Ołówek bezołowiowy / O gniem i meczem


Ołówek bezołowiowy

A to co znowu? Znowu koszalińskie myślenie? To już nie bardzo… Koszalin tu nie ma nic do rzeczy. Ołówek, który znamy, i jest robiony z grafitu z dodatkiem glinki kaolinowej, to wynalazek XIX-towieczny. Zasługa pewnego absolwenta Harvardu i twórcy amerykańskiego liberalizmu. Tego prawdziwego, gdzie dla ludzi kochających wolność, napastliwe państwo było jeszcze tylko utrapie­niem, a nie łupem jak dzisiaj u neoliberałów. Płacił podatki drobną monetą, by to państwo miało co robić za jego pieniądze.

Prawdziwy ołówek, to po prostu cienki drucik z ołowiu oprawiony w kawałek drewienka. Nie wierzycie, że to działa? A popróbujcie zarysować coś ołowiem. Czujecie to – zarysować? Co uzy­skacie? Wyraźną krechę, jak z ołówka bez ołowiu – czyli grafitowego. Tego starej daty od wynalaz­cy, którego nie wymieniam z nazwiska celowo, ale i tych nowych z polimerami jako lepiszczem gra­fitu. Proponuję szczególnie konserwatorom zabytków szczegółową analizę starych zapisów i ścian, aby sprawdzić, czy są na niej rysunki (zarysowania) ołowiem. Ołów po latach się utlenia. Biel oło­wiowa – czyli tlenek ołowiu, jest biała. Czy ludzie z dawnych epok byli głupcami, że zrezygnowali z tej me­tody (czytaj technologii). Ołów jest łatwy w obróbce, rysik nie pęka. A może już wiedzieli o jego szczególnie toksycznym działaniu, o którym szczególnie długo trzeba było przekonywać produ­centów paliw, bo dodawali go, aby usunąć spalanie detonacyjne benzyny? Po prostu – rysunek znika po czasie a na białej – czyli powapnowanej – ścianie staje się niewidoczny. Grafit nie utlenia się tak ła­two – to cudowna odmiana (alotropowa) węgla. Bardzo trwała i odporna na temperaturę. Rysunki (zarysowania) stały się trwałe.

I tego życzę rolnikom, a szczególnie Rolnikom Polskim, tym prawdziwym, a nie tym w imie­niu których teraz są protesty. Ta cała bufonada na ulicach, gdzie obok hipokrytów peezelowców (pi­sownia wiadoma drogiemu Czytelnikowi), stanęli postkomunistyczni opezetzetowcy, ale i mojsi z ru­chu narodu wybranego oraz na koniec SRI-owcy z ich hałaśliwą przewodniczącą, która jeszcze parę dni wcześniej z byłym już w końcu ministrem rolnictwa na czele wołała: „Jest dobrze.”. Skoro było tak dobrze, to co teraz robi na protestach? I to w towarzystwie tych ludzi o wiadomym autoramen­cie. Życzę prawdziwym Rolnikom Polskim tego, co umieją najlepiej – przywiązania do tradycyjnych war­tości.

Są wśród rolników kurwy, używam tego słowa świadomie, wiem, co ono znaczy i po co użył go w literaturze polskiej chyba po raz pierwszy Jan Kochanowski w jego sławnej fraszce „Na mate­matyka”. Ten piękny utwór o predykcji analizy matematycznej nic nie mówi o tym ludowym użytku tego słowa, wynikłym z niezrozumienia jego znaczenia. Kurwa – bo stoi na zakręcie – na rogu ulicy, pod latarnią. Tak, są takie wśród rolników. I te osobniki teraz ten dziwaczny protest zdominowały. Co to ma wspólnego z prawdziwym rolnictwem?

