W USA kartel podpisał umowy z różnymi spółkami krajowymi, w tym z Abbot Laboratories, Alcoa, Anaconda, Atlantic Oil, Belland Howell, Borden Company, Carnation Company, Ciba-Geigy, Dow Chemical, DuPont, Eastman Kodak, Firestone Rubber, Ford Motor Company, General Drug Company, General Electric, General Mills, General Motors, General Tire, Glidden Paint, Goodyear Rubber, Gulf Oil, M.W. Kellog Company, Monsanto Chemical, National Lead, Nestle, Owl Drug Company, Parke-Davis & Company, Pet Milk, Pittsburgh Glass, Proctor & Gamble, Pure Oil, Remington Arms, Richfield Oil, Shell Oil, Sinclair Oil, Socony Oil, Standard Oil, Texaco, Union Oil, U.S. Rubber oraz setkami innych firm.

Lista firm, których I.G. Farben była jawnym właścicielem lub których większość akcji posiadała (lub posiadła) jest równie imponująca. Były nimi Bayer (producent aspiryny), American I.G. Chemical Corporation (producent błon i akcesoriów fotograficznych), Lederle Laboratiories, Sterling Drug Company, Hoffman-LaRoche Laboratories, Whitehall Laboratories, Frederick Stearns & Company, Nyal Company, Chef-Boyardee Foods, Breck Inc., Heyden Antibiotics, MacGregor Instrument Company, Antrol Laboratories, International Vitamin Corporation, Cardinal Laboratories, Van Ess Laboratories, William S. Merrill Company, Jensen Salsberry Laboratories, Loesser Laboratories, Taylor Chemical, Ozalid Corporation, Alba Pharmaceutical, Bristol Meyers, Drug Inc., Vegex Inc., Squibb & Sons Pharmaceutical oraz dziesiątki innych, z których większość była właścicielami innych firm, zaś te posiadały mniejsze spółki (niekoniecznie „małe”).

Do roku 1929 I.G. Farben zawarła szereg umów kartelowych ze swoim największym amerykańskim rywalem, firmą DuPont. DuPont była wielką firmą i nie chciała współpracować z I.G. Farben, zwłaszcza że Niemcy chcieli dominować we współpracy. Dlatego wiele umów I.G. Farben podpisała przez swoją spółkę zależną — Winthrop Chemical, przez Imperial Chemical i Mitsui, partnera z Japonii. W roku 1937 American I.G. posiadała znaczną ilość akcji DuPonta i Eastman Kodak. Kolejny holding I.G. Farben, Olin Corporation, zaczęła produkować celofan na licencji DuPont.

Dlaczego DuPont, gigant przemysłu, w końcu ugiął się i wszedł do kartelu z I.G. Farben? Bo zrobiła to firma Standard Oil z New Jersey. Sojusz obu tych Goliatów groził DuPontowi silną konkurencją w USA. I być może poradziłby sobie z I.G. Farben, ale nie z imperium Rockefellera jednocześnie. To dzięki Standard Oil powstała ogromna „wspólnota interesów” I.G. Farben, Standard Oil, Imperial Chemical, DuPont oraz — jak dalej przekonamy się — Shell Oil.

I.G. Farben sfinalizowało umowę z Shellem i Standard Oil w 1929 roku. Historia tej umowy jest fascynująca i zdradza zakulisowe działania firm, które dla przeciętnego obserwatora są konkurentami.

Niemcy przegrały I wojnę światową z wielu powodów, w tym — z braku paliwa. Przywódcy niemieccy uznali, że nie mogą dopuścić do tego, by kraj stał się zależny od zewnętrznych dostaw benzyny. Nie dysponowali, co prawda, własnymi złożami ropy, lecz węgla mieli pod dostatkiem. Dlatego jednym z pierwszych zadań niemieckich chemików po pierwszej wojnie była synteza benzyny z węgla.

W roku 1920 dr Bergius opracował metodę masowej produkcji wodoru oraz przetwarzania go w ciekłe produkty węglowe przy udziale wysokich ciśnień, temperatury oraz określonych katalizatorów. Niemcy mieli zatem już technologię rafinacji benzyny. I.G. Farben nagle wkroczyła na rynek paliwowy.

Można by podejrzewać, że kartel od razu przystąpi do jej produkcji, lecz stało się inaczej. Plan Niemców zakładał zainteresowanie procesem produkcji ówczesnych producentów ropy i wykorzystanie ich patentów do zdobycia koncesji oraz przewagi w innych dziedzinach biznesu. Taką przynętą zwabiono Standard Oil, która pociągnęła za sobą DuPonta. Plan wypalił.

W marcu 1926 roku do zakładu Baldische w Ludwigshafen przybył Frank Howard ze Standard Oil. Ujrzał tam rzecz zdumiewającą: benzynę robioną z węgla! Zaszokowany napisał do Waltera Teagle’a, prezesa Standard Oil, następujące słowa:

‘Na podstawie moich obserwacji i rozmów dziś przeprowadzonych uważam, że firma nasza staje przed najpoważniejszą kwestią w swojej historii (…).

Zakład Baldische jest w stanie wyprodukować wysokiej jakości olej silnikowy z lignitu i innych odmian węgla niskiej jakości, w ilości sięgającej połowy surowca węglowego. Oznacza to całkowitą niezależność Europy od dostaw ropy z zewnątrz. Pozostaje nam jedynie konkurencja cenowa (.).

Nie zamierzam ukrywać żadnych szczegółów, jest to po prostu moja opinia.’

Negocjacje między koncernami trwały trzy lata. Umowę kartelową podpisano 9 listopada 1929 roku. Jej najważniejsze punkty stanowiły: Standard Oil otrzyma połowę praw do procesu uwodorniania we wszystkich krajach poza Niemcami. Dzięki temu Amerykanie mogli kontrolować swoich konkurentów na tym polu, a przynajmniej czerpać z nich zyski. W zamian Standard Oil oddało I.G. Farben 546 tysięcy akcji, wartych ponad 30 milionów dolarów. Obie strony postanowiły również nie konkurować ze sobą na rynku paliwowo-chemicznym. Gdyby Standard Oil zamierzała wejść na rynek farmaceutyczny lub chemii przemysłowej, to jedynie jako partner I.G. Farben. Z kolei Farben zgodziła się wchodzić na rynek paliw jedynie jako partner Standard Oil. Każda ze stron wyrzekła się „planów lub działań (…) rozwoju domenie działania drugiej strony umowy mającym na celu działania konkurencyjne”.

Jak to ujął Frank Howard ze Standard Oil:

‘Można nazwać I.G. naszym partnerem w przemyśle chemicznym (…). Żadna ze stron nie zamierza i nie chce ze sobą konkurować.’

