Prognoza dla Polski na rok 2021 (część pierwsza)


W moich przewidywaniach nie ma miejsca na eksponowanie chaosu, wzrostu napięć społecznych, ostrych walk ideologicznych, partyjnych i frakcyjnych (tj. na analizę politycznego pastwiska), a nawet na nadchodzące załamanie gospodarcze. Są to rzeczy występujące od dłuższego czasu, które tworzą klimat ogólny, ale nic ponadto. Polacy nauczyli się bowiem żyć w permanentnym kryzysie, o którym nawet nie chcą słuchać.

Pierwszym i najważniejszym punktem wyjścia do moich przewidywań jest nadchodząca zmiana, która wywróci wszelkie oczekiwania: pozytywne i negatywne. Chodzi o zmianę nastawienia ludzi do Cowid-19. W punkcie początkowym było to nastawienie schizofreniczne; polegające na strachu i zarazem  na zadowoleniu.

Z jednej strony większość ludzi reagowała nerwowo i bojaźliwie, zaś z drugiej strony – ciesząc się z „długich wakacji” wskutek  zablokowania gospodarki i usług publicznych. Dla wielu były to wydarzenia niezrozumiałe, ale radosne.

Czynniki polityczne, upojone tak korzystną dla nich reakcją społeczną, zaczęły grać pandemią na wszystkie możliwe sposoby, niebacznie uzewnętrzniając prostackie zachowania i oszukańcze ruchy.

Władza zapomniała o zachowaniu elementarnych pozorów w stosunku do rolników, przedsiębiorców, nauczycieli etc. narzucając im drakońskie rygory. Zapomniała też o zachowaniu patriotycznej fasady (o czym najlepiej świadczy jej stosunek do Marszu Narodowego!), o obowiązku przestrzegania wolności religijnej (autonomii Kościoła), a także o rzeczy najważniejszej. Rzeczą najważniejszą było uzasadnianie przejściowego charakteru „pandemii”, a tymczasem w euforii wywołanej wspomnianym upojeniem, władza mnożyła zapowiedzi kolejnych faz „pandemii”. Innymi słowy uznano, że sytuacja nadzwyczajna może trwać wiecznie.

Nie winię konkretnych polityków za skandaliczne zaniedbania i niechlujne myślenie. Dlatego używam określenia  „czynniki polityczne” i „władza”. Ponieważ krajowi  politycy działali wedle zewnętrznych instrukcji, synchronizowanych w skali globalnej, ich „intelektualne” pole manewru było niewielkie i właściwie zbyteczne.  Powinni jednak wiedzieć, że złość i potępienie nie spadają  na mieszkańców odległych kontynentów, lecz na tych, którzy stoją pod latarnią.

Tak więc chyba zapomnieli, że ludzie są niestali. Już widać w Polsce, że strach stopniowo ustępuje, a  jego miejsce zajmuje ironia. Jeszcze bardziej widać, jak   zadowolenie z dobrodziejstw „polityki zdrowotnej” ustępuje miejsca zniecierpliwieniu i przygnębieniu. Oczywiście większość Polaków w ogóle o niczym nie myśli. To jednak nie oznacza, że można nimi rządzić, jak się komuś podoba. Albo można w nich bić jak w bęben.

Politycy nie wiedzą, w co się pakują

To się dotychczas udawało, a więc łatwo było ulec złudzeniom, że dalej będzie podobnie. Bardzo udane okazało się  np. spacyfikowanie frankowiczów, czyli ok. 600 tys. oszukanych przez banki dłużników hipotecznych. Warto jednak wiedzieć, że większość tych dłużników dysponowała pokaźnymi  zarobkami w wielkich korporacjach i urzędach państwowych , a ich apanaże  w razie protestu byłyby zagrożone.

 Sytuacja się zmienia, zaś w 2021 roku zmiany okażą się decydujące. Przy okazji Covid-19  Polakom odebrano dwa  dobrodziejstwa (nawiasem mówiąc, fałszywe) : wizję powszechnego dobrobytu oraz poczucie bezpieczeństwa (finansowego, politycznego, a za chwilę żywnościowego). Dzięki tym dwóm dobrodziejstwom Polacy przeistoczyli się w KONSUMENTÓW, którzy nie muszą o nic się troszczyć. Chyba jest to jedyny pozytywny efekt  Covcd-19, ponieważ trwanie  w zgubnym przeświadczeniu, że wszystko znajduje się pod ręką, a najważniejsza jest „wolność wyboru”, prowadzi do bezradności i niemocy. To jest dobre tylko dla tych, którzy zupełnie nie  interesują się własnym życiem.