Zakaz uboju rytualnego to oczywisty atak na świat arabski, gdyż żydostwo chce w Polsce peł­ni władzy, a nie poprzez polskich przedstawicieli, którzy pośredniczą między nim a nami. Pośredni­czą, czyli żydostwo dużo kosztują. Żyd chce w Polsce pełni władzy sam, bez pośredników. Cały Rząd zeświniony. Urząd Prezydenta od wielu kadencji też. A my siedzimy i się przyglądamy. Żydzi walczą z Arabami, bo mają ku temu swoje powody. Chcą – niech walczą. My natomiast dostarczali­śmy Arabom żywności z uboju rytualnego i teraz judofilski (były) minister rolnictwa nie wie, czemu go żydostwo wyrzuciło z posady, za to lizanie im tyłka? On tu lizał z całą pasją a za plecami dostar­czał żywność wrogom swoich panów. I pozbyli się go, dając nowego, ambitniaka, który już nie ukry­wa swego brodatego myślenia. I pozamiatane.

Zakaz smrodliwej produkcji futerkowej uderza w Polskiego Rolnika? Akurat… A kto jest wła­ścicielem większości ferm, zlikwidowanych w Danii, bo tam smrodzić ludziom pod nosem nie wolno, a potem przeniesionych do Polski, bo tu za odpowiednią opłatą można uchwalić ustawę dla dowol­nego lobby – czyli korytarzowców grupy nacisku. Gdzie tu traci Polski Rolnik? Owszem, dawali tacy pracę, jak to oni sami o sobie plotą a za nimi stado (ich) parobków. A w istocie okradali Polskę na przeróżne sposoby. Stworzyli nową branżę, ale jakim kosztem. Nie ucywilizowali tej produkcji, bo smrodliwe fermy lokowali dosłownie pod oknami ludziom.

Niech Polscy Rolnicy produkują futerka, jeśli wola, ale nie w masowych zakładach produkcyj­nych, które nigdy by nie powstały, gdyby nie masowy tucz zwierząt i, co za tym idzie, masowe mar­notrawstwo mięsa odpadowego. W tym czasie zakazano – i utrzymuje się to do dziś – zakaz uboju przydomowego. Dziś chłop, aby zabić świnkę, musi jechać często dziesiątki kilometrów do najbliższej czynnej ubojni, bo mu w domu zakazano świniobicia. Ideologiczna – czytaj socjalistyczna – Unia Eu­ropejska, sklecona obecnie na dwu traktatach o „wolnym” rynku europejskim i energetyce atomowej – też europejskiej – rządzi krajami ideologią swoich niewybieranych w powszechnych wyborach biurokratów. Co to ma wspólnego z demokracją? Nic. Tyle co kiełbasa kilkakrotnie nawodniona po­przez nastrzykiwanie wodą z prawdziwą kiełbasą. Niech produkują te futerka, ale z odpadu z uboju przydomowego. Ze zwykłego zagospodarowania tego, co zagospodarowywali od pokoleń. I problem z wielkotowarowym pseudozagospodarowywaniem odpadu mięsnego na gigantyczną skalę zniknie.

Nie będzie wielkich tuczarni, nie będzie wielkiego marnotrawstwa w wielkich ubojniach i nie będzie wielkiego smrodu wielkich ferm futerkowych. I nie będzie lobby futerkowców, którzy teraz swoje in­teresy przedstawili jako interes Rolnika Polskiego.

Ci panowie, udający obecnie Rolnika Polskiego, pomylili interes Polski z ich własnymi dupami.

A cała reszta tej niczym sensownym nieuzasadnionej histerii, to wymysły innych lobby i lob­byków. Plantatorzy okradający w istocie Polskiego Rolnika, by zaspokoić żądania socjalne obcych pracowników najemnych, to nie są rolnicy, a biznesmeni. Dobrali się do funduszu składkowego Rol­ników Polskich, którzy dobrowolnie zrzucili się na fundusz, z którego wypłacane jest chorobowe Rolnikowi. To są pieniądze Rolników Polskich nie KRUS-u. W dobrej wierze Rolnicy Polscy oddali zarząd tego funduszu KRUS-owi. Czy to naiwniactwo, by oddawać zarząd nad czymś złodziejowi, albo komuś wysoce niegospodarnemu? W ogólności tak. Tu nie wiem, z czym mam do czynienia. Głównie z instytucją jak ZUS o szczególnie przerośniętej nikomu niepotrzebnej biurokracji.