Celem realizacji umowy obie strony powołały wspólne spółki. Jedną z nich była International Hydrogenation Patents Company (IHP). Shell Oil również został partnerem w tym przedsięwzięciu, którego celem nie było powszechne promowanie procesu uwodorniania, ale jak najściślejsza nad nim kontrola. Według oficjalnego memorandum Standard Oil:

‘IHP powinna bacznie śledzić rozwój sytuacji w krajach w których posiada patenty i winna być dokładnie informowana o wszelkim zainteresowaniu procesem uwodorniania i perspektywami jego wprowadzenia (.). Nie powinna jednak wzbudzać tego zainteresowania w krajach, w których go nie ma.’

Kolejną wspólną spółkę Standard Oil i I.G. Farben powołały w 1930 roku. Była nią Jasco Incorporated. Jej zadaniem było udostępnianie jednej ze stron przyszłych innowacji chemicznych drugiej. Standard Oil i I.G. Farben umówiły się, że jeżeli jedna z nich opracuje nowy proces chemiczny, zaoferuje drugiej jedną trzecią udziałów z jego patentu. Wtedy Jasco miałaby sprzedawać ten proces na całym świecie.

Oto doskonały przykład współdziałania dwóch gigantów przemysłu, by w końcu w wielu swoich dziedzinach rozpocząć zgodną współpracę jako jeden organizm. Każda z tych firm chciała znieść konkurencję rynkową między sobą oraz zagwarantować sobie wzajemny rozwój i przyszłe zyski. Dr Carl Bosch, ówczesny prezes I.G. Farben, oznajmił, iż Standard Oil wzięła ślub z jego firmą. I nie była to tylko obrazowa przenośnia. Bosch zupełnie trafnie ujął filozoficzny sens każdej umowy kartelowej. (…)

23 października 1931 roku I.G. Farben i Alcoa podpisała umowę, znaną jako „Porozumienie Alig”, w myśl której obie firmy dzieliły się patentami i wiedzą techniczną dotyczącymi produkcji magnezu. Kolejnym gigantem, który wpadł w sieć kartelu była firma Ford Motor.

Kiedy Henry Ford założył filię swej firmy w Niemczech, I.G. Farben natychmiast kupiła większość 40 procentowego pakietu jej akcji. „Ślub” przypieczętowało wejście prezesa I.G., Carla Boscha oraz przewodniczącego jej rady nadzorczej, Carla Kraucha do zarządu niemieckiego Forda. W USA natomiast do zarządu American I.G. Company wszedł Edsel Bryant Ford — wraz z Charlesem E. Mitchellem, prezesem Rockefeller’s National City Bank w Nowym Jorku i Paulem Warburgiem, bratem Maxa Wartburga, dyrektora firmy-matki w Niemczech.

Paul Warburg był jednym z architektów systemu rezerw federalnych, dzięki któremu ludzie z jego kręgów położyli ręce na amerykańskim systemie monetarnym. Według wspomnień Franka Vanderlipa plan ten urodził się podczas tajnego spotkania na Jekyll Island w stanie Georgia. Udział w nim brali Vanderlip, senator Aldrich (obaj reprezentowali Rockefellera), Henry Davidson, Charles Norton i Benjamin Strong (przedstawiciel J.P. Morgana), a także Abraham Piatt Adrew (z amerykańskiego Departamentu Skarbu) i Paul Warburg (przedstawiciel Rotschildów w Anglii i Francji). Felix, brat Wartburga, ożenił się z Friedą Schiff, córką Jacoba, który kierował firmą bankierską Kuhn, Loeb i Spółka. Wiele lat później John, wnuk Jacoba Schiffa, zdradził iż jego dziadek dał Lwu Trockiemu dwadzieścia milionów dolarów, by pomóc mu w powołaniu władzy sowieckiej w Rosji.

Wspomniani ludzie znani są z rzeczy znaczniejszych dla historii naszej cywilizacji, niemniej warto wiedzieć, że nie byli oni jedynie biznesmenami szukającymi nowych rynków i dochodów. Należeli do wyjątkowej grupy ludzi, którzy wizją sięgali poza granicę pojęcia zysków i strat — aż do polityki i intryg na skalę międzynarodową.

Aby zrozumieć wspomniane aspekty kariery tych ludzi musimy najpierw zrozumieć czym są kartele. Kartel to grupa firm powiązanych ze sobą kontraktami bądź umowami w myśl których mają one ze sobą współpracować, czyli nie konkurować. Niektóre z takich umów mogą dotyczyć spraw równie niewinnych co standardy i nomenklatura przemysłowa. Większość z nich dotyczy jednak wymiany praw do patentów, podziału rynków regionalnych, ustalania cen i umów o unikaniu konkurencji w przypadku określonych rodzajów produktów. Kartel jest sposobem na pominięcie mechanizmu konkurencji wolnorynkowej. Jej wynikiem są zawyżone ceny i mniejsza różnorodność produktów. Kartele, tak jak monopole, nie są wynikiem wolnej przedsiębiorczości, ale ucieczką od niej. (…)

w roku 1939 kartele w USA kontrolowały 87 procent sprzedaży produktów mineralnych, 60 procent produktów rolnych i 42 procent wszystkich produktów. Trend ten gwałtownie przyspieszył po roku 1939. Każdy może sobie łatwo wyobrazić jak ta sytuacja wygląda dzisiaj. Przemysł chemiczny, czyli zarazem farmaceutyka, to kartel. Już w 1937 roku było to tak oczywiste że w artykule wstępnym magazynu „Fortune” napisano:

‘Mimo powolnego spadku cen realnych przemysł chemiczny jest nadal ściśle zorganizowany. „Kooperował” ze sobą na długo przed tym, jak General Johnson wymyślił „współpracę” w roku 1933. Rzadko cierpi na nadprodukcję, nie nęka go zapaść i nieczęsto wdaje się w długie czy kosztowne wojny cenowe. (.) Ogólnie rzecz biorąc przemysł chemiczny reguluje siebie w sposób, który zadowoliłby nawet sowieckich komisarzy (…). Przemysł ten (…) wyraźnie uprawia swoistą odmianę gospodarki planowanej.’

Poniższe sentymenty w swym raporcie dla Senatu z roku 1973 wyraziła amerykańska Komisja Taryfowa:

‘W największych i najbardziej złożonych korporacjach międzynarodowych planowanie i monitorowanie realizacji planu osiągnęły zakres i drobiazgowość, która, o ironio, przypomina w ogóle i szczególe planowanie gospodarcze w krajach komunistycznych.’