Wyjście z opresji nie będzie łatwe. Najpierw wyrazi  się w indywidualnym szukaniu ratunku  (który z pewnością nie nadejdzie);  później w zrozumieniu, że jest to beznadziejne  (co przypada na przełom 2020/2021). Już beznadziejność wchodzi przez wszystkie szczeliny w drzwiach i oknach.

Następnie pojawią się działania powszechnego sprzeciwu wobec „polityki zdrowotnej” rządu (oraz kilka zadrażnień powstałych na tle tego sprzeciwu). Po kilku miesiącach „dojrzewania”, prawdopodobnie zostanie przekroczony punkt krytyczny: władza zamiast leczyć, uprawia pokręconą „politykę zdrowotną”.

Wówczas społeczeństwo prawdopodobnie zgłosi  zapotrzebowanie na obiektywne  opinie i nowe rozwiązania, czyli wyłamie się ze złudnego stereotypu konsumenta i zainteresuje się polską rzeczywistością. Pandemii nie da się bowiem skonsumować. Wtedy otworzą się oczy i ukażą się rzeczy straszne.

Zapewne w wielu kuchniach politycznych przygotowywane są już potrawy (trujące i pożywne), które miałyby zaspokoić głód wiedzy o tym, co się dzieje i co można zrobić w fatalnej sytuacji. Ktoś preselekcję pomysłów politycznych będzie chciał nazwać „walką polityczną”, ale przecież nie o walkę polityczną chodzi.

Ten lakoniczny scenariusz byłby mało przekonywujący bez uwzględnienia zmiennej i niejasnej sytuacji geopolitycznej. Wiele wskazuje na to, że w 2021 roku sytuacja geopolityczna będzie również zmienna i niejasna, niezależnie od tego, jak ukształtuje się podział sił w Stanach Zjednoczonych i tarcia między nimi. Opanowanie sytuacji będzie praktycznie niemożliwe, zaś ustabilizowanie może być tylko przejściowe. Takie stwierdzenie nie jest pozbawione uzasadnienia, chociaż przypomina wróżbę. Otóż należy brać pod uwagę podstawowy i niepodważalny fakt, że od 2007 roku Zachód znajduje się w wielkim kryzysie ekonomicznym, który przechodził różne fazy (do fazy „pandemii” włącznie), ale nie został przezwyciężony.

Nie został przezwyciężony! Dopóki ten największy w czasach nowożytnych kryzys ekonomiczny nie zostanie pokonany (lub się do końca  nie wypali), konflikty polityczne będą nieuchronne. Ktoś napisał, że kapitalizm nie upadnie, najwyżej wszyscy będziemy martwi.

Kryzys jest bowiem dalej napędzany przez sytuację, w której jednym zależy na jego pogłębianiu, a drugim na wyjściu z kryzysu. Co komu się opłaca.

Skutek konfliktów wewnętrznych w Stanach Zjednoczonych jest dla Polski  stosunkowo łatwy do przewidzenia , jeśli nie ulega się technokratycznym iluzjom lub obawom o nadejściu totalnej kontroli (Internetu, cyfryzacji, inwigilacji etc.) W pewnych sytuacjach historycznych technologie szwankują, ponieważ szwankują posługujący się nimi ludzie. Wystarczy przykład technologii „liczenia głosów wyborczych” w Stanach Zjednoczonych.

Wspomniane konflikty, co już zauważają niektórzy publicyści, osłabią zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w innych krajach. Osłabią  ich zaangażowanie również w Polsce, co umożliwia rozszerzenie „przestrzeni niezależności” (stosuję ten eufemizm, gdyż  na razie suwerenność narodowa jest traktowana jak żart).

Ale, niestety, umożliwi to podobne rozszerzenie „przestrzeni niezależności” Niemcom, Rosji, Turcji  i innym krajom.   W obecnych warunkach nieuchronna wydaje się zatem walka o polską „przestrzeń niezależności”, która oby nie przełożyła się na walkę między agenturami wpływu w Polsce, czyli na następne „rozdzieranie sukna”. To jest właśnie najważniejszym, moim zdaniem, fragmentem niniejszej prognozy.  

Jeszcze tylko brakuje, aby do sprzeciwu wobec walczących z urojoną pandemią krajowych polityków doszły  ostre zarzuty o agenturalność (a niewiele brakuje).  