W ZUS-ie wszak pracuje przeszło dwukrotnie więcej ludzi niż mamy policji w Polsce. Prawie tyle łącznie w ZUS-ie i KRU-sie ile liczy nasza armia. Czy to zatem złodziej i niegospodarny twór, który zjada wła­sny – czytaj Twój, drogi Czytelniku – ogon? Nie wiem. Sam sobie odpowiedz.

Jednakże plantatorzy, którzy płacą teraz chorobowe z ukradzionego Rolnikom Polskim funduszu, to nie Rolnicy Polscy, a cwaniacy, którzy za swoje grzechy płacą cudzymi pieniędzmi. A do tego przyczyniła się pani prze­wodnicząca hałasująca teraz na ulicach wraz z całą resztą nowotroskliwych o los Polskiego Rolnika.

A wróćmy do naszego bohatera. Do ołówka. Ołówek ma się dobrze, boć jest całkowicie zdro­wy, bo bezołowiowy. Czy zastanawialiście się kiedyś nad definicją wody? Lanie wody to specjal­ność nie moja. Ale wodę wypadałoby zdefiniować. Woda to spirytus bezalkoholowy. Tak. Dobrze widzisz, drogi Czytelniku. Nie żaden tam tlenek wodoru. Odparuj dobry spirytus z alkoholu, o ile Ci to jeszcze ciągle wolno – a co zostanie? Eteryczne wyparują pierwsze, zanim odparuje spirytus i zo­stanie – woda. Czy nie piękna definicja? Chemików aż boli brzuch od śmiechu, a to dobrze, bo nie ma nic lepszego niż dobrze rozśmieszyć Czytelnika. I jaki trening dla (chemicznie) zwiotczałych mię­śni brzu­cha. Tylu hodowców mięśnia piwnego i teraz wszyscy oni na ulicach. Protestują w imię inte­resu własnej dupy.

A Polski Rolnik siedzi w domu i czeka w strachu, bo 1-go maja 2021 roku Niemiec wparuje ze swoją kasą i wykupi Polską Ziemię, by i tu siać zarazę i ją niszczyć, jak poniszczył ziemię u siebie. Owszem, cena ziemi skoczy i, komu zależy na sprzedaniu ojcowizny a nie na uprawnianiu na niej chleba, ten się cieszy i zaciera ręce. I ten, który w cwany sposób go do tego zachęcił, ukrywając pej­sy pod peruczką, cieszy się z nimi, bo wreszcie zarobi nie tylko na swoją prowizję, ale ponieważ nie obowiązuje przedrozbiorowy zakaz sprzedaży ziemi żydostwu, to kupi ją wprost, by nią spekulować i ubezwłasnowolniać Chłopa Polskiego. Bo dla mnie słowo chłop brzmi jak dawniej dumnie i pięknie. Nie potrzebuję eufemizmu – rolnik.

A kto stoi na tych ulicach i w czyim interesie, to już wiecie, bo wyjaśniłem to obszernie w tej wstawce. Miałem napi­sać, o tym, jak pozbyć się żydostwa z polityki polskiej. Ale o tym napiszę kiedy indziej, bo to za do­bry pomysł, by go od razu odkrywać. Ale o tym, że trzeba to zrobić, mam nadzie­ję – a jestem naiw­ny jak typowy chłop – nikogo nie trzeba przekonywać. W końcu kiedyś w Polsce powinni zacząć rządzić Polacy – a nie Niemcy, Ruscy… i nosiciele (ukrytych) pejsów.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 16 października 2020.