Porównania do gospodarki planowanej przez komisarzy sowieckich w krajach komunistycznych są bardzo celne. Mówią bardzo wiele o filozofii karteli. Jeżeli kartele i monopole nie są wynikiem działań wolnego rynku, lecz ucieczką od niego, to najlepszą ucieczką od wolnego rynku jest całkowicie jego zniszczenie. Dlatego kartele i rządy kolektywistyczne współpracują ze sobą. Mają wspólnego wroga i wspólny cel: zniszczenie wolności gospodarczej.

Jeżeli ktoś da politykom milion dolarów, by przegłosowali wygodną dla niego ustawę o taryfach celnych, tak zwaną ustawę o uczciwej konkurencji czy ustawę przeciwdziałającą oszustom i szarlatanom, może na niej ogromnie zyskać. Prawa te mają jakoby chronić dobro i interesy obywateli, lecz tak naprawdę służą wykorzystaniu machiny administracyjnej przeciwko konkurentom danego kartelu. Taka inwestycja w politykę jest dla kartelu bardzo opłacalna. Przerośnięta administracja zaś, która jest w stanie kontrolować wszelkie aspekty gospodarki, jest naturalnym sojusznikiem karteli i monopoli.

Bez pomocy rządów kartele i monopole miałyby bardzo ciężkie życie, przynajmniej w ich obecnej formie. Wystarczy spojrzeć na największe rynki towarów — cukru, herbaty, czekolady, gumy, stalowy, naftowy, motoryzacyjny czy spożywczy — właściwie na każdy z nich, a znajdziemy istną górę rządowych przepisów dotyczących różnych zakazów, kontyngentów i odgórnie określanych cen produktów. Zaś po zboczach tej góry hasa armia lobbystów, przedstawicieli określonych interesów, która naciska na polityków, zaś ci forsują przepisy mające ponoć chronić obywateli. (…)

Międzynarodowe korporacje mają w swoich radach nadzorczych znanych polityków. Nie dla prestiżu, lecz z konieczności. Na przykład amerykańska firma telekomunikacyjna ITT w swym nowojorskim zarządzie miała takie „sławy” jak Eugene Black, były szef Banku Światowego i John McCone, były dyrektor CIA. W Europie zasiadały takie tuzy jak Trygve Lie, pierwszy sekretarz generalny ONZ, Paul-Henri Spocka z Belgii oraz lord Caccia z Wielkiej Brytanii. ITT próbowała również zwerbować bryty’skiego premiera Harolda McMillana.

I nie jest to wcale przypadek, że ci ludzie uważają się za socjalistów, a przynajmniej politycznych liberałów. Żaden z nich nie popiera wolnej przedsiębiorczości. Oni dobrze wiedzą, że drogi do bogactwa nie pokonuje obecnie się powozem gospodarczej biegłości, a sportowym bolidem politycznych wpływów. Wszystko dzieje się w rządach.

Konsekwencje tego widać wszędzie, zwłaszcza w świecie finansów międzynarodowych. Sytuację tę opisał Bank of Hawaii w styczniowym numerze swojego „Monthly Review” z 1973 roku:

‘Nie sposób wyjaśnić wprost obecnej sytuacji w kraju i na arenie międzynarodowej. Najczęściej przegrywają ci, którzy chcą założyć własny interes oraz niezależne firmy krajowe chcące konkurować na tradycyjnym wolnym rynku. Napotykają coraz więcej biurokratycznych obostrzeń i przepisów oraz rynki zablokowane przez konkurencję dotowaną przez rząd.

Problemy te nie dotyczą międzynarodowych korporacji. Dzięki ogromnym inwestycjom zagranicznym, skutecznemu lobbingowi i powiązaniu z rynkiem światowym, nieskrępowanym lokalnymi rządami i konkurencją, radzą sobie z obecną sytuacją rynku, co więcej — mogą ją nawet kreować.’ (…)

kartele i monopole nie mogą rozkwitać gdy rząd ma ograniczoną władzę nad państwem. Im większa władza rządu i im łatwiej obywatele akceptują ją jako właściwy regulator handlu, tym lepiej rozwijają się kartele i monopole.

Zatem jeżeli przerośnięty rząd jest dobry dla karteli, to rząd jeszcze silniejszy będzie jeszcze lepszy… zaś najlepszy będzie rząd sprawujący władzę absolutną. Z tego powodu w całej swej historii kartele zawsze potajemnie wspierały wszelką władzę totalitarną. Wspierały nazistów w Niemczech, włoskich faszystów i rosyjskich bolszewików. Dziś z kolei są siłą napędową nieokreślonego rodzaju totalitaryzmu, który staje się ponurym faktem w Stanach Zjednoczonych.

„Super bogacze” którzy chętnie wspierają socjalizm i socjalistyczne metody — na pierwszy rzut oka to jakiś paradoks! Przecież bogacze to pierwsze ofiary socjalizmu. Tyle że w ustroju socjalistycznym, czy każdym innym w którym istnieje silna władza, nie istnieje konkurencja ani wolny rynek. Dla kogoś, kto działa w kartelu i ma wpływy polityczne „na górze” to system idealny. Nie boją się oni progresywnych podatków, które są zmorą klasy średniej. Dzięki politycznym wpływom mogą ustanawiać fundacje zwolnione od opodatkowania, dzięki czemu pomnażają bogactwo właściwie nie oddając niczego państwu. Dlatego monopoliści nigdy nie będą prawdziwymi kapitalistami.

Kapitalista, w wąskim tego pojęcia znaczeniu, to osoba, która wierzy we własność prywatną. Definicja ta to zbyt mało by zrozumieć, na czym polega konflikt między powszechnie rozumianym kapitalizmem a komunizmem i socjalizmem. (…)

Monopoliści nigdy nie będą kapitalistami wolnorynkowymi. Każdy z nich wspiera socjalizm bądź inną formę kolektywizmu, bowiem są one absolutną formą monopolu. Obywatele tolerują monopol wspierany przez państwo, uważają bowiem — czy to dzięki magii demokracji, czy też sile głosu wyborczego — że to wszystko dla ich dobra. Byłoby to prawdą o ile obywatele postarali się dowiedzieć czegoś na temat tych procesów, gdyby mogli głosować na niezależnych i uczciwych kandydatów, gdyby partie polityczne nie były zdominowane przez „super bogaczy” i gdyby ludziom udawało się wygrywać wybory bez wydawania ogromnych sum na kampanie. Innymi słowy, być może na jakiejś innej planecie, gdzie żyją istoty o motywacji innej niż nasza i w innym ustroju politycznym monopole byłyby dobre dla przeciętnego obywatela. U nas jest to niemożliwe.