Warto jednak pamiętać, że wszystko to dziać się będzie w ramach niewygasłego wielkiego kryzysu ekonomicznego, który ze zdwojoną siłą uderzy również w Niemcy, Rosję i inne kraje. Ponadto koszty zagospodarowania polskiej „przestrzeni niezależności” mogą okazać się niezwykle wysokie. Z Polską można się bowiem nie liczyć, ale z kosztami jak najbardziej.

                                                            ***

Nie chcę, by  ten fragment prognozy  zasilił  falę  przewidywań, które zazwyczaj pojawiają się przed świętem Bożego Narodzenia. Są to na ogół darmowe prezenty świąteczne i tyle są warte. Dlatego więcej miejsca przeznaczam na  uzasadnienie swych prognoz, aby podstawy – metodologiczne – wspierały  ich wiarygodność, co się dzisiaj rzadko praktykuje.

Przechodzę zatem do spraw trudniejszych.

Z ekonomii wynika, a jest to jedno z niemożliwych do podważenie stwierdzeń, że każda ekspansja ma swoje granice i kończy się kryzysem. Warto także zaznaczyć, że globalizacja jest formą ekspansji.

W 1968 roku Garret Hardin opublikował słynny artykuł na temat dewastacji wspólnego pastwiska, na którym mieszkańcy wioski wypasają bydło, czerpiąc z tego indywidualne korzyści. Wspólne pastwisko funkcjonuje do czasu, kiedy przynosi indywidualne korzyści hodowcom bydła  i kiedy cząstka strat spowodowanych nadmierną eksploatacją pastwiska nie odciśnie się znacząco na tych korzyściach. Czyli do czasu, kiedy zrównają się krańcowe korzyści i straty. Czy Polska  (a także inne kraje) stała się takim nieogrodzonym pastwiskiem? Prawidłowa odpowiedź zależy od tego, czy istnieją skuteczne regulacje przeciwdziałające dewastacji. Bowiem sam fakt dewastacji raczej trudno podważyć. A zatem, jaki może być finał?  Na te pytania Czytelnik sam powinien odpowiedzieć.

Rozumowanie bardziej intuicyjne polega na stwierdzeniu rabunkowej gospodarki.

Fałszywa pandemia jest kolejną odsłoną rabunkowej gospodarki. Jeśli pominiemy uzasadnienie „polityki zdrowotnej” (mocno wątpliwej jakości), możemy łatwo zauważyć, że został  zamontowany nowy silnik w pasie transmisyjnym  dochodów zgarnianych przez  światową oligarchę finansową.

Warto przypomnieć, że  w objętych kryzysem latach 2008-2019 majątek oligarchii finansowej wzrastał  w zawrotnym tempie, czyli zdołała ona koszty kryzysu  przerzucić na kraje, które nieszczęśliwie znalazły się  pod jej kuratelą, ze Stanami Zjednoczonymi włącznie.

Nie trzeba tłumaczyć, że jej zasługi w walce z kryzysem są ujemne. Okazało się jednak, że dotychczasowy silnik rabunkowej gospodarki  okazał się niewystarczający lub niedostatecznie sprawny.

Obraz jest następujący. Wielki kryzys powinien zrujnować bankierów, inwestorów i spekulantów finansowych, a tymczasem ofiarą okazały się społeczeństwa.  Czyją ofiarą? Wielkiego kryzysu czy oligarchii finansowej? Najgłupsza odpowiedź jest następująca: pandemii Covid -19.

W prognozie dla Polski na rok 2021 pojawia się zatruty owoc realizowanej obecnie „polityki zdrowotnej”. Chodzi o nieuchronne i łatwe do przewidzenia konsekwencje blokad  oraz szerokiego asortymentu  restrykcji i działań represyjnych. Słowiki już nie śpiewają na wolności, lecz  nie jest to wyrazem  troski o ich zdrowie i bezpieczeństwo.

Smutne i zaskakujące jest przede wszystkim lekceważenie powstałych zniszczeń. Zatrzymam się najpierw nad zniszczeniami materialnymi, które są trudne do podważenia. Skoro blokady, restrykcje i represje uderzają z zewnątrz (z powodu działań podejmowanych przez inne kraje oraz organizacje międzynarodowe), a ponadto  od wewnątrz ( wskutek  decyzji  rządowych i parlamentarnych) , ich destrukcyjne działanie zostaje spotęgowane.