O gniem i meczem

Dziś jest rocznica śmierci mojego dziadka. Kim był mój dziadem? Rolnikiem. Przed II Wojną Światową poza krótkim okresem zwyczajnego poboru do wojska Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Pol­skiej, gdzie był wyróżniającym się kawalerzystą, co mu pozostało do śmierci, był chłopem. Ten jego nieco bajerancki styl bycia, fantazja ułańska – czyli kitowanie o różnych sprawach – to jednak coś, co wspominam z kluską w gardle. Czyli jakieś kwalifikacje do tego, by mówić o chłopstwie, mam.

We wrześniu tak go mobilizowali, że nie trafił do żadnej walczącej jednostki. Gdy Ruski przy­szedł na te tereny – a mówię o Województwie Wileńskim i powiecie Wilejka – dalej był chłopem dostarczającym sowieckiej beczce bez dna te ich deputaty. Potem, gdy przyszli Niemcy, trafił z całą rodziną do niewoli jako niewolniczy pracownik rolny. Czyli dalej był chłopem, tylko pod butem Szwaba, którego uczył, jak pod Królewcem należy przechowywać kartofle, bo ten od pokoleń tam żyjący Niemiaszek, tego nie wiedział. Potem, gdy Iwan szedł ze Wschodu, uciekali po bombardowa­nym niemiłosiernie Zalewie Wiślanym razem z tabunami mieszanej ludności cywilnej, bo uciekali wszyscy przed Ruskiem. Nikt tam na wschodzie Ruska nie witał kwiatami i girlandami, chyba że w 1939 roku żydostwo o czerwonych poglądach. A tego trochę tam było.

I czemu te pisiory wysłały dziś ludzi na ulice? Czemu Michał Kołodziejczak, w sumie nic złe­go mi nie zrobił, zatem nie mam powodu na niego się boczyć, wyprowadził ludzi na ulicę? Czemu z postsamoobronowcami, peezelowcami i wszelką maścią narodowców? I czemu teraz ci sami naro­dowcy stoją pod kościołami, by bronić ich przed rozhisteryzowanymi paniami, które wykrzykują na ulicy, chyba już tylko w celu ustalenia kwestii prawnych i prawa do posiadania macicy? A kto im tu prawa do macicy broni?

Czemu to wszystko?

Otóż 1-go maja 2021 roku, Niemcy zabiorą w posiadanie nie macice pań w Polsce, ale ogromny połać Polskiej Ziemi. Zostanie oddany bez wystrzału, na fali tych unijnych pomysłów o jednoczeniu się narodów. One, potencjalne matki nienarodzonych żołnierzy Rzeczypo­spolitej, stoją dziś w obronie tej grabieży.

Czemu? Bo pisiornia:

  1. Wyprowadziła na ulicę (zdesperowane) chłopstwo, by przekonać się, ilu będzie miało prze­ciwników do tej daty w maju, o której tu stale piszę, bo wymyśliła ustawę skórkową,
  2. Ponieważ do rolników dołączyli się narodowcy, choć przed tym przestrzegałem, wyprowadzi­ła na ulicę narodowców, by ich policzyć, zmierzyć, zważyć, sfotografować, sfilmować i skata­logować, bo wymyśliła ustawę antyaborcyjną.

Jest pewien zwolennik pisiorstwa, stary marketingowiec i to dobry, który nie uwierzył mi, że pisiorstwo robi to celowo, wymyślając te bzdurne ustawy akurat teraz, by łatwiej mu było oddać zie­mię Niemrom. Tak, według mnie, pisiornia to najbardziej proniemiecka partia z tych, które Polską rządziły. Nie będę tego uzasadniał. Czas po temu nastąpi. Otóż ten marketingowiec, tak powiedział: „Nie zgadzam się z tym, co mówisz, że pisiorstwo to zrobiło specjalnie, bo pisiory są na to za głu­pie.”. Koniec cytatu.