W rzeczywistości rząd staje się narzędziem sił, które jakoby ma kontrolować przepisami. Kartele zaakceptowały owe przepisy prawa wcześniej, teraz dzięki sile politycznej państwa mogą wprowadzać je w życie. Dzięki temu polityczne i finansowe interesy mogą zabezpieczyć się przed wszelką konkurencją. Prawo zaczyna szkodzić owym międzynarodowym firmom i instytucjom finansowym jedynie gdy jedna grupa prowadzi wewnętrzną wojnę z drugą, po to by wspiąć się wyżej lub ją „zdyscyplinować”. „Lud” nigdy na tym nie zyskuje. (…)

Pierwszym z przykładów totalitaryzmu wspieranego przez kartele były Niemcy przed I wojną światową, a konkretnie za czasów Bismarcka. Kartele te, które później przyłączyły się do I.G. Farben wsparły „Żelaznego Kanclerza” bowiem w jego kolektywistycznej wizji rządów dojrzały znakomitą okazję do wkradnięcia się w łaski władzy, udając patriotyzm.

Bismarck jako pierwszy wprowadził socjalną opiekę medyczną, znaną nam do dziś. Wiedział, że spodoba się ona masom. i że to idealny sposób na uzyskanie większą kontrolę gospodarki w przyszłości. Bismarck wierzył, że socjalistyczna opieka zdrowotna doprowadzi do powstania państwa socjalistycznego. Plan ten przeanalizowały i wprowadziły w czyn w następnych latach wszystkie reżimy totalitarne, w tym i faszyści. (…)

Już w roku 1925 kartel I.G. Farben dyktował politykę Niemiec. Przemawiając przed centralną organizacją przemysłową, Reichsverband der Deutschen, Karl Duisberg wyjaśniał:

‘Jednoczmy się, jednoczmy, jednoczmy! To wezwanie dla wszystkich partii (…) Reichstagu. (…) Żywimy nadzieję, iż dzisiejsze słowa padną na podatny grunt oraz że znajdziemy silnego człowieka który w końcu sprowadzi wszystkich pod jedne skrzydła, bowiem my, Niemcy, zawsze potrzebowaliśmy takiego człowieka, co wiemy od czasów Bismarcka.’

Z początku kartel nie wierzył że Hitler będzie owym „silnym człowiekiem”, który zrealizuje jego dążenia. Jednakże program narodowego socjalizmu Hitlera oraz zdolność do poruszania tłumów przemówieniami przeważyła: kartel zaczął go bacznie obserwować i ostrożnie przekazywać pieniądze. Niektórzy z przywódców trustu postawili na Hitlera jeszcze w 1928 roku, lecz dopiero w 1931 kartel począł oficjalnie i szczodrze dofinansowywać nazistowską machinę wojenną. Max Ilgner, siostrzeniec Hermanna Schmitza, pierwszy nawiązał osobiste kontakty z Hitlerem. Piastował on oficjalnie stanowisko dyrektora finansowego I.G. Farben, w praktyce szefował międzynarodowej siatce szpiegowskiej kartelu. Siatka ta pierwotnie miała zbierać informacje o konkurencyjnych firmach, lecz gwałtownie objęła świat polityki i niewiele z ówczesnych służb wywiadowczych mogło jej się równać. Sasuly stwierdza:

‘Siatka posiadała tak dokładne informacje o sytuacjach za granicą (Niemiec) że I.G. Farben stała się podstawowym orężem wywiadu Wehrmachtu i NSDAP. (…) Zdumienie budzi fakt, że niemieckie dowództwo naczelne wojsk lądowych, które szczyciło się najlepszą agenturą na świecie, zlecało swe zadania prywatnemu koncernowi. Jeszcze bardziej zaskakuje informacja Ilnera, że stosunki z OKW [naczelnym dowództwem armii] nawiązano już w 1928 roku.’

W kolejnych latach stosunki owe zacieśnił kolejny pracownik I.G. Farben, niejaki Gattineau. Był on osobistym asystentem Duisberga, zaś później Boscha. W koncernie pełnił również funkcję specjalisty od public relations.

Jesienią 1932 roku NSDAP zaczęła tracić grunt pod nogami. Jednakże tylko ona odpowiadała najlepiej zamiarom Duisberga. W krytycznym momencie kartel skierował ku Hitlerowi całą swoją pomoc. Pierwsza darowizna dla nazistów wynosiła 3 miliony marek! A był to dopiero początek rzeki pieniędzy.

Sasuly pisze:

‘Hitler otrzymał wsparcie, o jakim nawet mu się nie śniło. Finansowi i przemysłowi liderzy Niemiec z I.G. Farben na czele zwarli swe szeregi i zaczęli pomagać Hitlerowi. (…) Dzięki takiemu wsparciu udało mu się szybko ustanowić krwawy, faszystowski reżim.’

Nie skończyło się tylko na pieniądzach, których zasób wydawał się być niewyczerpany. Wiele największych niemieckich gazet, które były własnością bezpośrednią i pośrednią kartelu, również stanęło za Hitlerem. Stworzyły potrzebny wizerunek powszechnej popularności przyszłego Fuerhera. Dzięki temu naród uznał go za swego wielkiego wodza. Tak właśnie nagle pojawił się „silny człowiek” Niemiec.

Równie twardą strategię stosowano w… Stanach Zjednoczonych. Jeżeli jakaś amerykańska gazeta odnosiła się wrogo do nazistów, I.G. przestawała zamawiać w niej reklamy. Był to znakomity środek nacisku. W 1938 roku I.G. Farben wysłała list do firmy Sterling Products, swojej spółki zależnej w USA. Sugerowała w nim, że w przyszłości wszelkie umowy na reklamę w prasie muszą zawierać „(…) klauzulę na mocy które umowa zostaje natychmiast zerwana jeżeli gazeta zmieni swoje nastawienie wobec Niemiec.”

Po dojściu Hitlera do władzy Schmitz został honorowym członkiem Reichstagu oraz otrzymał stanowisko Geheimrata, czyli tajnego radcy. Inny pracownik I.G. Farben, Karl Krauch został doradcą Goeringa podczas Planu Czteroletniego. Jednakże przywódcy kartelu z zasady unikali oficjalnych stanowisk w rządzie, mimo iż mogli dostać prawie każde. W ramach tej polityki Schmitz wielokrotnie unikał stanowiska komisarza przemysłu niemieckiego.