Nakładają się one na długotrwały i niezwykle silny kryzys ekonomiczny, który od wielu lat osłabia i trawi gospodarki. Pod tym względem polska gospodarka wygląda jak okręt flagowy, ale podobno Polskę „kryzys omija”. To przekonanie raczej świadczy o czymś innym: o kryzysie świadomości. W istocie rzeczy decyzje podejmowane w ramach „polityki zdrowotnej” pogłębiają ten kryzys. Niczego nie rozwiązują. Dobrze, że niczego nie obiecują.

To jednak nie wszystko.

Nie wolno pominąć skutków dotychczasowej, neoliberalnej polityki gospodarczej, która doprowadziła do wyczyszczenia Polski z własności narodowej (publicznej i prywatnej) oraz doprowadziła do powszechnego zubożenia Polaków. Historia gospodarcza Polski  ostatnich trzydziestu lat jest porażająca, dlatego jest tak skrzętnie omijana.

Całe trzydzieści lat polityka gospodarcza była zaprzęgnięta do wozu globalnej oligarchii finansowej: „prywatyzacji”, „liberalizacji” i „deregulacji”  w myśl dyrektyw zawartych w Konsensusie Waszyngtońskim, który żadnym konsensusem nigdy nie był. Cała piramida fałszu!

Neoliberalizm zużył się (skompromitował) doszczętnie, więc trzeba było pilnie zastąpić go innym wytworem ideologicznym: „polityką zdrowotną” . Dlatego obecnie realizowana przez rząd  „polityka zdrowotna” nie jest żadnym przełomem, wielkim resetem, nową normalnością, lecz kontynuacją, z dodatkiem  prymitywnego manewru ideologicznego. Jest parodią polityki.

Skala wieloletnich zniszczeń gospodarczych w Polsce  przekracza wszelkie wyobrażenia. Na nieszczęście większość Polaków uwierzyło, że żyją w „państwie dobrobytu”, złoszcząc  się na tych, którzy zakłócali  ich przyjemną wizję dobrobytu. Wszystkie ostrzeżenia szły zatem na marne. A teraz „polityka zdrowotna”  wizję dobrobytu wrzuciła do śmieci, czego zapowiedź słychać było wcześniej:  Polacy za miskę ryżu będą kopać rowy i je zasypywać.

Ale, jak pisałem na początku, nad załamaniem gospodarczym nie zamierzam się rozwodzić.

Tylko osoby naiwne i głupie mogą wierzyć, że ludzie, którzy przez trzydzieści lat  niszczyli  gospodarkę narodową i sektor publiczny, mogą zaproponować coś dobrego. Oni nigdy niczego nie naprawią.

To są ludzie, którzy wcześniej  m.in. zniszczyli  krajowy przemysł farmaceutyczny, diagnostykę medyczną, profilaktykę zdrowotną, nieźle funkcjonujące sieci przychodni i szpitali. Teraz niszczenie medycyny wcale się nie zakończyło, lecz przeciwnie – przybrało na sile.

Czy jest możliwe, aby ci ludzie, te zagraniczne i krajowe kreatury, stawiały zdrowie i życie innych ponad własne interesy? Wolne żarty.

A więc w roku 2021 wesoło nie będzie. Będzie to rok ostatecznego dobijania polskiej gospodarki narodowej. Oczywiście nie jest to jeszcze udowodnione, ale, szczerze mówiąc, trudno o tym wątpić.   

 Ci, którzy dostrzegą  to w porę, mogą jeszcze nadrobić zaniedbania w zrozumieniu, co się w Polsce (i w świecie) dzieje.

Jaka jest rzeczywistość?

Przede wszystkim mają szansę uwolnić się od neoliberalnych mrzonek, które zakorzeniły się nawet w głowach polskich narodowców. Bez tego nic nie zwojują. W ten sposób mogą uwolnić się od toksycznych wpływów obecnej „polityki zdrowotnej”, odzyskać zdrowie oraz  siły,  ale także zorganizować pilnie potrzebną  samoobronę. To jest niezła alternatywa dla ciągłego pojękiwania. Przewiduję, że okoliczności będą im sprzyjać.

Reszcie nie zazdroszczę.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Artykuł opublikowany przez autora.

Podkolorowania i wytłuszczenia w tekście pochodzą od redakcji PCO.


Artykuły prof. Artura Śliwińskiego na naszym portalu >   >   >   TUTAJ .

Zdjęcie tytułowe: Prof. dr hab. Artur Śliwiński. Fot. za: radiomaryja.pl / wybór wg.pco

2020.11.18.
Artur Śliwiński

Autor: Artur Śliwiński