My Polacy, zawsze tacy naiwni, tacy wierzący i tacy pokornie znoszący niewolę. Co my wie­my o długofalowym planowaniu dokonywanym przez tych, którzy nas biorą pod but. Wcześniej zaborcy, potem okupant niemiecki, potem bolszewicki okupant a teraz okupant jewropejski.

To fakt, że pi­siory są tępe jak siekiera, choć nie rozumiem tego powiedzenia, bo siekiera to raczej powinna być ostra, tak przynajmniej uczył mnie mój dziadek, który najbardziej żałował siekiery porzuconej podczas tej straszliwej przeprawy przez Zalew Wiślany pod ogniem ruskich samolotów, które kosiły wszystko jak zboże. Furmanki wpadające pod lód wyglądają groteskowo i strasznie, ale to fakty. Opowiedziane przez naocznych świadków. Nie było litości. Ale wracając do pisiorni, to że to tłuki kamienne, to też fakty, ale ten, który nimi rządzi, a to nie jest żaden żyd wyewoluowany od esbeckiej kaczki a jakiś mózg w mętnej wodzie Zachodu, to już takim tłumokiem nie jest.

To ktoś wybitny, znający metody walki politycznej jak mało kto, umiejący manipulować Narodem, który nie umie my­śleć i łatwo daje się wkręcić byle prowokacją. A to przegięcie…

My Polacy, powiadam, daliśmy się wkręcić jak dzieci. Ale skąd o meczu i meczujących? Idzie­my i meczymy jak stado baranów i owiec? Może, tego nie stwierdziłem, bo mnie pisiornia nie wy­prowadzi na ulice o byle co.

Nie wyprowadzi mnie swoją wyjątkową głupotą i nie dam się na to na­brać, co wyprawia rzekomo w obronie Polski. Może się mizdrzyć i uśmiechać głupkowato, ale u mnie nic tym nie wskóra.

Jednak inni ludzie w Polsce dali się na to nabrać.

Czy pisiory robią to w poczuciu człowieczeństwa? A może zbydlęcenia, skoro bronią zwierzy­ny przed ludźmi? Dziadek opowiadał i potwierdzają to inni członkowie mojej rodziny, że po ludzku zachował się jakiś niemiecki oficer. Widząc moją Mamę i Wuja chorych, dał im lekarstwo. Jakieś po­lewane lukrem ziarna zboża. Coś w tym guście. Zaraz usłyszę, że Niemiec to chętnie rozdawał pol­skim dzieciom zatrute cukierki. Na wojnie, jak na wojnie to też były faktu. Tu jednak tak nie było, człowiek ten w niemieckim mundurze oficera, był inny, pomógł dzieciom niewolnika, choćby to było nawet tylko placebo. Pomoc psychiczna, samo podniesienie kogoś na Duchu, to już wielki sukces w takiej hekatombie, w jakiej wtedy uczestniczyli na tym lodzie. Mówię o tym, żeby nie mó­wiono, że kieruję się ciasnym nacjonalizmem, jakimś ciemnym sta­nem zwanym ksenofobią.

My, Pola­cy, powtarzam to z uporem i silniejszym akcentem, nie znamy ksenofobii wcale. W nas jej nie ma. To nasi kochający sąsiedzi: palący, gwałcący, mordujący i stale nas napadający nauczyli nas nieufno­ści do obcych.

I mówię to tutaj tylko z uwagi na tego niemiec­kiego oficera, który w tym mroku straszliwego barbarzyństwa okazał ludzką twarz, ale nie dam się nabrać na niemieckie umizgi teraz, bo są to fałszywe zachowania złodzieja, który chce nam wyrwać z garści to, za co zapłaciły całe po­kolenia straszliwymi wyrzeczeniami, krwią i cierpieniem.

Dziś zarówno wybitny marketingowiec z Polski rodem, czy jakiś prawnik ze Słupska, to ofiary tego przesiedlenia. Tego przestawiania nas jako Narodu jak starą szafę. Ale daliśmy się przestawić i jakoś musimy z tym żyć, bo tamci ze Wschodu niczego nam za friko nie oddadzą.