Reżim nazistowski był Frankensteinem stworzonym przez I.G. Farben. I mimo że koncern starał się by wszyscy myśleli, iż jest bezbronną ofiarą swego tworu, tak naprawdę był cały czas jego panem. Strategia ta była bardzo mądra, co wykazano później podczas procesów w Norymberdze. Prawie wszyscy szefowie I.G. Farben byli głęboko zaangażowani w określanie polityki nazistowskiej podczas wojny, a nawet kierowali pracą obozów w Oświęcimiu, Bitterfeld, Walfen, Hoechst, Agfie, Ludwigshafen i Buchenwaldzie, z powodu wartości ich siły roboczej. Koncern ten stworzył największy na świecie przemysł gazów bojowych, zaś jego produkty testowano na tysiącach ofiar tych obozów.

W maju 1941 roku Richard Krebs, były komunista a potem były nazista (i który w końcu sprzeciwił się obu ideologiom), zeznawał przed komisją Kongresu ds. działalności antyamerykańskiej:

‘Z osobistego doświadczenia wiem że I.G. Farbenindustrie było już w 1934 roku całkowicie w rękach Gestapo. Gestapo miało nawet własne więzienie na terenach ich fabryki w Leunie (.) i zaczęło, zwłaszcza po przejęciu władzy przez Hitlera, działać w zagranicznych filiach fabryk.’

Jednakże w Norymberdze sędziowie potraktowali przywódców koncernu nie jak nazistowskich zbrodniarzy wojennych, którymi byli ich podwładni w mundurach, lecz biznesmenów nadgorliwie szukających zysku. Kilku z nich dostało lekkie wyroki, lecz większość wyszła wolno z sali sądowej. O tak! Strategia trzymania się poza sceną była niewątpliwie bardzo mądra.

Trudno nie porównać tamtejszych wydarzeń z rzeczywistością polityczną w Stanach Zjednoczonych. Coraz częściej dowiadujemy się, że ludzie mający najwięcej władzy w Ameryce to nie ci z list wyborczych, lecz ci, którzy podpisują czeki, szczególnie te na koszty kampanii wyborczych.

Czasami udaje się obnażyć przed oczami opinii publicznej działania owych „polityków finansowych” — wtedy przez krótką chwilę widzimy, że są właściwie wszędzie w amerykańskim rządzie. Co rusz dowiadujemy się, że jakiś sektor prywatny ma nadmierny wpływ na politykę zagraniczną, strategię walutową, programy rolne, prawa związkowe, cła, reformę podatkową, kontrakty wojskowe itd. Jednakże uspokaja się nas, że ludzie ci są zwykłymi biznesmenami, i że nie kierują nimi ambicje polityczne. Bo w przeciwnym razie ubiegaliby się o kadencję lub przyjmowali ważne stanowiska publiczne, prawda? Gdyby wyznawali jakąś ideologię polityczną (jeżeli już), musieliby przecież sprzeciwiać się socjalizmowi — przecież są bogatymi kapitalistami! Na sumieniu mogą mieć najwyżej chciwość i łapówkarstwo… i nic więcej, prawda?

Miejmy nadzieję, że pamięć o Oświęcimiu i Buchenwaldzie rozwieje te pozory póki jeszcze

czas. (…)

W roku 1932 wielu obserwatorów wydarzeń niemieckich zrozumiało, że Trzecia Rzesza szykuje się do wojny. Równie oczywista była rola I.G. Farben w tych przygotowaniach — zaplanowała i wspierała je. Właśnie w tych latach przemysł niemiecki przeżył największy rozwój i odnotował największe zyski.

W USA natomiast partnerom kartelu i jego filiom nie szło aż tak dobrze. Amerykańskie firmy, zgodnie z umowami, dzieliły się z kartelem patentami i nowymi procesami technologicznymi. Z kolei I.G. Farben, im bliżej było do wojny, tym rzadziej dzieliła się swoimi — zwłaszcza informacjami o potencjalnej wartości dla przemysłu zbrojeniowego, których zresztą miała najwięcej. Gdy amerykańscy partnerzy zaczęli narzekać, koncern natychmiast oświadczał, że rząd Rzeszy zabronił mu dzielić się tymi informacjami, w przeciwnym razie I.G. Farben miałaby kłopoty ze strony władz!

Amerykańskie firmy dotrzymywały wciąż umowy z koncernem — przeważnie ze strachu. I.G. Farben posiadała prawa do patentów istotnych dla operacji prawie każdego ze swoich amerykańskich partnerów. Wszelkie jawne zatargi skończyłyby się utratą opatentowanych procesów, czyli klęską dla amerykańskich partnerów. Na taką stratę byli narażeni szczególnie producenci gumy.

Guma jest kluczowym produktem dla współczesnego transportu. Jest nieodłącznym towarzyszem benzyny — tak jak nieodłączne są gumowe koła napędzane silnikami benzynowymi. Bez gumy normalna gospodarka jest bardzo trudna, zaś prowadzenie wojen niemalże niemożliwe.

I.G. Farben opracował technologię produkcji kauczuku syntetycznego, lecz nie podzielił się nią z Amerykanami. Z kolei Standard Oil pracowała nad inną technologią wytwarzania kauczuku butylowego i przekazała całą wiedzę o niej Niemcom.

Sasuly podsumowuje tamtą sytuację następująco:

‘Standard Oil w ramach swoich zobowiązań wobec nazistów przekazała im wiedzę o produkcji kauczuku butylowego, za to nie czuła się zobowiązana do przekazania jej U.S. Navy. Po 1 września 1939 roku laboratoria Standard Oil odwiedził przedstawiciel biura konstrukcyjno-remontowego amerykańskiej marynarki, lecz zamiast otrzymać cokolwiek na temat kauczuku butylowego odszedł z kwitkiem.

Standard Oil nie miała pełnej wiedzy o produkcji kauczuku syntetycznego. Przekazała ją amerykańskim producentom gumy dopiero podczas wojny, po silnych naciskach ze strony rządu. Licencję na produkcję kauczuku butylowego wydała dopiero w marcu 1942 (…).

Kartelizacja producentów gumy naturalnej sprawiła, że Stany Zjednoczone włączyły się do wojny bez zapasów tego produktu. Przez współpracę I.G. i Standard Oil nie istniał w Ameryce wydajny program produkcji gumy syntetycznej.’

Aluminium jest kolejnym surowcem kluczowym dla produkcji wojennej. Kartel nie pozwolił rozwinąć się amerykańskiemu przemysłowi aluminiowemu. Pomimo że USA były największym rynkiem zbytu aluminium i pomimo, że amerykański przemysł był wtedy najwydajniejszy na świecie, w roku 1942 to Niemcy przodowali w produkcji tego metalu. Alcoa (Aluminium Company of America) miała w Kanadzie swoją filię, Alted, która była ważną częścią światowego kartelu aluminiowego. Kartel ten ograniczał produkcję aluminium w każdym kraju, poza Niemcami, prawdopodobnie w zamian za cenne patenty oraz obietnicę niekonkurowania w innych gałęziach przemysłu. Alcoa nigdy nie przyznała że ma umowy z kartelem, lecz fakty mówią za siebie. Ograniczyła produkcję aluminium w czasie wojny znacznie poniżej popytu. Stąd przed Stanami stanęła kolejna przeszkoda w produkcji przemysłowej, właśnie gdy zaczynała brać udział w wojnie.