Zatem, dlaczego my teraz oddajemy to za darmo? Bo tak chce głupie pisiorstwo i ich kolesie platformiaki, z którymi rzekomo toczą taką wojnę? Oni nie mają żadnego, nawet zielonego pojęcia o wojnie i jej przerażają­cych dolegliwościach. Co ich łączy? Kibicowstwo czyli meczowanie. Czyli – mało myślenia.

Jednakże, jeśli nie zauważymy i nie przypuścimy do siebie, że istnieją ludzie lepiej przygoto­wani do rządzenia niż pisiory, ludzie, którzy mają pisiorów w garści, by ci robili to, co tamci chcą, to jesteśmy niewyleczalnymi niewolnikami o duchowości niewolnika. Dla takich ludzi manipulowanie takim narodem jak Naród Polski, to przestawianie pionków na szachownicy.

Nie jest miło pomyśleć o sobie, jak o takim pionku, ale z faktami lepiej nie dyskutować a szukać środków zaradczych.

Bo, zanim opanujemy sztukę rządzenia, czyli rządzenia samodzielnego, musimy przejść przez tę krwawą jatkę. Przez to bombardowanie na oślep wielokilometrowych kolumn cywilów.

Poświęcam swój cenny czas na napisanie tego artykułu, bo czasu stale jest za mało, by zrobić to, co się zamierzyło. Piszę środowisko programistyczne na niemieckim kompilatorze, którego kody przeanalizowałem dokładnie i są kiepskie. Miałem nawet w odruchu programistycznym – o ile mogę zbudować takie pojęcie – napisać do jego autorów, ale ktoś mądry, kogo słucham stale, powiedział:

„Nie poprawiaj po Niemcu, bo z tego nic dobrego nie wyniknie. Nie wiadomo, co Świat zrobi z Two­ją wiedzą.”

Owszem, gdyby była zgodna wola do uczciwej współpracy między naszymi dwoma na­rodami, byłbym skorszy do tego, by się moimi spostrzeżeniami podzielić. Ale, w istocie, nasza histo­ria, a ona ciągle jest nauczycielką życia, czy tego chcemy czy nie, codziennie mówi mi co innego.

Te niemieckie flagi wywieszone na prywatnych parcelach wokół Kołobrzegu, gdzie już nie ma piędzi ziemi w polskich rękach, stale mi o tym przypominają. I gdy widzę takich Kołodziejczaków czy Win­nickich w jego zaparowanych okularkach, to widzę te tabuny Polaków mordowanych we wrześniu 1939 roku a nie to, co opowiadał mi mój dziadek. A wtedy mordował nie Rusek a Szwab.

I dzisiaj nie przekona mnie nikt do walki o coś, co jest nie tematem zastępczym, ale jest podju­dzaniem, to dobre słowo, na zlece­nie speców od kierowania losami Świata, aby naiwni Polacy wyszli na ulicę i dali się policzyć, czy stanowią zagrożenie dla niemieckich zamiarów czy nie.

Co dostały od nich pisiory, tego nie chcę nawet wiedzieć, w końcu jestem Polakiem i też chciałbym naiwnie wie­rzyć bliźniemu. A to, niestety, tak nie jest.

Ktoś nas chce wykorzystać jak głupoli a my się daje­my, jakbyśmy nie czytali nigdy „Faraona” Prusa. I nie wyśmiewam się tu z Henryka Sienkiewicza, które­go naiwny tytuł tu sparafrazowałem.

Z Bogiem.

Andrzej Marek Hendzel

Źródło: hendzel.pl , 2 listopada 2020.


Opublikowano za zgodą Autora.

Wytłuszczenia i podkolorowania w tekście pochodzą od redakcji PCO.


2020.11.02. / Akt. 2020.11.04.
Avatar

Autor: Andrzej M. Hendzel