Kartel hamował również produkcję atabryny, leku na malarię. Na malarię przepisywano wtedy chininę, lecz jej produkcję kontrolował holenderski monopol, posiadający jej jedyne źródło na Jawie. Holenderska firma widocznie nie chciała włączyć się do kartelu, bowiem konkurowała z nią I.G. Farben promując swój własny lek, Atabrynę, substytut syntetyczny. Kiedy Japończycy zajęli Jawę, USA musiały uzależnić dostawy antymalaryków od Trzeciej Rzeszy. Nie trzeba chyba dodawać, że kartel, nie podzielił się z Amerykanami procesem produkcyjnym atabryny. Dopiero kilka miesięcy po ataku na Pearl Harbor amerykańska farmaceutyka zaczęła produkować skuteczny lek na malarię. Przez cały ten czas pierwsi żołnierze wysłani na wyspy Pacyfiku chorowali na malarię — znów dzięki kartelowi.

Kolejną ofiarą tamtych czasów był amerykański przemysł przyrządów optycznych. W USA największym producentem najlepszych soczewek wszelkiego rodzaju był koncern Bausch & Lomb. Większość z nich produkował niemiecki Zeiss. I znów kartel umyślnie opóźniał amerykańską produkcję, tak jak to było z Atabryną, aluminium i kauczukiem.

Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny z niewielkimi zapasami lub kompletnym brakiem takich właśnie produktów: gumy, aluminium, Atabryny oraz soczewek do peryskopów, dalmierzy, lornetek czy celowników dla bombowców. Gdyby braki te dotknęły mniej produktywny i zaradny kraj, z pewnością zadecydowałyby o jego porażce.

Tymczasem hitlerowcy korzystali na współpracy z amerykańskimi członkami kartelu i ich technologii. Z dokumentów I.G. Farben przejętych przez aliantów pod koniec wojny wyziera jednostronność współpracy z Amerykanami. W jednym z raportów dla Gestapo koncern tak tłumaczy swój mariaż ze Standard Oil i podsumowuje:

‘Nie trzeba wyjaśniać dlaczego nowoczesne działania zbrojne byłyby niemożliwe bez tetraetyloołowiu. (…) Nie musieliśmy opracowywać technologii jego produkcji samodzielnie — mogliśmy zacząć produkcję w oparciu o wieloletnie doświadczenia Amerykanów.’

Amerykanie związali się z przemysłem niemieckim dzień po tym, gdy zamilkły działa obwieszczając koniec I wojny światowej. W tamtym czasie Krupp był synonimem niemieckiej broni i amunicji. Mimo to zakłady Kruppa dosłownie podniesiono z gruzów w grudniu 1924 roku — dzięki 10 milionom dolarów pożyczki od Hallgarten & Company oraz Goldman, Sachs & Company, firm z Nowego Jorku.

Amerykańska finansjera pożyczyła 100 milionów dolarów na korzystnych warunkach spłaty Vereignite Stahlwerk, firmie kontrolowanej przez I.G. Farben.

W raporcie amerykańskiego urzędu ds. gospodarki zagranicznej znalazł się taki wniosek:

‘Trust [I.G. Farben] mógł dokonać ekspansji i modernizacji wyłącznie dzięki pomocy amerykańskiego inwestora.’

Naziści otrzymali także coś znacznie lepszego od samych pieniędzy. Oprócz pożyczek Niemcy dostały amerykańską technologię, inżynierów a nawet całe amerykańskie spółki. Przykładem tych ostatnich jest Ford.

Wiemy już, że kartel I.G. Farben z radością przyjął niemiecką filię Ford Motor Company. Ford wypuścił 40 procent akcji filii na rynek niemiecki, zaś I.G. kupiła niemalże wszystkie. Niewiele później Bosch i Krauch weszli do rady nadzorczej niemieckiego Forda, ponieważ posiadali jako firma znaczne udziały. Nadal jednak ponad połowa akcji należała do rodziny Fordów.

W ramach przygotowań do wojny Rzesza skonfiskowała lub „upaństwowiła” niemalże wszystkie firmy zagraniczne na swoim terenie. Ford był najbardziej łakomym kąskiem. Jednakże państwo nie przejęło go, głównie dzięki zabiegom Karla Kraucha, ówczesnego prezesa zarządu I.G. Farben. Podczas przesłuchań w Norymberdze Krauch wyjaśnił, dlaczego:

‘Znałem Henry’ego Forda osobiście i bardzo go podziwiałem. Poszedłem ze sprawą do Goeringa. Powiedziałem mu również. że znam Edsela, syna Forda. Oznajmiłem Goeringowi, że jeśli przejmiemy niemieckiego Forda, to nasze przyszłe stosunki z amerykańskim przemysłem mogą być nieprzyjemne. Bardzo zależało mi na wprowadzeniu amerykańskich metod do przemysłu niemieckiego — a to wymagało współpracy w atmosferze przyjaźni.

Goering wysłuchał mnie i oznajmił: ‘Zgadzam się. Deutsche Fordwerke nie będzie częścią Hermann Goering Werke, gwarantuję.’

Regularnie uczestniczyłem w zebraniach rady nadzorczej by być na bieżąco z interesami Henry’ego Forda i w miarę możliwości poprzeć zakłady Forda po wybuchu wojny.

Dzięki temu udało się nam zapewnić ciągłość produkcji Fordwerke i utrzymać jej niezależność.’

Pomoc amerykańskich partnerów, jakiej udzielili do budowy hitlerowskiej machiny wojennej okazała się podczas śledztw pod koniec wojny wyjątkowo niewygodną prawdą. Nie polegała wyłącznie na umowach zawartych przed wojną, lecz także na bezpośredniej kolaboracji w czasie, gdy hitlerowcy zabijali amerykańskich żołnierzy na polach bitew.

Ford Company, na przykład, nie dość że przez całą wojnę była „niezależnym” dostawcą sprzętu wojskowego dla hitlerowców, to prowadziła interesy z nimi w okupowanej Francji. Maurice Dollfus, prezes zarządu francuskiej filii Forda przez większość wojny regularnie wysyłał raporty Edselowi Fordowi o ilości ciężarówek montowanych tygodniowo dla Wehrmachtu, zyskach ze sprzedaży i prognozach rynkowych. W jednym z listów dodał on:

‘Ściśle neutralna postawa pańska i pańskiego ojca wobec wojny jest niezwykle cennym wkładem w produkcję waszych firm w Europie.’

Widać, że wojna miedzy USA a Rzeszą nie miała większego znaczenia. Dwa miesiące po ataku na Pearl Harbor Dollfus przedstawił Fordowi raport o zyskach za 1941 rok: 58 milionów dolarów. Dollfus dodał wtedy:

‘Z powodu konfliktu USA z Niemcami trudno mi z panem pisywać. Poprosiłem Lestę by pojechał do Vichy i nadał ten list. (…)

Produkcja wciąż idzie naprzód. (…) Wyniki finansowe z ostatniego roku są bardzo dobre. (…) Powołaliśmy naszą spółkę w Afryce (.. .).’

Jeżeli Edsel Ford odpisywał Dollfusowi, listów tych nigdy nie odnaleziono. Prawdopodobnie odpisywał, świadczy o tym ilość listów wysyłanych przez Dollfusa. Nie sposób udowodnić, że Ford popierał pomysł produkowania w jego fabrykach sprzętu dla armii, która walczyła z USA. Nie ma za to żadnych wątpliwości, że Dollfus i niemieckie dowództwo przez całą wojnę uważały fabryki Forda za amerykańskie. Nie mogli trwać tak długo w owym przekonaniu bez jakiejkolwiek gwarancji o „ścisłej neutralności”. W każdym razie przypadek Forda jest jednym największych dziwów tamtej wojny, gdzie z powodu udziału w kartelu firma ta produkowała w Niemczech i Francji ciężarówki dla hitlerowców, w Stanach — dla Aliantów i zarabiała na obu klientach krocie. Gdyby to państwa Osi wygrały wojnę, szefowie Forda z pewnością weszliby do elity rządzącej nazistów. Z Boschem i Krauchem u boku Ford po prostu nie mógł stracić.

Ford Company nie była wyjątkiem, lecz regułą. Stocking i Watkins wyjaśniają:

‘Po wybuchu II wojny światowej I.G. oraz Mitsui nie zerwały całkowicie „stosunków dyplomatycznych” z DuPontem, ICI i Standard Oil. Wojna przerwała bezpośrednie kanały łączności, lecz firmy te zaledwie „zawiesiły” współpracę. Powszechnie uważa się, że po zakończeniu wojny podjęłyby ją z powrotem w atmosferze zgody.’

To zbyt ostrożna ocena sytuacji. Z dowodów wynika że szefowie owych firm wcale nie zawiesili współpracy, oni jedynie ją utajnili i ograniczyli do niezbędnego minimum. W październiku 1939 roku Frank Howard ze Standard Oil przyjechał do Europy by podtrzymać istnienie kartelu I.G.-Standard Oil w czasie działań wojennych. Tak Howard opisuje swoje zadanie:

‘Zrobiliśmy wszystko by zaplanować płaszczyznę porozumienia w czasie wojny, niezależnie od tego czy Stany Zjednoczone wzięłyby w niej udział, czy nie.’ [podkreślenie autora]

26 czerwca 1940 roku, dzień po kapitulacji Francji w hotelu Waldorf-Astoria odbyło się spotkanie potentatów przemysłowych Ameryki, którzy zamierzali chronić swoje interesy w Niemczech podczas wojny. Spotkanie zarządził Torkild Rieber, prezes zarządu Texaco. Uczestniczyli w nim Jamek Money, kierownik ds. zagranicznych General Motors, Edsel Ford, kierownicy Eastman Kodak oraz pułkownik Behn, szef ITT.

Przykład ITT jest wielce pouczający. Firma ta zaczęła inwestować w gospodarkę hitlerowców już w latach trzydziestych. Powołała holding zwany Standard Elektrizitats, a po nim wydzieliła z Philipsa firmę Lorenz. ITT wiedziało, że wojna nadchodzi szybko, więc starała się z całej siły, by nowe holdingi wyglądały na firmy wyłącznie niemieckie. Gdy w 1938 Rzesza planowała atak na Polskę, ITT kupiła przez Lorenza 28 % akcji firmy Focke-Wulf, która już wtedy montowała bombowce i myśliwce. Tego ruchu ITT nie mogła wytłumaczyć niewiedzą lub niewinnymi zamiarami. Ona po prostu inwestowała w wojnę.

Podczas wojny zakłady ITT w Niemczech były ważnymi producentami wojskowego sprzętu komunikacyjnego. Większość strategicznych linii telefonicznych rządu Trzeciej Rzeszy również powstała i była utrzymywana przez ITT.

Amerykanie uważali ITT za firmę niezwykle patriotyczną. Opracowała ona namiernik wysokiej częstotliwości, zwany Huff-Duff, który służył do wykrywania niemieckich u-bootów na Atlantyku. Za opracowanie linii naziemnych dla US Army pułkownik Behn, ówczesny szef ITT, został odznaczony Medal of Merit, najwyższym amerykańskim odznaczeniem cywilnym.

Anthony Sampson w „The Sovereign State of ITT” tak podsumowuje działania firmy:

‘I tak, gdy focke-wulfy montowane przez ITT bombardowały statki Aliantów, zaś przekaźniki ITT firmy przesyłały rozkazy dla niemieckich okrętów podwonych, namierniki tej samej firmy chroniły statki Aliantów przed torpedami (…).

W roku 1967, czyli niemalże 30 lat po wojnie ITT otrzymała od rządu amerykańskiego 27 milionów dolarów odszkodowań wojennych za zniszczenie jej fabryk w Niemczech, w tym i 5 milionów za zakłady Focke-Wulfa, argumentując, że to amerykańskie zakłady zostały zniszczone przez alianckie bombowce. Wybitne osiągnięcie jak na firmę, która celowo inwestowała w niemiecką machinę wojenną i starannie udawała niemieckość.

Gdyby naziści wygrali wojnę, ITT w Niemczech obwołanoby firmą czysto nazistowską. Jednakże Rzesza przegrała, więc ITT okazała się nieskazitelnie amerykańska.’

Nie będziemy analizowali tu wszystkich motywów ludzi, którzy wpędzili nas w dwie wojny światowe. Zwykłe podręczniki wyjaśniają oba konflikty historyczną rywalizacją, walką o surowce, militaryzmem, urażoną dumą narodową lub rasizmem, i tak dalej. Owe rzeczy, rzecz jasna, miały wpływ na wybuch obu konfliktów, lecz był to wpływ niewielki w porównaniu z finansowymi i politycznymi ambicjami ludzi, którzy tak naprawdę rozpętali te wojny.

Wojna opłaciła im się na wiele sposobów. Można zarobić naprawdę ogromne pieniądze na produkcji wojennej monopoli wspieranych przez rządy. Jednakże najbardziej odpowiedzialni za wojnę uważali ją za środek gwałtownej i całkowitej zmiany politycznej. Ludzie, którzy stali za Hitlerem, Mussolinim, Stalinem czy nawet za Rooseveltem wiedzieli, że w czasie wojny ludzie lepiej znoszą trudy, większą władzę rządu i zgadzają się na skupienie władzy w rękach pojedynczych przywódców — coś, co jest nie do pomyślenia w czasie pokoju. Gdyby nie narodowy i międzynarodowy kryzys, obywatele amerykańscy nie zgodziliby się na wszechwładny rząd, a już zwłaszcza nie pociągałaby ich wizja rządu światowego. Owszem, pomogły w tym kryzysy gospodarcze, lecz to nie wystarczyło. Sporadyczne zamieszki i groźby powstań narodowych również, lecz i tego było mało. Dopiero wojna okazała się skutecznym sposobem, szczególnie w Europie i w Azji — wystarczy porównać mapy obu kontynentów sprzed roku 1939 z tymi z po 1945. Lenin miał rację, twierdząc że „nowy porządek” buduje się nie stopniowo, lecz niszcząc stary i budując na jego gruzach.

Widzimy już, że „politycy finansowi” popierają wojnę, gdy sprzyja ona ich planom gwałtownych społecznych i politycznych przemian, zwłaszcza jeżeli mogą na nich zyskać — szczególnie gdy grają po obu stronach konfliktu. Wojna może być wyjątkowo dochodowa dla tych, którzy wiedzą jak grać w te klocki.

Doskonała ocena i ukazanie jednej, podstawowej zasady, jaką kierują się kartele: całkowity brak zasad. Poza umacnianiem stref wpływów.[13]


[1] Właściwie już w 1942 roku powstała Planned Parenthood Federation of America, która zastąpiła kojarzącą się zbyt eugenicznie Birth Control League. Wsparta ogromnymi funduszami, pochodzącymi z przeróżnych fundacji i towarzystw oraz środków pochodzących od międzynarodowych organizacji, w tym ONZ i jej różnych agend. Natomiast w roku 1952 powstała Międzynarodowa Federacja Planowania Rodziny. Przychody tej organizacji idą w setki milionów USD, otrzymywanych z różnych fundacji i koncernów. Wbrew pięknie brzmiącej nazwie jest to typowa organizacja proaborcyjna.

[2] Organizacja Narodów Zjednoczonych, powstała 24 października 1945 roku wraz z wekściem w życie Karty Narodów Zjednoczonych. Organizacja jest następczynią Ligi Narodów.

[3] Filip książę Edynburga, Filip Mountbatten (ur. 10 czerwca 1921), mąż królowej brytyjskiej Elżbiety II. Pochodzi z duńskiego dworu królewskiego Schleswig-Holstein-Sonderburg-Glücksburg, jest krewnym swojej żony. Jego pełny tytuł to Książę Edynburga, Hrabia Merioneth, Baron Greenwich, Kanclerz uniwersytetu w Edynburgu. Z Elżbietą II mają czworo dzieci – Karola, Annę, Andrzeja i Edwarda.

[4] WWF – organizacja ekologiczna (World Wildlife Fund). Powstała 11/09/1961 roku. Jej znakiem firmowym – logo jest wizerunek czarno-białej pandy.

[5] Deutsche Presse-Agentur GmbH (DPA) – agencja prasowo-informacyjna Niemiec, mająca siedzibę w Hamburgu. Powstała w 1949 z połącznenia trzech agencji zachodnich stref okupacyjnych: DENA, Suedena, DPD. Publikuje serwisy informacyjne w językach angielskim, arabskim i francuskim.

[6] http://pl.wikipedia.org/wiki/Terroryzm

[7] ETA – (Euskadi Ta Askatasuna – Ojczyzna i Wolność Basków). Militarno-polityczna organizacja walcząca o niezależność Baskonii, założona w 1959 r. przez radykalnych działaczy Nacjonalistycznej Partii Basków (PNV); działa głównie na terytorium Hiszpanii.

[8] Irlandzka Armia Republikańska, (ang. Irish Republican Army; irl. Óglaigh na hÉireann, czyli Irlandzcy Ochotnicy), to zbrojna organizacja walcząca początkowo o niepodległość Irlandii, a od 1921 roku o przyłączenie Irlandii Północnej do Republiki Irlandii.

[9] Czerwone Brygady (wł. Brigate Rosse) – najsłynniejsze włoskie ugrupowanie terrorystyczne, utworzone 20 października 1970. W roku 1978 Czerwone Brygady zamordowały byłego premiera Włoch – Aldo Moro. Organizacja porwała również amerykańskiego generała Jamesa Doziera, który został uwolniony przez włoską policję we współpracy z amerykańską jednostką Delta Force.

[10] Świetlisty Szlak Sendero Luminoso – maoistowska organizacja terrorystyczna w Peru nazywająca siebie wprost Komunistyczną Partią Peru (El Partido Comunista del Perú).

[11] Hezbollah (arab. حزب الله – Hizb-allah – Partia Boga) to libańska partia polityczna islamskich szyitów, utworzona w roku 1982. Hezbollah określany jest mianem organizacji terrorystycznej przez USA i ich głównych sojuszników, jednak większość państw nie traktuje tej partii, jako terrorystycznej. Dotyczy to także Unii Europejskiej.

[12] „Świat bez raka”, George E. Griffin, Fundacja PRO SCIENTIAE, Za zgodą Oficyny Wydawniczej 3,49.

[13] „Oko Cyklopa”, fragm. rozdz. „Bioterror”, Sławomir M. Kozak, 2008, www.oficyna-aurora.pl

 Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl 
+48 (22) 398 18 62 
+48  667 AURORA

Artykuł opublikowany przez Autora.

Sławomir M. Kozak – Specjalista do spraw bezpieczeństwa w ruchu lotniczym. Autor, wydawca. Członek Stowarzyszenia Lotników Polskich, Warszawskiego Klubu Seniorów Lotnictwa, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Podkolorowanie fragmentów tekstu pochodzi od redakcji PCO.

Zdjęcie tytułowe: Fragment okładki książki Sławomira M. Kozaka „Oko Cyklopa – Reedycja” / wybór fragmentu okładki wg.pco

Wydanie: język polski
Ilość stron: 487
ISBN: 978-83-926179-6-9
Rodzaj: E-booki

www.oficyna-aurora.pl

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2020.10.27.
Sławomir M Kozak

Autor: Sławomir M Kozak